Przestępczość – najważniejszy problem w trudnych czasach

W dzisiejszym materiale odniesiemy się do komentarza Jacka, jednego z naszych widzów, pozostawionego pod którymś z poprzednich filmów.

Komentarz miał następującą treść:

czemu Twoje scenariusze nie biora pod uwage, ze podstawowym problemem bedzie rozkwit bandytyzmu? gleboki kryzys -> rozpad struktur panstwa -> bandytyzm. case Ukraina zeby daleko nie szukac. drog bym unikal, a mostow to juz szczegolnie, bo tam zbojcy, panie. samochod, przyczepa kempingowa, no nie wiem. jezeli juz to poprzedzone dronem zwiadowczym, ale to i tak polsrodek. raczej motocykl (typu gniotsa nie lamiotsa, nie sterowany kompjuterem) z przyczepka, kon (zre trawe, wiec czlowiek nie musi sobie od geby odejmowac tak jak dla psa) do jazdy na oklep + szczegolowa, wielowariantowa, przecwiczona droga ewakuacji bocznymi drogami omijajacymi skupiska ludzkie, bo kazdy czlowiek glodny jest potencjalnie niebezpieczny. dodatkowo prymitywizm motoru zapewnia, ze silnik nie wymaga dodatkow uszlachetniajacych w paliwie, bo slyszalem, ze te dodatki sie degeneruja i takie paliwo traci szlachetne wlasnosci po 1-2 lat przechowywania. ewakuacja z miasta ewentualnie rzeka, ale w ciemna noc. ostatecznosc to rower z duzymi kolami albo z buta.

Nie mam przekonania, że przestępczość będzie rzeczywiście największym problemem w trudnych czasach.

Moim zdaniem najważniejsze (czyli najczęstsze i najbardziej uciążliwe) problemy będą następujące:

  • dostęp do wody pitnej — konieczność jej zdobycia, przyniesienia do domu i uzdatnienie do picia,
  • żywność,
  • ciepło i energia, w tym do przygotowywania żywności,
  • bezpieczne schronienie.

Pić musimy kilka razy dziennie. Nie sądzę, by ktoś kilka razy dziennie w razie kryzysu musiał kilka razy dziennie odpierać ataki bandytów.

Czy kryzys równa się bandytyzm?

Jacek zakłada, że kryzys oznaczać będzie rozkład struktur państwa i przez to powstanie bandytyzmu. Ja nie do końca się z tym zgadzam, choć na pewno można sobie wyobrazić takie scenariusze.

Ale z drugiej strony, równie prawdopodobnym (jeśli nawet nie bardziej), będzie scenariusz, w którym kryzys oznacza istotnie problemy państwa, ale na przykład w obszarze szkolnictwa i szpitali, przy doskonale działających resortach siłowych. Choćby kryzys gospodarczy, który spowoduje rozruchy na dużą skalę, brutalnie tłumione przez wojsko i policję, stan wojenny, godzinę policyjną i tak dalej.

Oczywiście, gdy znikną służby takie jak policja czy wojsko, na pewien czas zapanuje chaos, z którego zapewne wyłonią się grupki bandytów, próbujące podporządkować sobie okolicę.

Lokalnie, taka sytuacja może mieć miejsce w razie mniejszego kryzysu.

Ile mamy czasu?

Warto pamiętać, że na pewno nie będzie sytuacji, że od razu po wystąpieniu kryzysu po ulicach zaczną grasować hordy bandytów, rozwalających witryny sklepowe i głowy przypadkowych przechodniów.

Kiedy w 1977 roku w Nowym Jorku zabrakło prądu na około jedną dobę, splądrowano wiele sklepów (w tym elektronicznych, co później znacząco wpłynęło na rozwój hip hopu), a aresztowano ok. 4 500 osób włamujących się do sklepów. Rzecz w tym, że to nie rozpoczęło się od razu.

Trudno wyobrazić sobie, że gdy np. w całym województwie zabraknie prądu, przestępcy od razu zaczną okradać sklepy i sąsiadów.

Rzecz w tym, żebyśmy my byli w stanie od razu zorientować się, co się dzieje i w razie potrzeby od razu podjęli decyzję o ewakuacji albo o pozostaniu na miejscu. I o napuszczeniu wody do wanny.

A jak to zrobić?

Gdy zabraknie prądu:

  • włączamy lokalne radio (choćby w telefonie), albo telewizor (zasilany z pomocą awaryjnego źródła prądu), słuchamy wiadomości, aby dowiedzieć się, co się dzieje,
  • dzwonimy do znajomych i przyjaciół w różnych częściach miasta,
  • po prostu wychodzimy z domu i robimy krótki spacer, by zobaczyć, czy działa oświetlenie uliczne, sygnalizacja, oświetlenie oddalonych wysokich budynków, węzłów kolejowych i tak dalej.

Gdy mamy potwierdzenie, że prądu nie ma na większym obszarze, podejmujemy odpowiednie decyzje.

Co wcale niekoniecznie musi oznaczać ucieczkę z domu. Koreańczycy mieszkający w Los Angeles w czasie zamieszek w 1992 roku bronili swoich domów i sklepów z wykorzystaniem broni palnej. Nie wiem, czy w naszych warunkach będzie to najlepszy scenariusz, ale można brać go pod uwagę.

Kto jest większym cwaniakiem?

Kwestia obrony przed przestępcami to coś w rodzaju wyścigu zbrojeń. Nie ma absolutnie skutecznej obrony przed napadem, kradzieżą, zabójstwem. Odpowiednio zdeterminowany przestępca z dostatecznie dużym zapleczem zawsze da sobie radę.

Na każdego dobrze uzbrojonego i ufortyfikowanego cwaniaka znajdzie się w końcu większy cwaniak.

Nawet jeśli Twoim pojazdem ewakuacyjnym będzie opancerzony SKOT, przestępcy mogą mieć do dyspozycji czołg z amunicją i obsługą. Nawet jeśli będziesz mieć armię uzbrojonych i lojalnych ochroniarzy, zawsze może trafić się ktoś z większą, albo lepiej uzbrojoną armią.

Dlatego ja proponuję zupełnie inną strategię.

Raczej nie sprawiać wrażenia osoby, która ma coś więcej, niż inni. Na przykład, jeśli ze względu na problemy z zaopatrzeniem w wodę nikt w mieście nie chodzi ogolony, ty też nie powinieneś.

To nie oznacza absolutnie, że masz rezygnować z zorganizowania sobie skutecznego sprzętu do samoobrony — choćby był to tylko gaz pieprzowy (lepiej, aby była to broń palna, warto zrobić pozwolenie na broń).

I z całą pewnością nie powinieneś upierać się przy strategii samotnego wilka. Dużo większą szansę na przetrwanie ma kilka blisko ze sobą spokrewnionych (albo przynajmniej mocno zaprzyjaźnionych) rodzin, niż jedna rodzina, albo jedna osoba. Przecież musisz kiedyś spać…

Koń jako pojazd ewakuacyjny

Zdecydowanie nie zgadzam się z założeniem, że to koń będzie najlepszym środkiem ewakuacji.

Oczywiście w niektórych przypadkach ma to sens, ale co do zasady — nie.

Mieszkając w mieście nie jestem w stanie mieć konia pod ręką. Mając czteroosobową rodzinę, musiałbym mieć przynajmniej dwa konie. Ich koszty utrzymania zabijają sens całego przedsięwzięcia, nawet przy założeniu, że będą wykorzystywane do rekreacji.

Jak zatem zorganizować ewakuację?

O tym było już kilka materiałów na naszym kanale i blogu i z pewnością będziemy je odświeżać dla nowych widzów. W dużym skrócie:

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

6 komentarzy

  1. mar_kow pisze:

    „Nie mam przekonania, że przestępczość będzie rzeczywiście największym problemem w trudnych czasach.” – stwierdzenie nie do końca prawdziwe bo zaraz poniżej podajesz cztery powody dla których ludzie będą w stanie zabić…
    ” – dostęp do wody pitnej — konieczność jej zdobycia, przyniesienia do domu i uzdatnienie do picia,
    – żywność,
    – ciepło i energia, w tym do przygotowywania żywności,
    – bezpieczne schronienie.”
    Wszystko zależy jak długo stan kryzysu oraz jego poziom będzie się utrzymywał. Jeżeli wszystkie zasoby zostaną wyczerpane w legalny sposób, ludzie zrobią wszystko żeby zdobyć środki pierwszej potrzeby. W taki czy inny sposób.

    Duże sklepy i kompleksy handlowe padną łupem w pierwszej kolejności. Przy braku systemu prawnego nikt nie będzie w stanie obronić a nawet nie będzie chciał bronić zasobów dużych marketów czy hurtowni. Ludzie uznają je automatycznie jako źródło pozyskania zasobów.

    Kolejne będą małe sklepy prowadzone przez indywidualnych właścicieli, w zależności od uzbrojenia napastników będą mogły lub nie się obronić… Nawet jeżeli sami właściciele będą chcieli wykorzystać zasoby we własnym zakresie to będą zagrożeni w pierwszej kolejności atakiem…

    Po wyczyszczeniu zasobów w okolicy następnym etapem będą okoliczne wsie poza miastem zasobne w podstawowe dobra. Będą stanowić jednocześnie jako bezpieczne miejsce do pozyskania – wszystko rozleje się jak pożar…

    W takich czasach odżywają stare niesnaski i przedawnione waśnie… Akurat zamieszkuję teren gdzie mieszka sporo mniejszości Ukraińskiej. Mimo upływu lat, każdy historię swoją zna i nawet teraz mimowolnie się izoluje. Z względów religijnych oddzielnie obchodzą swoje święta, tradycje obyczajowe dalej są podtrzymywane. Wystarczy mała iskra jak wszystko znowu może się rozpętać – historia lubi się powtarzać…

    • Krzysztof Lis pisze:

      Mniej więcej mam podobne podejście.

      Zanim kryzys spowodowany np. przez powódź przyczyni się do wzrostu przestępczości, masz sporą szansę umrzeć z odwodnienia organizmu, gdy będziesz pić wodę skażoną bakteriami.

      Dlatego ja uważam, że ważniejszym (bardziej podstawowym) problemem będzie zaopatrzenie w wodę, a dopiero później zapewnienie sobie fizycznego bezpieczeństwa.

      Choć jest dokładnie tak, jak piszesz, będzie to zależało od scenariusza.

      • mar_kow pisze:

        Generalnie każdy kryzys bezwzględnie niesie zagrożenia. Długofalowy brak prądu jest zagrożeniem dla ludzi w szpitalach, potrzebujących leków przechowywanych w odpowiednich temperaturach np. insuliny. Woda, ogrzewanie zmusi ludzi do podjęcia próby pozyskania tych dóbr. Zdesperowany ojciec który wcześniej nie zabiłby muchy na widok płaczących dzieci będzie gotów ukraść a nawet zabić. Ludzie nawet nie wiedzą do czego są zdolni i to w pełni negatywnym świetle… Wszystko będzie narastać lawinowo…

  2. Balbiniusz pisze:

    wszystko ładnie tylko jedna uwaga – koń potrzebguje mniej niż się wydaje. tu poskubie, tam coś zje, a jak zgłodnieje to wróci. praktycznie bezobsługowy.

    • mar_kow pisze:

      Nie wiem czy miałeś do czynienia z „obsługą” koni – masz rację w bardzo małym stopniu… To co piszesz może dotyczyć max tygodnia, koń potrzebuje więcej niż Ci się wydaje. Jeżeli ma dźwigać właściciela lub dobytek niestety też musi żreć treściwą paszę… Poczytaj trochę i to nie tylko beletrystykę…

  3. bura2 pisze:

    Jedni odcinają od siebie tą myśl że będzie trzeba się zmierzyć z drugim człowiekiem o złych intencjach
    Drudzy czynią z tego główną oś obrotu swoich przygotowań – zwłaszcza amerykańscy preppersi – co niektórzy to gromadą arsenały jak na wojnę

    Ja sądzę, że rzeczywistość będzie dużo bardziej „szara” – przestępczość wzrośnie ale jednocześnie za nasze czyny będziemy prędzej czy później odpowiadać.

    Załóżmy scenariusz niczym z „blackoutu” Erlsberga. Prądu nie ma, zima dookoła, 4 dzień, ludzie robią się nerwowi. Służby publiczne przeciążone pracą. Pracodawca wydaje mi posiłki w słoikach jako część wypłaty. Paru wysportowanych panów słyszy brzdęk słoików w mojej torbie i bardo chce, żebym je oddał…

    Przykład. Wyciągnę broń, może się przestrasza. Strzelę, w końcu dotrze do mnie Policja, Jak do tego podejdą? Może zgłosić się samemu? A co jeśli będzie zakaz przemieszczania się z bronią?

    Nie można przeskoczyć od razu z sytuacji „białej” – dzisiejszego względnego bezpieczeństwa do „czarnej” – kiedy prawa nie ma, wygłodniali ojcowie rzucają się na ludzi, żeby zdobyć konserwę a na mostach czają się zbójcy.

    Warto zamiast nastawiać się na apokalipsę zombie i wojnę partyzancką poprzypominać sobie jak się żyło we wczesnych latach 90 tych. Ja wtedy jeszcze nie mówiłem nawet poprawnie „R”. Ale wiem, że kradzieże na ulicy, w pociągach, pobicia itp był częstsze niż dziś . I pokolenie obecnych 50-latków jest tutaj mądrzejsze od 30 latków którzy nie pamiętają o rozkładaniu gotówki na kilka części, żeby kieszonkowiec nie skosił wszystkiego od razu. Mało kto trzyma stary portfel i w nim paręnaście złotych etc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner