Przygotowania na trudne czasy dla rodziny z dziećmi

Przygotowania na trudne czasy nie są łatwe nawet, jeśli jesteś singlem. W wielu kwestiach mogą wymagać zmiany podejścia do życia, choćby zaciśnięcia pasa, by być w stanie oszczędzić trochę pieniędzy na czarną godzinę.

Ale jeśli w rodzinie mamy dzieci, to sprawa robi się jeszcze trudniejsza. A przecież to rodzic właśnie jest odpowiedzialny za zapewnienie wszystkich potrzeb swoich dzieci, które w pewnym okresie życia są od niego stuprocentowo zależne.

Temu właśnie zagadnieniu poświęciliśmy niniejszy materiał.

Przecież to do obowiązków rodzica należy zaspokojenie wszystkich potrzeb dziecka — żywności, wody, ubrania, ciepła, higieny, opieki zdrowotnej. Dziś jest to relatywnie łatwe i wymaga jedynie pieniędzy. W trudnych czasach pewne produkty zwyczajnie mogą być nieosiągalne.

W skali pojedynczej rodziny, końcem świata jaki znamy może być utrata pracy. Statystycznie rzecz ujmując, każdemu z nas (mnie, Arturowi, Wam) zdarzy się ona kilka razy w ciągu życia. Ale przygotowanie na trudne czasy służy także temu, by być w stanie zaspokoić potrzeby dzieci, gdy 50 km od Waszego miasta będzie przebiegać front, albo gdy tylko zabraknie prądu w gniazdkach i wody w kranie.

Żywność

Kluczowym zagadnieniem jest w naszej ocenie zapas żywności. Zrobiony sensownie, rzecz jasna. Bo nie jest sztuką mięc zapas 40 kg ryżu czy makaronu, który może się zupełnie nie przydać, jeśli dziecko ma celiakię i nie może jeść glutenu, albo po prostu nie lubi ryżu. W materiale o 6 zasadach przygotowywania zapasów żywności mówiliśmy, by w zapasie mieć to, co jadamy na co dzień. W awaryjnej sytuacji nie chcemy dokładać sobie dodatkowego zmartwienia p.t. „moje dziecko nie chce jeść tego, co mogę mu podać i marudzi”.

Woda

Szczególnie istotny dla osób z dziećmi jest także zapas wody. Dorosły to się umyje w szklance wody z użyciem gąbki. Dziecko czasem trzeba umyć od stóp do głów, jeśli się całe ubłoci.

Dobrze jest też mieć jakieś wiadro, którym w razie czego przyniesiemy z beczkowozu czy stawu wodę do domu. Warto znać okoliczne miejsca, z których można zdobyć czystą wodę. Istotne jest też, by mieć zapas wody pitnej, albo sposób na pozyskanie i uzdatnianie tej wody, by nadawała się do picia. Bo właśnie to dzieci są najbardziej narażone na odwodnienie będące skutkiem biegunki i wymiotów, a te często biorą się właśnie z picia brudnej wody.

Przedmioty noszone na co dzień (EDC – everyday carry)

Utknięcie samochodem w zaspie na 24 godziny dla dorosłego jest kłopotliwe. Nie chciałbym tego przeżyć. Ale jeszcze bardziej bym nie chciał utknąć w śniegu jadąc z partnerką i trójką dzieci. Dzieci, które muszą zostać nakarmione, napojone i którym dużo trudniej, niż dorosłemu, jest zapewnić ciepło.

Dlatego rodzinny samochód musi być wyposażony w odpowiednio dobrany samochodowy zestaw survivalowy, jaki omawialiśmy w jednym z poprzednich materiałów.

Także przedmioty noszone ze sobą codziennie warto uzupełnić o te, które mogą nam ułatwić życie w trudnych czasach. Ja na przykład noszę ze sobą spirytus salicylowy, który mogę użyć do zdezynfekowania rany, rozpalenia ognia, ale także do zdezynfekowania deski klozetowej w nie do końca czystej publicznej toalecie.

Ewakuacja

Rodzina z dziećmi musi być też dobrze przygotowana na konieczność ewakuacji. Dorosły z płonącego budynku ucieknie szybko. Ale jeśli ten sam dorosły musi najpierw uratować swoje dzieci, a dopiero potem wrócić do budynku w poszukiwaniu np. ważnych dokumentów, sprawa robi się dużo trudniejsza i dużo bardziej ryzykowna.

Dlatego właśnie rodzina musi mieć zestawy ucieczkowe, by móc błyskawicznie się z domu ewakuować, bez dodatkowego narażania życia czy zdrowia. Ale także po to, by potem nie stać boso w piżamach na trawniku przed domem w środku zimy, czekając aż straż pożarna (albo sąsiedzi) przyniosą im koce. Po co dokładać sobie w takiej sytuacji dodatkowego zmartwienia pod postacią zapalenia płuc u dziecka?

Zabezpieczenie finansowe

Dla rodziny z dziećmi bardziej, niż dla singla, istotne jest bezpieczeństwo finansowe. Singiel to sobie może mieszkać pod mostem z dzikimi zwierzętami, albo łatwo przenieść się za granicę w poszukiwaniu pracy. Przeprowadzka rodziny jest dużo trudniejsza i bardziej kłopotliwa. Niełatwe może być też poszukiwanie nowego mieszkania, gdy nagle przestaniemy być w stanie spłacać kredyt za to, w którym mieszkamy. Zwłaszcza, gdy chcemy mieszkać w tej samej okolicy, w pobliżu tej samej szkoły, przedszkola, itd.

 

 

W przygotowaniach na trudne czasy trzeba uwzględniać potrzeby dzieci. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by dzieci stały się częścią tych przygotowań, wypracowanych procedur, itd. Przykładowo, dziecięce zabawki mogą być zasilanie akumulatorkami. I to właśnie do obowiązków dzieci może należeć pilnowanie, by komplet nowych akumulatorków był zawsze gotowy do pracy i w pełni naładowany.

Jak chyba wykazaliśmy powyżej, przygotowania na trudne czasy dla rodziny są trudniejsze, niż w przypadku singla. Ale wciąż są w zasięgu statystycznej polskiej rodziny. Naiwnością jest zakładanie, że sam fakt posiadania dzieci sprawi, że pomoc państwa będzie nam się w awaryjnej sytuacji należała bardziej, albo szybciej niż innym. Bo państwo może nie być w stanie pomóc nikomu, w ogóle. I dlatego na trudne czasy musimy przygotowywać się sami, we własnym zakresie.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. Marek W. pisze:

    Porównanie sytuacji osoby bezdzietnej / bezżennej 😉 i kogoś kto w razie SHTF musi zadbać o siebie i dodatkowo żonę i dzieci można streścić następująco: ten drugi ma przerąbane.
    Oczywiście w zależności od przerabianego scenariusza przerąbane będzie miał mniej lub bardziej. Dlatego tak ważne jest odpowiednie przygotowanie.

    Z drugiej strony posiadanie stadka dzieci wymusza odpowiednie planowanie, tak jakby szykowało się na wojnę – nie wyobrażam sobie np wyjazdu dalszego niż kilka kilometrów bez zapasu pieluch, chusteczek nawilżanych i suchych, picia, obiadku/deserku/chrupek/owoców, kocyka, ciuchów na zmianę itd.
    Jako, że kiedy tylko pogoda pozwala (czytaj akurat nie leje) zawsze spędzamy przynajmniej jeden dzień weekendu poza domem u nas funkcjonuje torba podróżna którą przed wyjazdem uzupełnia się tylko o jedzenie.

    A co do innych aspektów życia z dziećmi – prawie każdy kto je ma, ma również opanowane dziesiątki patentów jak z nimi przeżyć i nie zwariować. A jeżeli jeszcze do tego lubi wyjazdy z dziećmi pod namiot, czy po prostu „w trasę” to śmiało można założyć, że jest całkiem niezłym surviwalowcem.

    Pozdrawiam,

  2. GNOM pisze:

    Posiadanie dzieci = surwiwal 🙂
    Jeśli ktoś planował posiadanie potomstwa to jest przygotowany na obowiązki, wydatki i problemy.
    Jeśli jednak nie planował 🙂 to ma przerąbane 🙂 a jeśli jeszcze źle wybrał swoją partnerkę (bądź partnera w przypadku pań) to ma przechlapane podwójnie 🙂

  3. adam pisze:

    Osobiście wydaje mi się, że najwazniejszym jest nauczyc dzieci podrozowac, spac pod namiotem, przystosowac do pobytu w górach. Zanim zainteresowalem sie Twoja strona to z 2 letnim dzieckiem odbylem 2 podroze do Rumunii pod namiot. Pierwszym razem w wieku 6 miesiecy, drugim razem w wieku roku i 6 miesiecy. Pierwszy wyjazd to o. 2000 km w obie strony (nie jechalismy prosto do celu tylko zwiedzalismy kraj). Drugi wyjazd to 3000 km. W tym roku planuje 5000 km (dziecko bedzie mialo 2 lata i 6 miesiecy). Co moge powiedziec po tych wyjazdach? Ze znam mozliwosci swoje i swojego dziecka. Wiem, że moge jednym ciagiem przejechac nawet 600 km robiac kilka przerw 15 minutowych. Wiem, ze moje dziecko potrafi w podrozy zajac sie soba czy zabawkami. W trakcie tych podrozy wiekszosc noclegow odbywala sie w samochodzie (kombi z meteracem piankowym) lub namiocie. W nocy czesto temperatura dochodzila w gorach do kilku stopni na plusie. ZWiedzajac Rumunie niejednokrotnie raz bylo 30 stopni a schodac do jaskini schodzilismy z 30 stopni do kilku na plusie. Moje dziecko nigdy nie chorowalo przez te 2 lata. Dlatego uwazam ze bardzo wazne jest w sytuacji pokoju i braku kryzysu nauczyc swoje dzieci bytowania poza domem – pod namiotem, w górach. Nie trzeba do tego wielkich pomyslow – wystarczy wziac namiot i pojechac nad jezioro na weekend. W trakcie takiego pobytu zobaczymy jak nasze dziecko sobie radzi w innym klimacie, jak reaguje na roznice temperatur itd. Nie dowiemy sie tego siedzac w domu i wynajmujac na wakacje pokoje ze wszystkimi udogodnieniami. Kilka razy do roku jezdze w góry – pomimo 2 lat moje dziecko stanęło (a raczej zostało wniesione) na kilka szczytów powyżej 1000 m npm. Dziś wiem, że dziecko nie bedzie mnie ograniczalo podczas ewentualnego wyjazdu z Polski, nauczylem dziecko jesc wszystko co na codzien jemy. Będzie potrzeba to bedzie jadlo makaron czy kasze gryczana. Dlatego nie boje sie ewentualnego wyjazdu z Polski bo wiem, że moje dziecko da radę przejechac setki km jednym zamachem, da radę spać w namiocie, przebywać w górach czy lesie. Mysle ze tak powinnismy sie przygotowywac do trudnych czasow z dziecmi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.