Rozwiązanie konkursu i Q&A #6

W dzisiejszym materiale prezentujemy szósty film z odpowiedziami na Wasze pytania.

Ale zaczniemy od rozwiązania konkursu, który ogłosiliśmy w materiale o moim zestawie EDC. Zwycięzcy gratulujemy i prosimy o kontakt. 🙂

Odpowiadamy m.in. na pytania dotyczące:

  • wyboru kamuflażu,
  • wyższości łuków nad bronią czarnoprochową,
  • najlepszej broni na post-apokalipsę,
  • strzelnicy i broni palnej,
  • przetwornic 12/230V,
  • naszywkach do integrowania Czytelników,
  • telefonach satelitarnych,
  • przyczepach kempingowych jako sprzętu wspomagającego przetrwanie trudnych czasów,
  • hodowania roślin w ogródku, by wyżywić się z nich przez kilka lat.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

37 komentarzy

  1. Piotr pisze:

    Też jestem zdania, że osoba młoda (12-latek) nie powinna się nastawiać na całkowitą samodzielność i niezależność od rodziny (pomijając sytuacje typu wojna, to w normalnych czasach jest to nawet niemożliwe ze względów prawnych, taka osoba musi zostawać pod opieką i odpowiedzialnością swoich prawnych opiekunów, nawet jeśli z jakichś powodów rodziców zabraknie). Warto natomiast oprócz takich rzeczy o jakich wspomniał Krzysiek, zająć się takimi sprawami jak:
    1) Sytuacje awaryjne związane ze szkołą, czyli:
    – mieć przygotowane alternatywne trasy szkoła-dom gdyby normalne środki komunikacji miejskiej zawiodły
    – jeśli coś by się stało w szkole, typu anonimowy telefon że ktoś podłożył bombę i teren w okolicy szkoły jest zamknięty, to rodzice powinni mieć ustalone z dzieckiem „punkty odbioru” w których ewentualnie dziecko będzie na nich czekać poza terenem szkoły (albo ustalone, że dziecko wraca na własną rękę i czekają na nie w domu)
    – jak skontaktować się z rodzicami gdyby padły komórki (na przykład mieć zapisane numery stacjonarne do ich pracy i zadzwonić ze szkoły itp.)
    2) Zestaw EDC noszony do szkoły – niekoniecznie rzeczy „uniwersalne” typu noszenie noża i krzesiwa do szkoły, tylko rzeczy które rzeczywiście mogą się przydać, na przykład jakaś „żelazna porcja” jedzenia w postaci batonika, zapasowa sznurówka do butów, może jakiś plaster na skaleczenia, mała butelka (rzędu 125ml, max 250ml) wody mineralnej, telefon komórkowy (oczywiście wyłączony podczas lekcji), mała latarka (niekoniecznie przydatna w samej szkole, ale na przykład przy awarii prądu na wycieczce do kina czy teatru już się przydać może)
    3) Sprawy związane z wycieczkami czyli co zabrać na taką wycieczkę (na przykład leki na choroby lokomocyjne gdy wycieczka jest autokarem, jakiś jednorazowy płaszcz foliowy na wypadek deszczu, jakiś powerbank lub zapasowa bateria do telefonu komórkowego, spisane na kartce najważniejsze dane i numery telefonów itp.) oraz co ewentualnie zrobić w sytuacjach awaryjnych typu wypadek autokaru na drodze na przykład sprawy typu ratowanie życia jest ważniejsze od ratowania plecaka, rzeczy takie jak portfel, telefon i kartkę z danymi nosisz zawsze ze sobą (nie w plecaku itp. tylko na sobie, na przykład na smyczy schowanej pod ubraniem czy w kieszeniach ubrania), nie „szpanujemy” gadżetami typu nowoczesny smartfon, nie chwalimy się ile kasy dali nam rodzice itp.
    4) Podstawowa samodzielność funkcjonowania w domu, czyli gdyby się zdarzyło tak, że rodzice będą mieli jakiś wypadek lub zachorują i wylądują w szpitalu, to dziecko w podstawowym zakresie da sobie ze wszystkim radę, typu samo będzie w stanie zrobić sobie jedzenie (kanapki, herbatę itp.), samo zrobi podstawowe zakupy typu pieczywo, coś do tego pieczywa itd., będzie wiedziało jak segregować śmieci i gdzie je wyrzucać (aby kosze na śmieci w domu nie „zakwitły”), będzie w stanie samodzielnie dbać o higienę typu kąpiel/prysznic „bez rozkazu”, pozmywanie po sobie naczyń, ewentualnie wypranie własnych ciuchów itp., będzie potrafiło bezpiecznie korzystać z urządzeń domowych typu czajnik, nóż kuchenny (krojenie chleba, wędlin itp.) tak aby się nie pociąć, nie spalić mieszkania, nie zalać sąsiadów itp.

    Zakres zależy oczywiście od wieku, bo co innego 7-latek a co innego 15-latek. Sprawy typu „budowanie bunkra atomowego w lesie” odłożyłbym do czasów samodzielności finansowej 😉

    • djans pisze:

      To też zależy od tego, jakim budżetem taki smark dysponuje. Czasem to mogą być o wiele większe kwoty, niż przeciętny dorosły jest w stanie wydać na takie niepoważne hobby 😉

      W dzisiejszych czasach bardzo często zdarzają się domy, w których nie ma apteczki (poza samochodową w aucie), latarki, śrubokręta, o zapasie wody pitno/gospodarczej, czy awaryjnej kuchence nie wspominając.

      Niskim kosztem mógłby rezolutny szczeniak doposażyć rodzinę w tego typu najprostszy szpej i zapasy.

      • Piotr pisze:

        Jasne, masz rację. Nie pomyślałem o rzeczach „oczywistych”. Wychowałem się na wsi w rodzinie, w której rzeczy o których wspominasz to była oczywista oczywistość (no może poza zapasem wody, ale to „zapasem” są dwie studnie, jedna konwencjonalna z betonowych kręgów i wiaderkiem na łańcuchu i druga jako odwiert a od kilkunastu lat jest jeszcze wodociąg). U moich dziadków jak i rodziców zawsze była apteczka z podstawowymi rzeczami (do miasta do apteki było daleko więc był zapas), zawsze było kilka latarek (nazywanych batarejkami) bo awarie prądu się zdarzają, zawsze była i jest kuchnia na węgiel czy drewno (i własne lasy z surowcem) i zawsze były narzędzia do naprawy różnej maści sprzętów czy to domowych czy w gospodarstwie. Ale rzeczywiście to nie musi być oczywiste dla osób mieszkających w miejskim bloku, gdzie dostawy i naprawy zapewnia spółdzielnia a „lodówka to jest w Żabce” 😀

        • djans pisze:

          Przez lata 80-te mieszkałem w bloku.

          Jednak wówczas w w piwnicach w kamionkowych beczkach ludzie sami kisili kapustę. W mieszkaniach były nie tylko latarki na płaskie baterie i świece, ale też lampy naftowe, bo XX stopień zasilania, czy większa burza i byłoby ciemno. Prawie każdy uprawiał ogródek warzywny, a każdy praktykował handel barterowy tym, czym dysponował z racji wykonywanego zawodu…

          Niektórzy o tych czasach chyba zwyczajnie zapomnieli.

      • Piotr pisze:

        Z drugiej strony nie można się tylko skupiać na budżecie i kupowaniu sprzętu. Prepperstwo to nie tylko „posiadanie magazynu ze sprzętem i żarciem”, to także strategie, taktyki, umiejętności, ćwiczenie ciała i umysłu itp. i to można rozwijać nawet przy bardzo skromnym budżecie. Swoją drogą umiejętne zarządzanie kasą (posiadanie oszczędności na niespodziewane wydatki, niewydawanie kasy na bzdety itp.) to też element prepperstwa 😀

        • djans pisze:

          Oczywista sprawa.
          Chciałem po prostu pokazać, że nie trzeba dysponować minimum średnią krajową, by myśleć o sprzęcie i zapasach.

  2. Gontyx pisze:

    Witam. chciałbym sprostować słowa pana Krzysztofa. Replika szabli husarskiej wykonana przez firmę Cold Steel jest ciężka, źle wyważona, a rękojeść całkowicie błędnie zaprojektowana. Od 10 lat zajmuję się szermierką szablą husarską i nie pamiętam, żebym miał gorszej jakości szablę w ręku (tego typu). Poza tym każda broń długa oraz maczety Cold Steel’a są z tej samej stali 1055. Znacznie lepszym pomysłem jest zakup maczety tej samej firmy (jest ich dziesiątki kształtów). Ceny wahają się od chyba 70 do 250 zł.

    Więcej o szablach na forum domowego survivalu w temacie broni

    [dodałem link — przyp. KL]

  3. djans pisze:

    W kwestii łuków podobne podejście. Niby można sobie zmajstrować z rurki i dratwy uk, a z trzciny, blaszek i czegoś na pierzyska – szczały. Tylko że, pomijając kwestie legalności, można niemal równie łatwo zrobić strzelbę czarnoprochową i proch do niej.

    Przy czym taki samopał będzie miał niezaprzeczalne właściwości bojowe/obronne i porównywalną skuteczność (niską) myśliwską.

    Łuk i strzały dające niezbędną powtarzalność raczej trzeba kupić za niemałe pieniądze, za które lepiej kupić o wiele bardziej uniwersalny rewolwer cp.

    W kwestii soylentów – jak z wszelkiej maści gotowymi posiłkami dla leniwych. Drogo za niespecjalnie zdrowe i pożywne jedzenie.

  4. bura2 pisze:

    Moje komentarze, przemyślenia itp. :
    Najpierw przemyślenie ogólne – Nie można myśleć o przygotowaniach na trudne czasy tylko w kontekście całkowitego załamania wszystkiego i scenariusza jak z jakiegoś MadMaxa. Nawet jeśli do tego dojdzie to będą to poprzedzać fazy kiedy władza bedzie próbowała utrzymać porządek i faza kiedy władzy nie będzie, środków do życia mało a ludzi sporo.
    1. Przyczepa kempingowa – idealne rozwiązanie jako zaczątek na jakiejś działce. Choćby wynajmowanej lub u znajomych. W normalnych czasach miejsce na wakacje – w czasie W – coś co umożliwia spanie w miarę normalnych warunkach. Można kupić używaną przyczepę bez prawa do rejestracji (taniej) i postawić w miejscu ewakuacji (oczywiści jeśli to nasza lub wynajęta ziemia) i na pewno w tych pieniądzach będzie ciężko zrobić cokolwiek samemu o podobnym standardzie. Nie mówiąc o poświęconym czasie. Niestety największe wątpliwości budzi bytowanie tam w zimie. Trzeba by wtedy jakoś ją ocieplić.
    2. Broń i łuki. Ogólnie. – broń przede wszystkim ma służyć do tego żeby się obronić. Jeśli w internecie szukasz informacji jak polować to tego nie umiesz i każdą normalną zwierzynę wytłuką Ci praktycy – myśliwi i kłusownicy. Pozostaną jakieś bezpańskie psy itp. a tu wystarczy broń taka sama co do obrony.
    Bron do obrony ma dawać przewagę. Jeśli nikt nie ma noża, a Ty go masz – jesteś wygryw. Ale dowolna banda chcąca Cię skroić będzie uzbrojona przynajmniej w broń białą. Nauka walki bronią białą w różnych wojskowych systemach walki już dawno sprowadziła się do użycia „podręcznej broni białej” – nikt już nie uczy się walczyć dzidą czy mieczem – uczy się wykorzystać np. saperkę, nóż itp. to co mamy pod ręką. I Ja nie poświęciłbym ani złotówki na specjalistyczną broń białą ani też bym jej nie dźwigał codziennie. Tylko to co ma użytek codzienny – młotek, nóż, siekiera.
    Broń palna/dystansowa – dowolna, która umożliwi oddanie kilku strzałów z których każdy posiada moc obalającą. I tu wbrew pozorom nie długa – bo zanim nadejdzie czas kiedy będziemy szwendać się po lasach z dwururką polując na zające minie kilka innych faz kataklizmu – tylko krótka, pistolet 9mm lub rewolwer CP. Może nie być totalnego bezprawia. Może być po prostu blackout który spowoduje zwiększenie zwykłej przestępczości – z pistoletem za paskiem pójdę do pracy lub na handel i nikt nawet nie będzie wiedział że go mam. A będąc sam lub z jakimś szwagrem to nie wiem przed czym obroniłbym się kałachem przed czym nie obronię się pistoletem 9 mm/rewolwerem CP. Uzbrajanie grup to zupełnie inny temat.
    3. Zapasy dóbr luksusowych. Historia pokazuje, że w ciężkich czasach nie ustaje zapotrzebowanie na używki. Warto mieć tego trochę na wymianę. Zarówno tytoniu, alkoholu jak i kawy i papierosów. W mniej drastycznych czasach są bardziej użyteczne pod tym wzgledem niż jakieś paczki makaronu.
    4. Kamuflaż – dowolny leśny (plus ew. zimowy). Warto popatrzeć raczej na właściwości użytkowe takiego ubrania (czy dany model jest wygodny, ma kieszenie jak chcemy itp.) niż na to czy to Flecktarn, Woodland czy Wz.93. Dlaczego? Bo 99% ludzi nie odczuje różnicy. Tutj Cenowo wygrywa z wszystkim niemiecki demobil w flecktarnie. Drugi w kolejności jest podobno brytyjski DPM

    • djans pisze:

      Komentarz do komentarza:

      Ad ogólne – otóż to.

      Ad 1 – No nie wiem, nie wiem. Docieplić taką przyczepę będzie o wiele trudniej, niż zbudować ocieploną altankę.

      Ad 2 – Zgoda. Łuki są dobre, jeśli ktoś ma kanał/blog nastawiony na dzieciarnię, a w dodatku nie do końca wie, o czym mówi.

      Katany, szable, etc. – nie ma dla nich miejsca w ekwipunku.

      Ad 3 Oczywiście. Nawet gdyby przyszło do barterowej wymiany makaronu, to skrzynka spirytusu będzie więcej warta, niż skrzynka klusek. To tak, jak z rezerwami kruszcowymi – niby Jankesi bawią się w miedź bulionową (!), tylko dokładnie tak, jak by dzisiaj zamiast jakiegoś zapasu gotówki na nagłe potrzeby w kilku banknotach, trzymać worki groszaków.

      Ad 4 Z kamuflażami, to bym uważał. Jak się siedzi w krzakach, to jest się dla obserwatora z zewnątrz niewidocznym i bez „moro”. Na wilku, sarnie, dziku, czy rysiu nie uświadczymy ani jednej zielonej plamki. Bez pomalowanej twarzy i dłoni kurtka we wzorek da niewiele przy niedużych odległościach.

      No i przede wszystkim o ile ubiór munduropodobny może w lesie nieco uwagi z nas zdjąć, o tyle poza nim uwagę przyciąga.

      • Piotr pisze:

        Ad ad4: Z mundurem to jest trochę tak jak z bronią o której była mowa na forum. Mundur nie może być „dodatkiem do leszcza” (to będzie widać od razu po mowie ciała), bo wtedy nic nie da. Mundur na ulicy powinien sygnalizować i podkreślać znakomite przygotowanie i uzbrojenie osoby bądź grupy osób i jego celem jest danie do zrozumienia aby potencjalny napastnik wybrał inną, „łatwiejszą” ofiarę. Oczywiście nie chodzi o machanie bronią palną i tego typu „szpany”, tak na prawdę czym więcej się „daje do zrozumienia” mową ciała i mniej pokazuje wprost, tym bardziej potencjalny napastnik wybierając ofiarę nie wie czego się na prawdę może po nas spodziewać i jednocześnie wie, że łatwo skóry nie sprzedamy.
        Nie wiem jak się na to zapatrują starożytni chińscy czy japońscy teoretycy wojny, ale nowoczesna psychologia skłania się ku tezie, że to nie napastnik jest bezpośrednim impulsem do ataku, tylko „podatność” ofiary (napastnik najczęściej czeka na jakąś ofiarę, która „sama się wybierze”). Mówiąc prościej o ile napastnik jest zawsze napastnikiem, to jednak są osoby, które praktycznie nigdy nie stają się ofiarą, oraz osoby, które tą ofiarą zostają w zasadzie przy każdej sposobności – o ile nie mamy wpływu na istnienie napastnika, o tyle mamy wpływ na to czy stajemy się ofiarą czy nie.

        Zgoda co do tego, że aby wystarczająco dobrze się kamuflować w lesie nie potrzebujemy MARPAT-ów, wystarczy zwykłe ubranie w niekontrastujących z otoczeniem barwach (i odpowiednie zachowanie) ale… to że zwracasz uwagę na ulicy nie zawsze jest minusem (zależy w jaki sposób tę uwagę zwracasz, czyli jaki obraz siebie budujesz w głowach innych). Ja bym mundurów w warunkach miejskich nie skreślał (zwłaszcza jeśli działa się w grupie kilku osób znających się na rzeczy). Sam mundur oczywiście nas przed niczym nie obroni jeśli nosi go ktoś, kto do niego „nie pasuje”.

        • Coyote pisze:

          W razie większego kryzysu na ulice zostaną wyprowadzone służby . Mundur może zwracać niepotrzebną uwagę , np żandarmerii wojskowej . Ubranego w wz 93 mogą wziąć za dezertera , i potem nie wytłumaczysz jakiemuś pajacowi że nie jesteś wielbłądem . Podobnie szmaciaki armii sojuszniczych jeśli ich wojska kręciłyby się po kraju . Już nie mówiąc o tym że w wypadku kryzysu wojennopodobnego wojskowi będą mieć tendencje do częstowania ołowiem wszystkiego co nosi plamiak inny niż strzelec ma na grzbiecie .
          Profilaktycznie .
          Przy tych zagrożeniach mniejsza o to że pojedynczy mundurowy jest łakomym kąskiem dla bandytów bo może mieć broń , albo inny przydatny sprzęt a losem dezertera nikt się nie będzie przejmował .
          I taka banda raczej nie będzie ryzykować rabunku , tylko zabije w najbezpieczniejszy dla siebie sposób i obszabruje trupa .
          Mocne cywilne ciuchy w niekontrastowych kolorach są o wiele lepsze . Z elementów umundurowania najwyżej spodnie .
          Do działania w lesie szal snajperski uzupełniony o kawałki juty i siatki maskującej , można go schować nawet w kieszeni a maskuje o wiele lepiej niż jakakolwiek bluza od munduru . Albo opcja maximum tzw cobra hood https://www.youtube.com/watch?v=dET72U-Q3eA . Lekkie , mieści się w plecaku .
          @Bura , z jednej strony masz całkowitą racje . Z drugiej mamy przypadki rewolucji w Rosji , rzezi wołyńskiej czy czystek etnicznych w byłej Jugosławii . „Ze szwagrem” to się człowiek nie obroni ale w osiedlowej czy wiejskiej grupie samoobrony taki kałach z nabojami będzie na wagę złota .
          Z pistoletem odgonimy jakiegoś obszarpańca czy małą grupę zdziczałych kundli .
          Są oczywiście i kompromisy między bronią krótką a długą . Np RAK 9mm (samopowtarzalny) czy obrzynki strzelb , też da się ukryć pod ubraniem . Ale perspektywa chodzenia na co dzień z 2,5 kilowym klamotem pod kurtką to trochę sado-maso 😀 Mam 195 wzrostu i ok 100 kg , co dopiero miałaby powiedzieć kobieta 150 cm i 45 kilo wagi .

          Z większych siecznych jak pisali przedmówcy , czarna szablica to kawał historii ale o wartości użytkowej solidnego karczownika . A „trochę” by mi było ją żal orać jak mój .

          Altanki , są ludzie , baa , rodziny z dziećmi mieszkające w takich altankach cały rok . Przyczep kempingowych raczej się nie widuje . Ale nie z powodu problemów z dociepleniem . Tylko GRZYBA . Norma w starszych przyczepach .

        • djans pisze:

          No nie wiem, nie wiem.

          Jak widzę dziewiętnastoletnich „szczurków” w policyjnych mundurach i pod bronią, to myślę, że w razie „w” ten mundur nie wskaże potencjalnym bandytom, że mają do czynienia ze zdobyczą jadowitą/trującą, tylko kogo napaść, żeby się szybko i łatwo dozbroić.

          Z drugiej strony jest wiele okazji, gdy żołnierz potrzebuje przebrać się za cywila.

          • Piotr pisze:

            Dlatego napisałem, że do tego munduru trzeba pasować. Wiadomo że sam mundur ze „szczurka” mężczyzny nie zrobi (nie szata zdobi człowieka jak to mówią), szczurek pozostanie szczurkiem niezależnie od tego co na siebie włoży, jaką broń weźmie do ręki, ilu kolegów będzie miał za plecami itd. Mundur i broń nie jest punktem wyjścia w postaci „mam broń i mundur, wyglądam jak kozak i nikt mi nie podskoczy”, podstawą jest wyszkolenie, pewność siebie (solowa jak i grupy), koordynacja w zespole, zaufanie itd. – mundur nie ma być „atrapą” która ma coś udawać, bo w przypadku „wojny psychologicznej” podstawą jest postawa i zachowanie (a reszta ma to tylko podkreślać i wzmacniać a nie poprzez kontrast jeszcze bardziej uwydatniać „szczurka w środku”).

  5. a.jedlinski pisze:

    A propo minuty 29…
    Ciekawe pytanie. Jestem w trakcie eksperymentu na działce. Pomierzyłem dokładnie powierzchnię uprawną (czyli realne grządki, bez trawnika, bez powierzchni altanki itp.). Wyszło 210 m.kw. Kązde zbiory zapisuję i ważę. Pod koniec roku będę wiedział ile uzbierałem dokładnie. Założenie – minimum 700 kg w danym roku warzyw i owoców – zakłądając dwa kilo spożycia dziennie. Wiadomo. Każdy rok jest inny, raz coś się uda raz nie. Mi w tym roku marchew szlag trafił na przykład, ale cukinie to już muszę rozdawać. Takie zestawienie da jednak pewien obraz co do możliwości działki. W grudniu dam znać;-).

    • Piotr pisze:

      W warunkach „wojny” trzeba te zbiory podzielić co najmniej przez dwa ze względu na możliwe kradzieże, brak odpowiednich środków ochrony roślin i nawożenia, ewentualne niekorzystne warunki pogodowe (które mogą się zdarzyć zawsze), przeznaczenie części zbiorów na nasiona/sadzonki na kolejny rok, stopniowe wyjałowienie gleby (z roku na rok ziemia będzie coraz uboższa chyba że fachowo stosuje się płodozmian, nawożenie itp.), plagi chorób/szkodników które mogą dotknąć uprawy itd.
      Klasyczny przykład to uprawy topinamburu (czy topinambura, nie wiem jak to się odmienia :D), niby roślina „nie wymaga opieki” i Amerykanie ją polecają ale każdy kto próbował to wie, że taka uprawa pozostawiona sama sobie z roku na rok daje coraz mniejsze plony. Dlatego nie ma co wyciągać wniosków na podstawie jednorocznej uprawy, trzeba uprawiać kilka lat (w warunkach takich jak kryzysowe, czyli bez dostępu do nowoczesnych środków, z „degradacją genetyczną” związaną z tym, że rośliny się nie będą krzyżować z innymi populacjami itp.) aby oszacować ile zbierzemy z ara uprawy.

      • djans pisze:

        Nawiązując do gaduły na forum – uprawa i hodowla są jednym z zagadnień, których się poniekąd można nauczyć „na sucho”.

        Tzn. lepiej jest najpierw naczytać się o płodozmianach, poplonie, wsiewkach międzyplonowych i innych metodach intensyfikacji upraw bez używania nawozów sztucznych i ŚOR, niż samemu wymyślać koło od nowa.

        Jeśli ktoś dobrze odrobi pracę domową i do upraw użyje nie wysokoplonujących sztucznych odmian hybrydowych, tylko odporne odmiany „ekologiczne”, to może się spodziewać podobnych efektów tak przed, jak i po armagedonie.

        • linkolm pisze:

          W temacie rolnictwa warto poczytać stare książki i poradniki o tematyce rolniczej jak i budownictwa (budowa i naprawa budynków gospodarczych ) czy też melioracji .Często są dostępne w pdf-e za darmo na przykład taki tytuł jak”Rolnik Polski” dostępny w Dolnośląskiej Bibliotece Cyfrowej

          • djans pisze:

            Poniekąd także o takie materiały mi chodzi: żeby ktoś, kto nie ma za bardzo możliwości eksperymentować niepotrzebnie nie studiował podręczników do współczesnej uprawy przemysłowej, tylko trochę dawnych porad utrzymanych na poziomie low tech, oraz porad współczesnych, ale tyczących się upraw specjalnych.

  6. Pozyskiwacz. pisze:

    Jedno mi się najbardziej podoba w tym materiale: jak ktoś myśli o uprawie ziemi i własnych plonach, to powinien zacząć już teraz. A w zasadzie to kilka lat temu.
    I oczywiście 100% racji że najpierw trzeba zasadzić krzewy i drzewa owocowe.
    Jeszcze jedna uwaga z doświadczenia – sam pochodzę ze wsi, gospodarstwo rodzinne prowadzimy od pokoleń, ale ostatnio zacząłem robić notatki. W kalendarzy zapisuje terminy siewów, prac polowych.Uwagi o pogodzie. Gatunki nasion , a potem opisuje plony. Niby że człowiek wszystko wie, a jak nie sam to rodzice, ale zadziwiające ile szczegółów umyka. Takie zapiski pomagają zaplanować płodozmian, dobrać lepsze gatunki roślin itp. Wydaje mi się że zwłaszcza dla początkujących powinien to być obowiązkowy punkt nauki upraw wszelkich roślin. Zresztą hodowli też. Kiedy zaźrebiłem klacz to pamiętam, ale planowany termin wykotów królików czasami umyka, zwłaszcza jak jest kilka samic.

    • djans pisze:

      I tak i nie.

      Jak napisałem wyżej -wiedzę i jakąś praktykę należy oczywiście zdobyć już dzisiaj. Jednak trudno dzisiaj trenować wyżywienie się w oparciu o kilka arów upraw, bo taka sztuka wymagałaby (zwłaszcza w obliczu braku nawozów i środków ochrony) ogromnego nakładu pracy.

      W praktyce trzeba by zrezygnować z pracy zarobkowej, by móc dzisiaj produkować żywność tak, jak by się zamierzało w postapo.

      Najbliżej tego są właściciele gospodarstw ekologicznych, gdzie sam status prawny wymusza rezygnację z technologicznych ułatwień.

      • Pozyskiwacz. pisze:

        djans – nasz 100% racji i dotykasz sedna problemu.W ogóle nie wiem czy to nie jest najpoważniejszy problem przygotowań-jak je połączyć z normalnym,codziennym życiem .
        Długo się nad tym zastanawiałem i w końcu doszedłem do wniosku że w obecnych czasach najlepiej będzie prowadzić gospodarstwo , powiedzmy „skadrowane”. Tzn. mam kilka-kilkanaście kur, 2-3 króliki, 2-3 kozy, 2 klacze. Uprawiam ogródek, ziemniaki, zboża . Nie mówiąc o sadzie , krzewach owocowych itp.
        Ale to wszystko na małą skale, dalece niewystarczającą żeby TYLKO Z TEGO wyżywić rodzinę.
        Zaletą takiego sposobu życia jest to że dziś mam sporo własnej ekologicznej żywności, ale jednocześnie czas żeby móc się zajmować pracą zawodową i zarabiać pieniądze. Ale w razie kłopotów mogę dość szybko zwiększyć produkcję (już w następnym sezonie wegetacyjnym). Więcej upraw, zostawić do rozmnożenia kilka samic królików więcej, nie zabijać/sprzedawać kóz, ale zostawić je na mleko, albo np. wymienić na świnie.
        I właśnie na ten okres przejściowy potrzebne są mi zapasy.
        To że cały czas mam kontakt z lokalnym rolnictwem, daje mi wiedzę jak i co uprawiać, hodować, jakie odmiany czy rasy najlepiej się sprawdzają w mojej okolicy. Mam czas i okazje na eksperymenty.
        Mam też kontakt z lokalną społecznością, wiem kto ma dobrego ogiera , kto dużo świń czy krów, które pewnie chętnie wymieni lub sprzeda bo np. bez prądu anie ich nie utrzyma , ani nie zagospodaruje takich ilości mleka.
        Mam też czasami okazje kupić tanio stare narzędzia i maszyny konne, które odnawiam i uczę się z nich korzystać (sam i konie też się uczą).
        Dlatego sądzę że już w drugim roku powinienem uzyskać nadwyżki plonów na handel czy wymianę. Komuś kto ma wiedzę teoretyczną z książek i internetu zajmie to przynajmniej kilka lat. A myślę że bez pomocy lokalnej społeczności nie uda się w ogóle.

        • djans pisze:

          Optymalne rozwiązanie – zazdroszczę.

        • linkolm pisze:

          Praktyka jest bardzo ważna jednakże musi być poparta nauką teorii żeby nie powielać błędów które mogły być przekazywane przez kilka pokoleń na przykład jeszcze kilka lat temu czasami słyszałem w rozmowach okolicznych rolników że ziarno kukurydzy ma dużo białka i przez to trzeba je ograniczać w żywieniu zwierząt a tak na prawdę ziarno to ma mniej białka od zbóż typu owies,żyto czy też pszenica i jest jak najbardziej przydatne w żywieniu.

          • Pozyskiwacz. pisze:

            To zacznij karmić konie kukurydzą zamiast owsem i zobacz co się stanie.
            Nie wiem co ma ile białka, ale wiem jakie to przynosi skutki. Ja bym tak od razu nie skreślał wiedzy gromadzonej przez pokolenia, nawet jak wg. badań jest nieprawdziwa. Margaryna też miała być zdrowsza niż masło.

  7. bura2 pisze:

    @kamuflaż
    Pokaz sił lepiej robić w ubraniu cywilnym. serio. Patrole wojska zawsze będą cięte na jakiekolwiek „mundury” i zawsze będą silniejsze. Lepiej już mieć na sobie ciuchy robocze lub sportowe. Są praktyczne a „dresy” zawsze będą wolały skroić „krawiaciarza” niż „robola”
    @rolnictwo
    Nie każdy może sobie pozwolić na wyżywienie się z roli. ale każdy może zacząć na jakichś paru metrach uprawiać ogródek. i zdobyć praktyczną wiedzę. Jak mamy ogródek 50m^2 to mamy narzędzia i wiedzę żeby zrobić ogródek 250 m^2
    @broń
    pm RAK czy obrzynek strzelby nie stanowią kompromisu. Dotykam broni nie tylko do zabawy, więc mogę Ci wprost powiedzieć że albo jest broń do noszenia na co dzień abo nie. Przytoczone rodzaje broni skutecznie łączą wady broni długiej i krótkiej dla preppersa. Przeciętny preppers myśli sobie co chce, ale tak naprawdę potrzebuje on PRZEDE WSZYSTKIM pistoletu 9 mm +akcesoria i ew jakiegoś CP. O uzbrajaniu grup obrony nie piszę.
    @ przyczepa
    Jak docieplić w razie W przyczepę? zbudować dla niej garaż/szopę. Po prostu W czasie P może to być zadaszenie, do którego w razie W dostawia się ściany i wypełnia jakimś naturalnym izolatorem. osłonięcie przyczepy jest na pewno mniej pracochłonne niż zrobienie schronieni o podobnym standardzie wewn.

    • Coyote pisze:

      Też mam do czynienia z tym żelastwem w pracy , trochę się też człowiek sam stara dowiadywać i doszkalać bo nawet wśród ludzi z MSW i MON krążą mity i legendy .
      Moje wnioski w temacie ?
      Do codziennego noszenia coś małego ale z znośną siłą obalającą Glock 26/makarow/p64 , jak rewolwer to z bębenkiem na pięć naboi .38 i spiłowaną ostrogą kurka . Broń ma się mieścić w wszytej w kieszeń kaburze i być nieczepliwa , co pozwoli ją wyjąć jedną ręką w trakcie szamotaniny kiedy kopniakami i uderzeniami drugiej będziemy sobie „kupować” dystans . Są nawet tacy co demontują/spiłowują przyrządy celownicze żeby jeszcze zmniejszyć prawdopodobieństwo zaplątania się broni w ubranie . Osobiście nie jestem tego zwolennikiem ale rozumiem .
      Z odległości „nieświeżego oddechu” i tak strzela się co najwyżej po lufie .
      Pełnowymiarowej „cudownej dziewiątki” nie da tak się nosić , będzie się wyraźnie odznaczać już nie mówiąc o szybkim wyciągnięciu . Kabura na pasku od spodni ? Albo podwiniemy ubranie drugą ręką albo nie wyciągniemy broni W OGÓLE .
      Pozostaje kurtka czy luźna rozpinana bluza i broń na szelkach pod pachą . Połe kurtki też niby trzeba odchylić ale ruch jest o wiele krótszy , szybszy , ręce są wyżej i trzeba się naprawdę postarać żeby broń się zaplątała . Nawet w stresie .

      Tylko wtedy mniej więcej dochodzimy do wniosku że równie dobrze możemy tak nosić ciężki rewolwer czy nawet coś konkretniejszego .
      Pistolety 9 mm mają marne rażenie obalające , część lekarzy porównuje taki postrzał z pchnięciem nożem . http://www.liveleak.com/view?i=792_1460580810
      Wyraźnie zabija nie szok tylko krwotok po pewnym czasie .
      Chyba że uszkodzeniu ulegnie pień mózgu albo górna część rdzenia kręgowego .
      A tu z kolei utrudnia celność w realnych warunkach , dalej niż z przyłożenia 37% trafień do 6 m i 23 % powyżej , statystyki NYPD z lat 2000 dotyczące wyszkolonych funkcjonariuszy 🙂
      Kiepsko .

      W sytuacji chaosu na ulicach lepiej chyba mieć coś lepszego (z większym prawdopodobieństwem skutecznego porażenia celu) co jednak nadal można schować pod kurtkę . Nawet godząc się z ewentualną koniecznością wywalczenia sobie kopami miejsca na wyciągnięcie broni i odciągnięcia zamka/kurków .
      No , i nie pozwalamy nikomu podejść tak blisko czy się osaczyć . Nastawienie jak na patrol w wrogiej strefie a nie piknik z rodzinką .

      Akcesoria ? Laserowy wskaźnik , u nas nielegalny mimo że skuteczny tylko na filmach klasy B , latarka idealnie wskazująca potencjalnemu przeciwnikowi gdzie ma strzelać zanim my go oświetlimy . Osobną można wysunąć poza obrys naszej sylwetki . Już nie mówiąc że każdy taki wynalazek na broni krótkiej utrudnia jej szybkie wyjęcie i może zahaczyć o ubranie . Tuning czyli dostosowanie rękojeści pod dłoń , spustu , polerka wślizgu nabojowego itd mają sens w broni krótkiej do obrony , obwieszanie jej śmieciem tylko dla producentów tego szajsu .

    • djans pisze:

      U jankesów widziałem pomysł na docieplenie przyczepy przez obudowanie jej belami siana. Można i tak, można docieplić styropianem, czy wełną, ale nie o to chodzi.

      Prawdziwe uszczelnienie takiej izolacji, żeby ciepło nie uciekało na łączeniach, przez drzwi i okna, wentylację, oraz zabezpieczenie przed wodą, to nie takie proste sprawy.

      Wychodzi na to, że faktycznie by trzeba po prostu zbudować ocieplony garaż na tę przyczepę. Dlaczego zatem po prostu nie zbudować niewielkiej chatki/altanki?

  8. Pozyskiwacz. pisze:

    Po co docieplać przyczepę ? Przyczepy są już ocieplone, przystosowane do używania również zimą. Może nie wszystkie, ale na pewno przytłaczająca większość. Mają również ogrzewanie, a z racji niewielkiej kubatury źródło ciepła nie musi być bardzo wydajne. Problem jest raczej w tym że są to przeważnie piecyki gazowe lub elektryczne. Trzeba pomyśleć o jakiejś małej „kozie” na drewno, co-z racji ciasnoty- może nie być proste.
    Myśle że postawienie prostej wiaty – dach (nawet nie musi być absolutnie szczelny) i dwie lub trzy ściany pozwolą osłonić przyczepę przed wiatrem, słońcem i silnym deszczem lub np. gradem. I to powinno wystarczyć. Do tego dostaniemy kawałek osłoniętego miejsca „na podwórku”. Choćby do postawienia rowerów, czy suszenia prania.A sama przyczepa będzie mniej widoczna.

    • bura2 pisze:

      @Pozyskiwacz I mniej więcej to miałem na myśli. Na działce stawiamy sobie wiatę. W czasie P robi za miejsce grillowe, w czasie W wstawiamy przyczepę i ściany w miarę potrzeb. Pozostaje przerobienie ogrzewania na kozę (chyba raczej stawianą na zewnątrz pod tą wiatą albo coś..)

      @Coyote. Skuteczność broni w samoobronie można zwiększyć znacznie stosując amunicję z pociskami typu JHP i podobną. Tylko trzeba najpierw kilka paczek wystrzelać na strzelnicy żeby się upewnić czy nie ma problemów z dosyłaniem.
      Na razie mam co mam (rewolwer CP) ale gdybym mógł sobie wybrać to Glock 19 lub CZ 82. Akcesoria? tak. Zestaw części zamiennych, w glocku jeszcze adapter typu roni/kpos z celownikiem kolimatorowym – ale to drugorzędna sprawa.

      @djans bo w przyczepie za 3 tyś zł masz już szafki, łóżka zlewy krany i tym podobne „pierdoły”. Pewnie buszując po ogłoszeniach i olx można by wybudować i wyposażyć taniej niż wiata+przyczepa ale kosztem dosyć dużych nakładów czasu i pracy. Czy to się opłaca?

      • Coyote pisze:

        Użycie innej amunicji jak z pociskami JHP w samoobronie nie ma większego sensu . I właśnie taki przypadek rozpatruje . W policji SZA czy Brazylii JHP to standard a i tak widać to co widać . Praw fizyki się nie przeskoczy .

        Rewolwer CP dobra rzecz , zwłaszcza M58 .44 z krótką lufą i zapasowym bębnem .

        • bura2 pisze:

          Jakbyś zgadł dokładnie taki mam 😀 dobra rzecz tylko straszny klamot i latem noszenie w ukryciu jest prawie że niemożliwe – tym bardziej że nie mam 195 cm i 100 kg.

          A co do roślin to zaniedbywana i zapominana jest jarzębina. zarówno pospolita jak i szwedzka bardziej nadająca się do spożycia. dojrzewają w odstępie około miesiąca i każdy ma je w głębokim poważaniu zwłaszcza w miastach, gdzie na dodatek są często sadzone jako rośliny ozdobne. Tak wiec mamy dodatkowe źródło kalorii do którego będzie mała konkurencja.

          • Coyote pisze:

            @Bura2 , rozwiązanie jest proste ale dość radykalne https://www.youtube.com/watch?v=monbm21UqQ0 , osobiście dałbym niższe , bardziej zaokrąglone przyrządy celownicze .
            Jak szkoda ci twojego remika a są wolne fundusze to zawsze można kupić jakąś sprawną mechanicznie używkę z drobnymi wżerami czy startą oksydą . Byle z tej samej firmy żeby bębny pasowały .
            To jest wół roboczy , ma być niezawodny i praktyczny do bólu .
            Nie musi wyglądać ani wygrywać zawodów na 50 m .

      • djans pisze:

        Chciałbym zobaczyć taką przyczepę, za 3-4 tys. (ilu letnią? dwudziesto? trzydziesto?), w której można jako-tako przekimać tydzień zimą.

        Budowa parterowej, murowanej altanki, to nie jest lot w kosmos. Taki budynek może stać i ze 100 lat nie tracąc na właściwościach użytkowych. Ewentualnie tynk i pokrycie dachu raz na jakiś czas trzeba będzie uzupełnić. Docieplić – łatwo, wstawić prawdziwe ogrzewanie – łatwo. Łatwo wymienić zlew, czy łóżko po 10 latach.

        Przyczepa sprawy nie załatwia, to tylko proteza.

        • bura2 pisze:

          Za 4 tyś zł. KAŻDY może kupić przyczepę i zamówić zrzucenie jej lawetą w żądane miejsce.
          Żeby za 4 tyś zł wybudować altankę dla 4 osób trzeba mieć własny transport i narzędzia i dojście do materiału z rozbiórek + umiejętności.
          Wybudowanie altanki trwa, postawienie przyczepy to dwa telefony i max 24 h.
          Co innego jak masz cel ewakuacji 50 a 150 km od domu. Zrób sobie co weekend 300 km własnym samochodem (600 jeśli nie chcesz spać w namiocie/samochodzie) – ile takich weekendów potrzebujesz żeby wybudować swoją altankę? ile to paliwa?ile razy będziesz musiał pożyczyć większy samochód jeśli takiego nie masz?

          A że taka przyczepa to nie szczyt marzeń, i tak maja po 20 lat, no cóż… dlatego drugim krokiem jest jakieś docieplenie

        • djans pisze:

          Zamówić z dostawą można też i materiały budowlane. Żadnych super narzędzi nie potrzeba. Umiejętności też raczej w zasięgu przeciętnego faceta.

          Mam wielu znajomych, którzy sobie stawiali altanki na działkach, sam brałem udział w takiej budowie. Znajomych, którzy by mieli przyczepę, albo kampera mam ze dwu. Budować w systemie gospodarczym można przez miesiące, lata. Przy czym jeśli kogoś stać na działkę położoną 100 km od domu, to raczej go też stać na budowę altanki. Przyczepa, to jednak jest swego rodzaju fanaberia, zabawka, która z czasem tylko traci na wartości, podczas gdy altanka trwale podnosi wartość działki.

          Jasne, że szybciej i łatwiej jest zamówić gotowca, ale gdyby to się lepiej kalkulowało, to po działkach stałyby przyczepy, zamiast murowanych altan.

          Jasne, że przyczepa jest jakimś rozwiązaniem, ale nawet najtańsza będzie w pewnym sensie zbytkiem w porównaniu z altaną.

  9. Bura2 pisze:

    Lub samą lufę za 400 PLN i na upartego zrobić z niej dwie, jedną odsprzedać. Lufa w remiku jest wymienna w warunkach minimalnego zaplecza technicznego. Oczywiście nie chodzi mi o to żeby np. co tydzień ją przekręcać bo noszę na co dzień „kundla”, a w niedziele na strzelnicę 5.5″ robić wyniki na 25 m i potem znowu kundel. Nie. raz założyć, sprawdzić czy działa, sprawdzić celność i moc na 10 m. Potem do szuflady i czeka na gorsze czasy.

    Aż z ciekawości wytoczę sobie z 6 kąta atrapę lufy i wkręcę do remika zobaczyć jakby się to nosiło. Bo drugi problem to masa…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner