Przetrwać gorsze czasy na wodzie

Jakiś czas temu jedna z Czytelniczek (tak, wychodzi na to, że naszego bloga czytają też i kobiety) przesłała nam na łamach bloga taki komentarz:

Zastanawialiście się nad przetrwaniem na wodzie? Każdy turystyczny jacht kabinowy, jakich pełno pływa choćby po Mazurach, ma miejsce do spania, przechowywania, kuchenkę gazową, zlew, zbiornik na wodę i system pobierania wody zaburtowej, nierzadko też wc chemiczne z umywalką. Często akumulator elektryczny, światło, gniazdka, lepsze modele mają nawet lodówki, radionadajniki i ogrzewanie. Że już o wypasionych łodziach morskich nie wspomnę. Przejrzyjcie pany popularnych żaglówek, jak dla mnie świetny patent na przetrwanie. Oczywiście jeśli umie się żeglować. Myślę, że laik poradziłby sobie z obsługą prostego silnika No i ryby można łowić, jeśli tylko woda jest zdatna do picia i „życia”. Pozdrawiam i aby nas żadna apokalipsa nie spotkała

Komentarz był pod wpisem o zestawach survivalowych, dlatego uznaliśmy, że lepiej go będzie opublikować wraz z odpowiedzią na łamach osobnego wpisu.

Zacznijmy więc od rzeczy najbardziej podstawowej: aby człowiek mógł przeżyć, musi zaspokoić swoje potrzeby, które zgrupować można w te poniższe kategorie:

  • żywność — odpowiednia ilość kalorii i różnych składników odżywczych,
  • woda — odpowiednia ilość czystej, wolnej od drobnoustrojów i zanieczyszczeń mechanicznych tudzież chemicznych,
  • energia (ciepło) — do utrzymania temperatury ciała w naszym klimacie, oraz do przygotowywania posiłków,
  • zdrowie i higiena — leki, opatrunki, mydło i szampon, kanalizacja,
  • schronienie — przed oddziaływaniem żywiołów, ale też ludzi, którzy chcą delikwentowi zrobić krzywdę.

Dla zdrowia psychicznego warto zadbać też i o inne potrzeby, warto też mieć prąd, co by sobie znacząco ułatwiać życie.

Część z tych rzeczy można, a część jest bardzo trudno osiągnąć, jeśli jesteśmy na pokładzie małego jachtu, czy nawet dużej barki.

Przy dużym wysiłku można osiągnąć pełną autonomię żywnościową i pożywiać się zbilansowaną dietą mięsno-warzywną z własnej działki. Począwszy od uprawianych przez siebie warzyw, owoców i zbóż, przez nabiał, zioła, skończywszy na mięsie hodowanych zwierząt. Na morzu będzie to nierealne, a nie wyobrażam sobie odżywiania się przez dłuższy czas wyłącznie rybami. Bo przecież zapas żywności, jak duży by nie był, KIEDYŚ się przecież skończy.

Podobnie będzie z zapasem paliwa — oleju napędowego dla silnika, gazu do gotowania i ogrzewania. Łodzie w pełni zasilane energią elektryczną to raczej mrzonka. Pewnym rozwiązaniem będzie ucieczka takim jachtem pełnomorskim do cieplejszej strefy klimatycznej i korzystanie z energii słonecznej do gotowania. Nie sądzę jednak, by było to w zasięgu większości z nas. Nam pozostaje uprawa wierzby energetycznej lub zbieranie chrustu w lesie.

Wydaje mi się, że łatwiej byłoby zorganizować sobie dwa niezależne miejsca do ucieczki w razie czego, dobrze zaopatrzone, przygotowane do produkcji własnej energii i żywności, niż kupować jacht i wyposażyć go na gorsze czasy.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

15 komentarzy

  1. yamabushi pisze:

    hmm… jacht… super sprawa… zwlaszcza jesli jest sie kobieta i wpada sie na lodke na imprezke albo na 2-3 dni na wodzie z przerwami na tance w tawernach…

    KOBIETA NA WODZIE TO JEST PROBLEM (a nie rozwiazanie) – dam przyklad:

    dawno, dawno temu bylem na sporej (luksusowej i nowoczesnej) lajbie (stereo, elektryczne rolpatenty, echosondy, lodowki, GPSy, 2 potezne silniki, 2 lazienki itd). Paliwa jedzenia i wody na skok przez ocean i … 3 dnia skonczyla sie woda!!! Okazalo sie, ze panienki prawie caly czas biora prysznic

  2. Asp pisze:

    Tankowiec z ogródkiem na pokładzie 🙂

  3. Mateusz pisze:

    Witam!

    W sumie nie jest to głupie rozwiązanie. Rozwinę temat wieczorem jak wrócę z pracy. Koncepcja jest ciekawa i na pewno warta przedyskutowania.

    Pozdrawiam~!

  4. artur xxxxxx pisze:

    Człowiek pisze o Mazurach, jest możliwa taka egzystencja od marca do listopada. Znam twardzieli, którzy żeglują w grudniu, ale po zamarzniętym jeziorze i tak się nie da. 🙂 Nie potrzeba wcale gazu i paliwa, wystarczą żagle i ogniska. Złowione ryby zawsze można zamienić na inną żywność.

    Żeby pływać po otwartym morzu trzeba mieć sporo umiejętności i doświadczenie. Żeglarz śródlądowy sobie nie poradzi. Klasa jachtów też zupełnie inna. Mazurskie łódki nie przepłyną Bałtyku, niektóre są przewidziane do żeglugi przybrzeżnej, ale to jest bardzo niebezpieczne, do tego też potrzeba jednostek pełnomorskich, a więc drogich.

  5. survivalwalking.pl pisze:

    Witam.

    A więc tak:
    zakładając jakiś konflikt nuklearny, który w sumie jest nie wykluczony to większość sprzętu, maszyn, urządzeń w skutek emp nie działa. Więc mamy taką łódkę z 20 km od domu (ja akurat na mazurach to szlak wielkich jezior 25 km) wyposażoną konkretnie, aku, trochę wody plus sporo filtrów do wody, sporo żywności, sprzęt, zapas paliwa, drugi komplet żagli itp plus wszystko to z płytką scaloną w środku w skrzynce Faradaya. Wiadomo, dojazdy do łódki powinny być z 3. Jest sporo wysp na jeziorach mazurskich oraz naprawdę sporo dzikiego brzegu, tam możemy sobie wcześniej przygotować maskowanie dla łódki, jakaś lekka konstrukcja, zapas drewna, jakieś podstawowe narzędzia zapasowe. I po dostaniu się do łódki można byłoby sobie już jakoś radzić. Pułapki w lasach i łowienie ryb więc mięsa i ryb w sumie starczy na dosyć długo, a nawet można byłoby się pokusić o uprawę na polanach w lesie, trochę mało światła, ale zawsze coś wyrośnie. Myślę nie jest to najgorszy pomysł.

    pozdro
    mateusz

  6. yamabushi pisze:

    kilka lat temu jeden koles splawial Wisla lodke na jeziora i na wysokosci Warszawy zastal go niski poziom wody i byl zmuszony do przezimowania na lajbie (musial – bo w polsce rozkradliby w jedna noc) i sie udalo… czyli mozna

  7. Al pisze:

    Wszystko git ale kiedyś ludzie nie mieli takich bajerów i gadżetów pozwalającym łatwiej żyć, a odkrywali nowe lądy nie mówiąc już że żadnych silników nie posiadali. Ba nawet na oceanie dawali radę.

    Ps. Możliwe błędy ortograficzne, pisane na telefonie.

  8. Mc pisze:

    Sama łódka zamiast domu to nierealne, zwłaszcza w zimie – takie rzeczy to tylko w kinie 😉

    Ale budynek przy rzece/jeziorze + jednostka pływająca z opcją noclegu
    to całkiem niezłe rozwiązanie pod względem bezpieczeństwa.
    Można się ewakuować w przypadku zagrożenia ze strony jakichś zorganizowanych band rabusiów. Ewakuacja autem ma małe szanse powodzenia – jeśli mają wiele aut to zablokują drogę/zrobią zasadzkę.
    Mała szansa, aby mieli akurat pod ręką motorówki.
    Można też zapobiegawczo nocować na łódce zakotwiczonej w jakichś szuwarach (po złożeniu masztu nic nie widać), a w dzień przebywać na posesji.

  9. Coyote90 pisze:

    Dla zainteresowanych , interaktywna mapa polskich dróg wodnych http://www.kzgw.gov.pl/pl/Srodladowe-drogi-wodne-w-Polsce.html
    Zresztą niezawodna „czajka” made in CCCP przejdzie byle rzeczką . Załadować idzie ok 200 kg czyli dwie osoby + plus niezbędny sprzęt i żarcie . Ludzie przerabiają takie pontony doklejając pawęż na silnik zaburtowy . Kiedy potrzeba można naprawdę szybko czymś takim zasuwać .

  10. survivalwalking.pl pisze:

    Dzięki Coyote za link. Mapa ciekawa i pokazuję potencjał szlaku. Oczywiście należałoby się trzymać otwartych akwenów a kanały i przepusty pokonywać w nocy. Na Śniardwach są miejsca w których nie widać brzegu na około, jak na pełnym morzu:)

  11. Najtajniejszy Wspolpracownik pisze:

    Bardzo ciekawy temat i ciekawe wypowiedzi:)

  12. Paton pisze:

    Mam wrażenie że podchodzicie do sprawy z jednej strony albo się da albo się nie da a moim zdaniem to:
    1. Należą się brawa autorce pierwszego wpisu za nowe podejście do tematu, w przetrwaniu improwizacja i znajomość wielu dziedzin i możliwości jest kluczowa, co za tym idzie koleżanka dała WAM kolejną możliwość przetrwania..
    2. To czy się da czy się nie da to kwestia gustu, podejścia i umiejętności. Zima? nie problem jachty stoją w wodzie nawet zimą i jeżeli nie służy to im dobrze to jednak przetrwać w nich można. Czy trzeba pływać? Oczywiście że nie, stanie na kotwicy z dala od brzegu jest bezpieczne. Pojawiła się kwestia morza jachty są różne, żeglarze są różni i rożna jest potrzeba chwili. A uwierzcie mi pływać można na dziwnych rzeczach które mogłoby się wydawać że nie pływają.
    3. Jeżeli ktoś na awersję do sprzętu pływającego (jacht, motorówka) to polecam barkę, temat rzeka 😉
    4. Specyfika sprzętu pływającego np. jachtów które są konstruowane to dłuższej rekreacji jest tym co do przeżycia potrzebne, ilość miejsca zbiorniki wody instalacje.. Bez problemu można wyposażyć taką jednostkę w baterie, kolektory, prądnice i .. zabezpieczenia antywłamaniowe. To dokładnie to czego potrzeba na przetrwanie.
    5. Możesz mieszkać w bloku i mieć gdzieś swoją małą łódeczkę przygotowaną na trudniejsze czasy i nikt nie będzie podejrzewał że jesteś gotowy bo oficjalnie co tydzień jedziesz sobie popływać dla relaksu. Kamuflaż idealny
    6. Podobnie moim zdaniem sprawa się ma w stosunku do Camperów (samochody do podróżowana z rodziną 🙂 Są przygotowywane na okresową samowystarczalność ale niestety w tej materii nie mam doświadczenia, może ktoś podpowie..? 🙂

    • Survivalista (admin) pisze:

      Pewnie, można wszystko.

      Ja tylko wychodzę z założenia, że lepiej nie porywać się z motyką na słońce.

      Jeśli ktoś już ma jacht, może pokombinować, by zwiększyć swoje szanse na jego wykorzystanie w takim celu.

      Ale kupować go tylko po to? To byłby moim zdaniem błąd i marnotrawstwo pieniędzy.

  13. Name pisze:

    Byłem kiedyś w sytuacji, gdy zabrakło gazu na łódce i prądu. Niczym się to nie różni od braku tego samego pod namiotem. Łódka to tylko iluzoryczne wrażenie bezpieczeństwa. Poza możliwością przemieszczania się, niewiele daje możliwości. Prędkość też nie jest atutem, gdyż płynąc pod wiatr pokonuje się bardzo małą odległość.

    Dużo lepszym pomysłem jest rower z namiotem. Do 50 km dziennie bez specjalnego przygotowania. Poruszacie się w dowolnym kierunku.

  14. Konrad pisze:

    Czytając to początkowo dziwiłem się czemu jest takie negatywne podejście do tego tematu. (u większości osób takie wyczułem) Po pierwsze jeśli kupować coś specjalnie na zombie apokalipsę czy coś tam innego nie ma sensu nigdy nie ważne czy jest to działka za miastem czy auto terenowe albo jacht. Po drugie należy brać pod uwagę miejsce zamieszkania. Jak ktoś mieszka nad morzem (np ja) to jest świetny pomysł. Nie dość że mamy pojazd ewakuacji (nawet przez ocean się da!) to mamy miejsce schronienia a co najważniejsze w weekendy frajdę ze znajomymi! Jeśli ktoś mieszka w Krakowie to jednak lepszym wyjściem wydaje się działka gdyż podczas działań militarnych z pewnością ucierpiała by tama we Włocławku która by nie pozwoliła na ucieczkę z kraju takim jachtem i przeprawa przez całą Polskę też nie należała by do łatwych i przyjemnych. Mój plan ewakuacji na wypadek poważnego zagrożenia to właśnie kradzież jachtu i ucieczka nim przez Bałtyk w bezpieczne miejsce. Na jachcie morskim znajduje się tratwa w której są zapasy jedzenia na kilka dni dla kilku osób (zależności od tratwy ale zawsze 10k cal i 1.5l wody na osobę) cóż może kradzież nie jest najlepszym pomysłem ale w momencie gdy ludzie będą się na ulicy zabijać myślę że nikt nie zwróci na to uwagi a osoby które mogły już swoimi jachtami odpłynęły…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner