Przygotowania na trudne czasy dla nastolatków (i rodziców)

O ten materiał prosiliście nas od dawna i długo zabieraliśmy się do jego przygotowania. Jak przygotowywać się na trudne czasy, gdy się jest nastolatkiem, a rodzice tematem są kompletnie niezainteresowani? Nie jest to łatwe i stąd tak długo trwało nim udało nam się go przygotować.

Materiał kierujemy głównie dla młodzieży (nastolatków), ale ponieważ większość Widzów i Czytelników mamy wśród ludzi, którzy raczej już sami mają dzieci, to i dla nich przemycimy kilka sugestii.

Będąc dzieckiem, nastolatkiem, perspektywy przygotowań na sytuacje kryzysowe są trudne. Nie masz czasu (bo chodzisz do szkoły i na zajęcia pozalekcyjne). Nie masz pieniędzy (bo nie pracujesz, nie zarabiasz, czasem nawet nie dostajesz kieszonkowego). Nie masz możliwości podejmowania jakichkolwiek poważniejszych decyzji, bo o wszystkim decydują rodzice. Tych czasem jest trudno przekonać ze względu na syndrom pudrowanego tyłka — jeśli ktoś zmieniał pieluchy i pudrował tyłek drugiej osobie, trudno jest jej zrozumieć, że ta druga osoba może być pod jakimś względem od niego mądrzejsza.

Ze względu na te uwarunkowania, nastolatek chcąc przygotować się na trudne czasy powinien inwestować czas, wysiłek i pieniądze przede wszystkim w

Umiejętności, informacje, wiedza

Po pierwsze, nie unikaj chodzenia do szkoły. Skoro masz już obowiązek szkolny, to staraj się wykorzystać go na swoją korzyść. Ucz się tego, co jest dla Ciebie najbardziej przydatne. Tego, co Cię interesuje i tego, co może w przyszłości mieć największe znaczenie. Na pewno warto uczyć się pisania tekstów (jedna z podstawowych umiejętności w tej chwili) oraz języków obcych.

Zapisz się do klubu sportowego. Być może piłka nożna czy koszykówka nie pomogą w trudnych czasach, ale ułatwią dbanie o sprawność fizyczną, która w kryzysowej sytuacji może być istotna. Nieco lepsze pod tym względem są sztuki walki. Warto zapisać się do jakiegoś kółka turystycznego i zwiedzać okolicę bliższą i dalszą. Każda metoda na nabycie umiejętności biwakowania jest dobra.

Działaj w harcerstwie, które wydaje mi się być cennym źródłem korzyści przydatnych w awaryjnych sytuacjach. Są różne opinie na temat ubierania dzieci w jednakowe mundurki i nakazania wykonywania poleceń wydawanych przez innych, starszych ludzi, ubranych w równie śmieszne ubranka, ale niech sobie będą. Ja w harcerstwie nie byłem (trochę mi dziś szkoda), więc opieram się na tym, co mi się wydaje.

Jeśli lubisz strzelać, możesz chodzić na strzelnicę i tam uczyć się strzelać z broni palnej. Rozważ zapisanie się do jakiegoś klubu strzeleckiego. Nie ma ustawowego zakazu strzelania dla osób niepełnoletnich, musisz tylko znaleźć kogoś, kto będzie chciał się Tobą zaopiekować i Ciebie przeszkolić.

Jeśli jest w szkole albo okolicy (świetlicy dla młodzieży, klubie dzielnicowym) kółko modelarskie, majsterkowania, zapisz się tam. W trudnych czasach przyda się umiejętność wyczarowania czegoś ze śmieci, z zużytego sprzętu. Z tego samego powodu warto bawić się drobnymi pracami w zakresie elektroniki, np. takimi, o jakich mowa w świetnej książce o obronie bazy w czasie apokalipsy zombie z pomocą prostych obwodów elektronicznych. Książka pokazuje m.in. wykorzystanie elektroniki i Arduino lub Raspberry do takich projektów, jak budowa nadajnika radiowego do kontaktu z innymi prepperami, czy wideodomofonu.

Dopiero na końcu tej listy umieszczam umiejętności stricte survivalowe, tj.:

  • uzdatnianie wody,
  • pozyskiwanie jej w okolicy,
  • pozyskiwanie żywności,
  • efektywne rozpalanie, palenie ogniska i gotowanie na nim posiłków,
  • miejsca do pozyskiwania opału,
  • budowa kuchenki z cegieł czy palnika z puszek,
  • nawigacja w terenie z użyciem mapy lub kompasu, czy bardziej ogólnie — orientacja przestrzenna,
  • znajomość okolicy pod kątem występujących w niej zagrożeń,
  • opracowanie kilku tras ewakuacji z miasta.

Na koniec — zbieraj wiedzę i informacje w formie cyfrowej. Mam tu na myśli w szczególności wszelkiego rodzaju podręczniki, instrukcje, schematy. W razie braku prądu przyda się wiedza o tym, jak zbudować prądnicę z alternatora samochodowego i roweru (jest o tym także mowa we wspomnianej wcześniej książce) czy zaimprowizowany (ale skuteczny) schron przeciwradiacyjny. Nie zawsze trzeba wszystko mieć gotowe przed wystąpieniem kataklizmu, jeśli jesteśmy w stanie (wiemy jak i mamy z czego) to zbudować już jego trakcie.

Wykształcenie i kariera

W skali rodziny najbardziej prawdopodobne jest, że kryzysowa sytuacja będzie miała jakiś związek z finansami rodziny — chodzi tu choćby o utratę pracy, nieprzewidziane wydatki, czy śmierć członka rodziny. Warto więc i pod tym kątem sensownie zaplanować swoje życie.

Ja (choć sam skończyłem studia, a później jeszcze poszedłem na jedne studia podyplomowe) nie uważam, by w dzisiejszych czasach wykształcenie wyższe było bardzo istotne. Moim zdaniem lepiej zdobywać wiedzę i umiejętności w praktyce, niż na pięcioletnich płatnych studiach w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie, za kredyt studencki. Przedłużanie sobie dzieciństwa o kilka lat na koszt rodziców, albo za pieniądze pożyczone od banku, nie ma sensu — chyba, że masz stuprocentową pewność, że dzięki temu będziesz zarabiać więcej. Albo planujesz karierę w zawodzie wymagającym formalnego wykształcenia (lekarz, prawnik, inżynier budowlany).

W wielu przypadkach lepiej jest skończyć szkołę zawodową i zająć się pracą oraz praktyczną rozbudową swoich umiejętności, niż słuchać wykładów teoretyków, którzy z wykładaną przez siebie dziedziną praktycznego doświadczenia nie mają.

Jeśli koniecznie chcesz studiować, prawdopodobnie lepiej będzie studiować zaocznie lub wieczorowo, jednocześnie pracując.

Znajomości i relacje

Dbaj o rozwój relacji z innymi ludźmi, czyli po prostu — staraj się mieć wielu kolegów i znajomych. Jest znacznie większa szansa na uzyskanie jakiejkolwiek pomocy od kogoś, kto Cię zna, niż od obcego.

Dotyczy to nie tylko na przykład poszukiwania pracy (chętniej zatrudnię kogoś poleconego przez znajomego, niż kogoś obcego z ulicy) jak i w przypadku zbiórek społecznościowych na leczenie chorego dziecka (chętniej wpłacę na zbiórkę poleconą na Facebooku przez przyjaciela, na rzecz dziecka jego sąsiadów, których on zna i za których on ręczy, niż na zbiórkę, o której głośno jest w mediach, ale nie znam nikogo, kto wie o niej coś więcej z pierwszej ręki). Warto więc znać ludzi w klubie sportowym, ognisku zainteresowań, szkole, harcerstwie i tak dalej.

Oszczędności

To osobny punkt, choć o pieniądzach w kryzysowych sytuacjach już była mowa. One najprawdopodobniej potrzebne będą, więc lepiej jest je gromadzić, niż bez sensu wydawać. Tym bardziej, że przydadzą się także:

  • gdy będziesz potrzebować usamodzielnić się i wyprowadzić od rodziców do innego miasta,
  • gdy zapragniesz kupić coś, czego rodzice nie będą chcieli sponsorować, choćby samochodu czy roweru do ewakuacji,
  • przy zakładaniu własnej działalności gospodarczej.

Sprzęt survivalowy

Dopiero mówię o nim pod sam koniec materiału, bo wydaje mi się, że nie należy od niego zaczynać przygotowań (chyba, że masz sporo luźnych pieniędzy).

Niech ten sprzęt będzie przez Ciebie kupowany mniej więcej w takiej kolejności:

  1. sprzęt turystyczny — namiot, karimata, śpiwór, kuchenka turystyczna (przyda się do tanich wakacyjnych i weekendowych wyjazdów ze znajomymi),
  2. scyzoryk/multitool lub latarka do zestawu EDC — najlepiej przekonać rodziców do przygotowań na sytuacje awaryjne rozwiązując jakieś ich problemy właśnie z pomocą czegoś, co nosimy w zestawie EDC,
  3. sprzęt stricte na sytuacje kryzysowe — tabletki do uzdatniania wody lub filtr do jej oczyszczania.

Broń na sytuacje kryzysowe

Zacznijmy może od łuku i strzał. Wprawdzie nie jest to najlepsza broń na zombie, ale jako całkiem niegroźne hobby może być łatwe do zaakceptowania przez rodziców. Przecież z tego się strzela na olimpiadzie! 😉

Broń czarnoprochową rozdzielnego ładowania, dostępną bez pozwolenia na broń, może kupić jedynie osoba pełnoletnia. To musiałby zrobić rodzic.

Pozwolenie na posiadanie nowoczesnej broni palnej można dostać zasadniczo po skończeniu 21 lat, choć w przypadku broni do celów sportowych lub łowieckich jest furtka dla osób, które mają ukończone 18 lat. Pozwolenie dla takiej osoby może zostać wydane na wniosek szkoły, klubu sportowego, organizacji proobronnej lub koła łowieckiego. A więc warto zapisać się do takiej organizacji odpowiednio wcześnie, by po skończeniu 18 lat móc wykazać się swoimi osiągnięciami i przekonać prezesa klubu czy koła do wystosowania takiego pisma.

Zapasy

Ostatnia rzecz, którą powinien kupować nastolatek, bo to absurdalne, żeby dziecko kupowało jedzenie, którym wyżywi się w kryzysowej sytuacji rodzina. Jeśli musisz zrobić takie zapasy, nie kupuj produktów drogich, tylko jak najtańsze, które mogą przetrwać wiele lat (by nie trzeba było ich regularnie wymieniać). A więc taki rdzeń kaloryczny, o którym mówiliśmy w tym materiale.

Oczywiście, lepiej byłoby mieć w zapasie żywność możliwie zbilansowaną, ale z punktu widzenia wydatków nastolatka jest to bardzo trudne. Poza tym przecież prawie zawsze będzie się dało zdobyć jakąś żywność do jego uzupełnienia, choćby wygrzebując jakieś rośliny spod śniegu.

Podobnie wygląda sprawa zapasu baterii, świec czy paliwa.

Rada dla dorosłych rodziców

Jest w zasadzie jedna.

Nie wychowuj dziecka, które nie poradzi sobie w kryzysowej sytuacji. Nie usuwaj z jego drogi wszelkich trudności. Pozwalaj mu podejmować decyzje, popełniać błędy i ponosić ich konsekwencje. Wymagaj od niego i dawaj oraz wymagaj od siebie.

Przeczytaj ten artykuł o hodowli dzieci z porcelany, opublikowany tu kilka lat temu.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

16 komentarzy

  1. seler napisał(a):

    O co chodzi z umiejętnością pisania tekstow, jako jednej z podstawiowych umiejetności?

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      W moim odczuciu w bardzo wielu ścieżkach kariery jest to jedna z podstawowych umiejętności.

    • Piotr napisał(a):

      Większość wymiany informacji we współczesnym świecie odbywa się za pomocą słowa pisanego. Nie chodzi tylko o konteksty społecznościowo-rozrywkowe (Facebooki, SMS-y do znajomych itp.), także w świecie zawodowym przeważająca większość wymiany informacji to pismo (e-maile, strony internetowe, dokumentacje techniczne itd.). Umiejętność swobodnego i skutecznego komunikowania się z innymi ludźmi za pomocą tekstu to jedna z najbardziej niedocenianych przez zwykłych ludzi umiejętności.
      W Polsce od pewnego czasu zachodzi też zjawisko tzw. wtórnego analfabetyzmu, czyli ludzie po zakończeniu formalnej edukacji po kilku latach zatracają umiejętność swobodnego posługiwania się pismem. Wg badań sprzed około 10-ciu lat (nie pamiętam dokładnie źródła) okazało się, że ponad 50% dorosłych Polaków nie jest w stanie zrozumieć tego co czyta jeśli czytany tekst wymaga od nich koncentracji na czas dłuższy niż kilkanaście sekund a aż prawie 90% Polaków ma duże trudności z napisaniem „od ręki” bądź ustnym wygłoszeniem jakiejś logicznej i uporządkowanej wypowiedzi na zadany temat która byłaby dłuższa niż 3-4 pełne zdania.

    • Rafał M. napisał(a):

      Chodzi o to, że większość ludzi nie potrafi poprawnie pisać i formułować zdań.
      Wyobraźmy sobie następujące zadanie – napisać artykuł na jakiś temat, albo opis produktu na potrzeby ulotki. Większość ludzi, niemal wszyscy, temu nie podoła. Serio.

      Mnóstwo ludzi się na mnie obraziło, bo lubię czytać książki i miewam zdanie na różne tematy. Jeśli mam własne zdanie, to ono będzie nieco odmienne od zdania większości, znaczna część ludzi nie zniesie tej odmienności, gdyż przeczy ona schematom jakie mają już zapisane w mózgu. Dla komfortu psychicznego zerwą znajomość, albo wyrzucą z pracy.
      To jakby w świecie islamskim próbować wyjaśniać, że nie ma dowodów naukowych na istnienie Allacha. Reakcja ludzi to jedno, ale ze strony państwa grozi kara śmierci za rozpowszechnianie takich herezji.

  2. mirek napisał(a):

    zombie I,, world war z” maxa brooksa , tu nie chodzi o zombie ale o zycie we wspolczesnych duzych miastach typu nowy jork , londyn, barcelona. Mniejsza o zamachy terrorystyczne bo one nie zdarzaja sie codziennie. Chodzi o pospolita przestepczosc, zadne mafie czy syndykaty, tylko pospolita przestepczosc, bezposredni atak na nas przez jakiegos osilka, bardziej silnego i odpornego na bol niz my I nie majacego nic do stracenia.

    • mirek napisał(a):

      to byl swoisty komentarz do obrony bazy za pomoca sprzetu arduino I raspberry

      • Survivalista (admin) napisał(a):

        Nie no, nie traktuj tej książki tak dosłownie. Ale jeśli z jej pomocą uda Ci się zrobić system do zabezpieczenia domku na działce przed włamaniami, to dobre i to. 🙂

        • mirek napisał(a):

          jesli chodzi o maxa brooksa ,, world war z” to ta ksiazka na tyle gleboko wpisala sie w swiadomosc tzw ogolu, ze trzeba ja traktowac powaznie, bo pospolita przestepczosc istnieje. Zamieszki w londynie w 2011 to najlepszy na to dowod. Przy okazji tych zamieszek obrabowano wszystkie sklepy z elektronika a mialy najlepszy monitoring. Osoby na nagraniach sa zamaskowane. A policja co na to? Policja doprowadzila do tych zamieszek aby ochronic swoje miejsca pracy. Dwa miesiace wczesniej ogloszono duza redukcje etatow. A co do ochrony bazy to Arduino I raspberry to konkurencyjne firmy, nie mam pojecia czy ich sprzet jest kompatybilny ( to takie slowo z czasow kiedy trzeba bylo wybierac miedzy atarii a comodorem), za poltora roku caly ten system moze byc niedostepny bo wejdzie nowa oferta. Nie mowie , ze to fejk bo nie znam sie na programowaniu kontrolerow. Podoba mi sie oferta raspberry, bo mozna samemu zrobic iphona, I w razie czego oddac go zombie, tak samo jak oddaje sie dummy wallet zachowujac normalny. Pozdro

  3. GIMB napisał(a):

    Zdarza mi się oglądać domowy survival. Bardzo pochwalam ten odcinek. Zachęcanie młodych do aktywności, nauki i rozwijania ciekawych umiejętności (hobby). Dobre podejście do studiów i szkoły zawodowej – ogólnie do życia. Możliwe, że gimbaza coś przyswoi.

  4. Piotr napisał(a):

    W kwestii studiów po części zgadzam się z Krzysztofem a po części nie. To zależy od kierunku studiów, więc wypowiem się z mojej perspektywy (kierunek matematyka i informatyka) gdzie papierek nie jest potrzebny do wykonywania zawodu. Nie ma sensu iść na studia jeśli ktoś zamierza się po nich „prześliznąć” po najmniejszej linii oporu i jego celem jest tylko papierek i odłożenie w czasie wejścia w dorosłość – to będzie strata czasu i kasy (papierek nie jest potrzebny do wykonywania zawodu, chyba że ktoś planuje swoją karierę jako informatyk w budżetówce :D). Jeśli zaś ktoś chce podejść do studiów na poważnie, to warto z następujących powodów:
    1) Poznaje się dziesiątki jeśli nie setki rówieśników z podobnymi pasjami i podobnymi planami zawodowymi co potem procentuje dużą grupą „polecających znajomych” – rzecz nie do przecenienia (tego nie da żaden staż w żadnej małej firmie).
    2) Samouk zwykle uczy się nie tego co może być przydatne w szerszej perspektywie, ale tego co go kręci lub czego będą od niego najczęściej wymagać w pracy, przez co będzie miał duży poziom tzw. nieświadomej niekompetencji (nie będzie wiedział czego nie wie) i będzie znał głównie najbardziej powszechne technologie i zagadnienia (to co znają wszyscy) a więc nie będzie się nadawał do nietypowych i bardziej wymagających zadań (albo się zna na przykład analizę matematyczną czy algebrę aby zrozumieć działanie znalezionego w internecie algorytmu albo się nie zna, tego się nie da nadrobić w kilka dni czytając strony w internecie ani nie da się znaleźć gotowca na StackOverflow – wiele zagadnień jest nudnych i złożonych wymagających miesięcy na ich opanowanie, studia „wymuszają” zapoznanie się z nimi, samouk sobie odpuści jako coś „niszowego i niewartego uwagi”).
    3) Nauka poprzez pracę nie da mu podbudowy teoretycznej, przez co taki informatyk nie będzie się nadawał do żadnych ambitniejszych projektów w których są prawdziwe pieniądze. Prostych webmasterów jest na pęczki (duża konkurencja to niskie wynagrodzenia) ale ludzi którzy będą na przykład potrafili zoptymalizować algorytm wyznaczania tras dystrybucji paczek w firmie kurierskiej pokroju DHL przyczyniając się do oszczędności na paliwie rzędu kilku milionów zł rocznie to już jest niewielu – bez solidnych podstaw teoretycznych (matma) nikt sobie z takim problemem skutecznie nie poradzi.
    4) Dla mnie studia to był też kontakt z kadrą akademicką wysokich lotów – wprawdzie nie byli to korporacyjni praktycy, tylko matematyczni teoretycy ale to właśnie dzięki nim nauczyłem się jak „atakować” duże, ambitne i skomplikowane zagadnienia łączące wiedzę z wielu dziedzin. Nie jest sztuką napisać program który policzy średni wzrost Polaków. Sztuką jest stworzyć system, który śledzi równocześnie kilkadziesiąt kamer monitoringu miejskiego i samodzielnie wykrywa popełnianie przestępstw o czym natychmiast informuje dyżurnego monitoringu (takie coś działa na przykład w trójmieście https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Komputer-z-PG-uczy-kamery-monitoringu-rozumiec-co-widza-n55719.html ) – takiego czegoś nie zbuduje samouk bez solidnych podstaw teoretycznych (i to z kilku dziedzin).
    5) Wbrew pozorom studia to nie tylko teoria (a przynajmniej tak było w moim przypadku) – w trakcie studiów to właśnie uczelnia zapewniła mi pierwszą poważną pracę zarówno wewnętrznie (administracja siecią akademicką i uniwersyteckim ośrodkiem obliczeniowym) jak i zewnętrznie w postaci praktyk (na przykład jako administrator w Urzędzie Marszałkowskim). Na wyższych latach studiów wiele firm komercyjnych oferowało studentom praktyki, stypendia, programy certyfikacyjne (które „z wolnej stopy” kosztują kupę kasy) a po studiach swoim praktykantom oferowało dobrą pracę od razu na wyższych szczeblach z racji posiadania stażu w firmie i odpowiednich certyfikatów (mowa o firmach takich jak CISCO czy Lucent Technologies czyli topowe w tamtym czasie marki IT).

    Studia mogą być zarówno wartościowe jak i mogą być stratą czasu – wszystko zależy od tego jak kto te studia potraktuje (i czy zamierza pracować w zawodzie). Aby studia były przydatne i wartościowe (aby się opłacały) trzeba je wybrać mądrze i podejść do nich na serio. Pójście na studia dla samego pójścia rzeczywiście nie ma sensu, ale przy powaznym potraktowaniu tematu ja osobiście jak najbardziej studia polecam.

  5. Rafał M. napisał(a):

    Papierek ze szkoły okazuje się BARDZO WAŻNY jeśli się go nie ma. A jeśli się ma, dopiero wtedy nikogo on nie obchodzi, mało prawdopodobne by potencjalny szef chciał go sobie obejrzeć (z wyjątkiem instytucji państwowych, tam trzeba mieć udokumentowany każdy miesiąc życia), w zupełności wystarczy że ma się o tym wzmiankę w CV.

    Teoretycznie do CV można wpisać każdy papierek, nikt tego nie będzie sprawdzał, jak człowiek się zna to nikt się nie pozna że coś nie tak. Ale to oszustwo, jeśli się wyda grozi dyscyplinarnym zwolnieniem.

    Kwestia jest taka, że na jedną ofertę pracy rzuca się średnio kilkudziesięciu kandydatów (mimo obecnego narzekania, że brakuje chętnych do pracy). I większości tych kandydatów brakuje jakiegoś papierka, ci są od razu odrzucani, nie zaproszą na rozmowę kwalifikacyjną, nikt nie ma czasu ani ochoty by weryfikować czy naprawdę się znają.
    Bez papierka nikt nie potraktuje poważnie, bo nikt nie uwierzy, że można się znać na czymś, czego się nie miało w szkole, że można przeczytać jakąkolwiek książkę. Dla większości przeciętnych ludzi (szef też jest przeciętny intelektualnie!) jeśli ktoś przeczytał książkę z dziedziny, jakiej nie miał w szkole, to chyba musi być jakiś geniusz.

    Te prace zazwyczaj są proste i przy odrobinie zainteresowania tematyką można je wykonywać bez większych trudności. Zresztą wszystko jest proste jak się zna. Na przykład większość ludzi, nawet po studiach, nie potrafi podłączyć monitora do komputera (wbrew pozorom to wymaga pewnej wiedzy, trzeba coś wiedzieć o standardach wtyków i o tym, że tradycyjne analogowe VGA nie jest przystosowane do podłączania przy włączonym komputerze).
    Jednak bez papierka naprawdę trudno kogokolwiek przekonać, że się na tym zna.

    Co do szkoły, to szkoła służy do wydawania papierków. I tylko tyle.

    Nie ma sensu się przemęczać dla najlepszych ocen, chyba że chce się iść na kolejny szczebel edukacji i jest tam jakaś rygorystyczna selekcja wstępna, poza systemem edukacji szkolne oceny nikogo nie obchodzą.
    Ze szkołami jest taki problem, że mają klasy z kilkudziesięcioma osobami, są przedmioty nauczania i muszą zrealizować program nauczania, nie ma indywidualnego podejścia. Więc program nauczania równa wszystkich w dół.
    Dlatego szkoła sama w sobie niewiele nauczy, wyłącznie jakiś absolutnych podstaw, a jeśli ktoś interesuje się konkretną dziedziną, konkretnym przedmiotem, to musi sam zgłębiać tematykę niezależnie od szkoły.

    Dlatego kujoństwo w celu dostania dobrych ocen z każdego przedmiotu nie sprawdza się później w życiu, bo to wymaga mnóstwa czasu i wysiłku, tego czasu brakuje na zgłębianie dziedzin które zainteresują i które później okażą się niezbędne w zawodzie. Taki kujon jest przeciętny ze wszystkiego.
    Najwydajniejsza taktyka, to przejście szkoły minimalnym wysiłkiem, dla papierka, żeby mieć ogólne pojęcie o szerszym kontekście i papierek, oraz skupienie się tylko na wybranych dziedzinach.

    • Piotr napisał(a):

      Z tym papierkiem to zależy od dziedziny. Na przykład w IT jeśli masz co wpisać do CV i potem pokazać na rozmowie kwalifikacyjnej (na przykład własne projekty oprogramowania opensource czy nawet prywatna strona internetowa z dobrze prowadzonym blogiem, dobrym designem itp.) to papierek ze studiów będzie bez znaczenia. Niemniej jednak to dosyć specyficzna dziedzina rynku, bo z jednej strony łatwo jest wykazać że się rzeczywiście coś umie a z drugiej strony łatwo jest też zweryfikować czyjeś umiejętności (jeśli osoba rekrutująca zna się na rzeczy, bo z tym bywa różnie).

  6. mirek napisał(a):

    na angielskich uniwerkach, studenci maja mnostwo mozliwosci do uprawiania wszystkich mozliwych sportow, sa tez rozne towarzystwa od bardzo powaznych po zupelnie niepowazne ale za to bardzo zabawne. Miedzy innymi jest assassin guild, na spotkaniach dostaja kontrakty na kogos, ktore maja wykonac aby zdobyc punkty I od razu wiadomo, ze sami tez sa celem. Cale reguly I systemy, zasady ktore mozna nagiac I zlamac. Np. podlozenie bomby to karteczka nie mniejsza niz karta kredytowa podrzucona do tornistra, trucizna to pasta do zebow na kubku od kawy I moze byc od spodu ale ma byc napis poison ale dziala tylko wtedy gdy dobrowolnie jej dotkniemy, mina to skorka od banana ale dziala jesli na nia nadepniemy a rozbroic ja mozna wrzucajac do kosza. Ogolna zasada jest taka, ze ma to byc 100 percent harmless and 1000 percent friendly. Przy okazji robia tzw stunty np antyleaflet leaflet czyli rozdaja ulotki ze sa przeciwnikami ulotek I inne antyprostesty, gdzie spotykaja sie przed dziekanatem z tablicami, ze sa zadowolenii, lub mum im ok. Mam wrazenie ze ktos z bylej Pomaranczowej Alernatywy im doradza. Gothykom nie wolno likwidowac steampunkow I na odwrot bo dziela ich setki lat, rycerze jedi moga podrozowac w czasie I tak sie w to nie mieszaja bo maja problemy z miotaczami gaussa i obrona imperium. Sa urzadzane superbale w strojach z epoki, gdzie jest zawieszenie broni ale dopuszczalne honey trap ;), w sumie czemu nie , studenci to ludzie dorosli. Sa rowniez wpuszczani piraci ale tylko ci bez durszlakow na glowie bo ci z durszlakami na lbie traktuja sprawe latajacych kluskow zbyt powaznie. Zombie sa pozostawione na pastwe losu bo sa zbyt nudni. To po pierwsze swietna zabawa a po drugie ciagla uwaga I przygotowanie , taka zabawe polecilbym harcerzom na zbiorkach. pozdrowienia

    • Piotr napisał(a):

      W Polsce też studenci mają MOŻLIWOŚCI do uprawiania wszystkich możliwych sportów czy innych hobby – różnica jest taka, że w Polsce nikt z tych możliwości nie korzysta (a nawet wielu kombinuje jak sobie załatwić zwolnienia z obowiązkowych zajęć WF a co dopiero dodatkowych :D). Po części wynika to z różnic ekonomicznych – na zachodzie jak rodziców studenta nie stać na pełne opłacenie studiów ale student jest dobry, to ma szerokie spektrum dostępnych programów stypendialnych zarówno państwowych jak i prywatnych, natomiast w Polsce jak student ma biednych rodziców, to „po lekcjach” dorabia w MacDonaldzie a w weekendy jako barman/kelner (a jak student ma bogatych rodziców, to „melanżuje”). To oczywiście pewna generalizacja, bo nie wszyscy tacy są.

      Jeśli chodzi o harcerstwo, to zależy do jakiej drużyny się trafi, w jednej szczytem aktywności terenowej jest pieczenie kiełbasek przy ognisku a w innej niczym niezwykłym są na przykład takie rzeczy https://www.youtube.com/watch?v=yKjGdm7f6M0 – kwestia tego jakie wartości, umiejętności i możliwości mają prowadzący drużynę (dużo złego zrobiły lata PRL-u, gdzie w wielu drużynach harcerstwo sprowadzało się do „właściwego” ukształtowania ideologicznego młodzieży).

  7. Zahoo napisał(a):

    Przekonanie rodziców do przygotowań na trudne czasy, kiedy jest się nastolatkiem, to zadanie oscylujące między „trudne” a „niemożliwe”. Znajomi, którzy wkręcili mnie w prepping toczyli ciężkie boje o torebki ryżu i kuchenki gazowe z marnym skutkiem.
    Ja przy moich rodzicach ani razu nie użyłem słowa preppers, wojna czy atak zombie. Zapas żywności i innych rzeczy to oszczędności, wygoda, nie trzeba jeździć codziennie do sklepu, bo coś się kończy. Kilka zgrzewek wody, bo przecież nie ma sensu kupować małych butelek i płacić za opakowanie. Sprzęt biwakowy potrzebny na moje harcerskie i turystyczne wycieczki. Potrzeby zapasu pieniężnego nie musiałem tłumaczyć, kursy pierwszej pomocy też były oczywiste, poza tym to potrzebny papierek do pracy rodziców.
    Dodajmy kilka nieplanowanych, aczkolwiek przydatnych wypadków: awaria samochodu, 3-dniowe problemy z elektryką (świeczki i latarki z zestawu na wycieczki w terenie zostały bardzo dobrze przyjęte) i udało mi się przygotować rodzinę choć w części na kryzys, chociaż oni o tym nie wiedzą 😉
    Wszystko jest kwestią odpowiedniego ubrania w słowa, drodzy nastolatkowie. Wbrew pozorom rodzice też myślą, tylko trochę inaczej 🙂

    • mirek napisał(a):

      jak bylem harcerzem I to w komunistycznych latach 80 tych, nikt nie myslal o prepingu bo w sklepach nic nie bylo a pieniadz szybko tracil na wartosci z powodu inflacji, wiec ludzie kupowali podwojnie potrojnie, na zapas. Paradoksalnie przygotowany byl kazdy.
      Rodzice pracowali na rozne zmiany w zakladach pracy, wiec wysylali dzieci do harcowek aby nie szlajali sie po miescie, w ten sposob mieli z nimi spokoj.
      Kazdy harcerz musial cos przygotowac I byc oryginalny pomimo, ze mundurki byly jednakowe( roznie z nimi bylo, czesto byly niekompletne a nawet ich nie bylo), kazdy mial spilowana lilijke I po tym sie rozpoznawalismy na ulicy( pewien kod jak dzisiaj maja kibice udajacy normalsow). Byl duzy nacisk na przygotowanie fizyczne, zero nikotyny I alko, raz na tydzien na zbiorce byl test Zuchory ( test sprawnosci fizycznej) I kazdy musial byc min dobry. Potem Harcmistrz, ktory byl emerytowanym wojskowym zalatwil wymagania egzaminacyjne na awf, ktore cwiczylismy ( dzis jest to dostepne w necie, wtedy trzeba bylo uzyc znajomosci). Byly tez ksiazki do cwiczen wtedy dostepne tylko w harcowce a dzis mozna je kupic na aukcjach. Twardy trening, dzis te ksiazki nie bylyby wydane, z wielu powodow. Walka wrecz to samo, wystarczylo przeczytac ksiazke I juz wiedziales co robic, inny autor , tez ta ksiazka nie bylaby wydana dzisiaj.
      Harcerstwo to rowniez zabawa w rozne podchody, zostawianie sobie kodow I kluczy.
      Oprocz znajomosci alfabetu morsa, sa inne szyfry jak politykarenu, koniecmatury, malinowebuty, bitwaochmury. To byl super patent na sciagi w szkole. Potem zaczelismy cwiczyc tzw lapki czyli jezyk migowy, semafor I notacje polinskiego.
      Jak ktos zna semafor to potrafi napisac dwie linijki w jednej kratce, system polinskiego to mazgaje I bazgroly uzywane kiedys do notowania rozpraw. Pisalismy sciagi tymi metodami bo nie ma nauczyciela, ktory by sie polapal o co chodzi. Sciagi w sumie byly niepotrzebne , cwiczylismy sztuczki mnemotechniczne z zapamietywaniem dlugich liczb, kolejnych kart w talii, szybkie liczenie w pamieci. Byly tez metody tzw aktorskie na zapamietanie dlugich tekstow.
      Kase na rajdy kombinowalo sie zbierajac butelki w blokach. Na rajdach I obozach byly inne sprawnosci np trzy piora to bardzo obciazajacy psychicznie test, w sumie test charakteru, Byly test na nurka czyli dotkniecie dna glebokosc ok 15 metrow, bez butli I skafandra bo go nie bylo, testy zeglarskie na omedze a pozniej dz, na dz to byla manewrowka z wyjetym sterem, zwrot przez sztag I rufe I wylowienie tonacego z prawej lub lewej strony. wezly na linach I wspinaczka po skalkach I drzewach, dzis to jest tzw dostep linowy uzywany przez specjalistyczne firmy, nikt tego nie stosuje amatorsko.
      Co do jedzenia to mielismy za zadanie gotowac jak najtaniej dla siebie I rodzicow, byly okreslone normy mniejsze niz wojskowe bo bylismy mlodsi. Ziemniakow, makaronu lub kaszy mniej niz wielkosc piesci, miesa wielkosc talii kart, surowki z kapusty do oporu. Byly to lata 80 I nic nie bylo. Znalazlem cos podobnego jako pound per day, czyli funt dziennie na wyzywienie w anglii.
      Oprocz tego wszystkiego to gitara I wszystkie mozliwe piosenki na pamiec. Byly tez proby gry na gitarze, harmonijce jednoczesnie, nogami robilo sie rytm na tamburynie. Wymaga to ogromnej koordynacji, byly inne instrument sygnalowka, flecik prosty, rytmika na bebnach. Sygnalowka to trabka na apel, rura od odkurzacza bardzo dobrze sie nadaje , flety zawsze byly, bebny to byly pudelka I stare puszki, chodzilo tu o rytm.
      Przy grze na trabce chodzilo o kontrole oddechu. Inna metoda kontroli oddechu bylo strzelanie z wiatrowki ale to troche zaawansowana sprawa, raczej bezdech lub poloddech.
      Przy okazji zeglugi, pol roku przygotowywalo sie lajbe I mozna bylo sie nauczyc wszystkich prac bosmanskich, na tygodniowy rejs przygotowywano sloiki z zapasami, potem wachty w kambuzie, krotkofalarstwo na lampach lub prostych obwodach max bodajze 15 wat.
      Ogolnie to uczyles sie lawirowac miedzy punkami a metalami lub innym skin rac, raf, antifa czego bylo mnostwo, nie rzucac sie w oczy towarzyszom, ktorzy chcieli cie w zsmp ( zsmp jezdzilo na zagraniczne ohapy a potem caly rok balowali, robotnik zarabial 18 dolarow na miesiac a oni w trzy tygodnie 150 dolarow, duzo kupowali w peweksie), Harcerskie ohapy zagraniczne tez byly , a nawet zabiegano o to abysmy pojechali bo nie bylo z nami problemow.
      Byly tez ksiazki dzieki ktorym rozumialo sie polityke, potem umiales czytac miedzy wierszami I unikales prowokacji zrobionych przez kogos tam, mniejsza o to. Tematy sa dostepne w necie.
      Moge podrzucic pare tytulow reszta to juz wlasna inicjatywa, co jest sednem harcerstwa czyli samodzielny rozwoj. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner