Samowystarczalność, czy samodzielność? [film]

Samowystarczalność i samodzielność to dwa pojęcia bardzo mocno związane z filozofią nowoczesnego survivalu i przygotowaniami na trudne czasy. Niniejszy materiał pomoże Wam zrozumieć, czym się różnią i znaleźć między nimi optymalną równowagę.

Samowystarczalność

O samowystarczalności możemy mówić wtedy, gdy przez dowolnie długi okres jesteśmy w stanie całkowicie lub częściowo zaspokoić jakąś potrzebę. I samowystarczalność mierzy się w procentach.

Można uznać, że jesteśmy samowystarczalni żywieniowo w 100%, jeśli możemy samodzielnie pozyskać 100% potrzebnej nam żywności. Niezależnie od tego, czy tę żywność trzeba będzie w całości samodzielnie wyhodować, czy częściowo zebrać w pobliskim lesie. Ale jeśli nie mamy kilkunastohektarowego gospodarstwa, to raczej jest to nierealne. Można natomiast posadzić na działce kilka drzew i krzewów owocowych oraz mały zagon ziemniaków, aby dzięki temu osiągnąć 10% samowystarczalności żywieniowej. Lepsze to, niż nic.

Samodzielność

Samodzielność ma miejsce wtedy, gdy możemy daną potrzebę zaspokoić tylko przez jakiś czas. I to właśnie ten czas jest wyznacznikiem naszej samodzielności.

Mając zapas żywności na pół roku możemy uznać, że jesteśmy samodzielni pod względem żywieniowym właśnie przez 6 miesięcy. Dowolny kryzys trwający 6 miesięcy, lub krócej, przetrwamy bez problemów, o ile ktoś wcześniej naszego zapasu nie ukradnie, albo nie ulegnie on zniszczeniu. Ale po jego wyczerpaniu musimy zacząć szukać żywności.

Wiadomo, że mając sam zapas żywności nie jesteśmy samowystarczalni, bo kiedyś on się skończy. Ale lepiej mieć zapas na choćby parę tygodni, niż nie mieć go wcale.

Samowystarczalność i samodzielność jako metody na przetrwanie

Każdy preppers powinien znaleźć odpowiadający mu punkt równowagi między samowystarczalnością, a samodzielnością.

Przykład żywności już omówiliśmy, ale tę równowagę można znaleźć w każdym innym aspekcie przygotowań na trudne czasy.

Jeśli chodzi o energię elektryczną, można mieć w domu:

  • zapas baterii do latarek, radia, krótkofalówek i przenośnego telewizora, oraz agregat prądotwórczy z zapasem paliwa na 3 tygodnie ciągłej pracy,
  • baterię słoneczną i małą turbinę wiatrową, akumulator, sterownik, oraz przetwornicę.

Baterie i paliwo zapewniają pewną (choć ograniczoną) samodzielność, zaś bateria słoneczna i turbina wiatrowa — częściową samowystarczalność. Bo z małego układu tego typu nie da się zasilić wszystkich domowych odbiorników na prąd.

Podobnie może być i z ciepłem:

  • mając kominek o mocy wystarczającej na ogrzanie połowy domu, opalany gałęziami z przycinek w sadzie (których jest więcej, niż jesteśmy w stanie przepalić przez cały sezon), mamy 50% samowystarczalności,
  • mając kocioł na olej opałowy z zapasem paliwa na 1 sezon grzewczy, jesteśmy stuprocentowo samodzielni przez jeden rok.

I takie przykłady można mnożyć.

Oczywiście optymalnie byłoby osiągnąć stuprocentową samowystarczalność pod każdym względem, ale jest to nierealne, a poza tym — niepotrzebne.

Bo nawet w najgorszym kryzysie na pewno będzie jakiś handel, choćby i wymienny. I jeśli będziesz w stanie wytworzyć np. opał, czy paliwo do samochodu, niemal na pewno będzie dało się je wymienić na coś, co będzie potrzebne Tobie — żywność, amunicję, czy usługi najbliższego lekarza.

Survivalista (admin) i Krzysztof Lis

Artur i Krzysiek z wykształcenia są inżynierami (a Artur jest także magistrem zarządzania). Obaj są zafascynowani tematyką przygotowań na trudne czasy. Z tego konta publikują artykuły, nad którymi pracowali wspólnie.

Mogą Cię zainteresować także...

12 komentarzy

  1. LosowyNick pisze:

    Z ogrzewaniem jest duży problem – rząd niedawno zablokował możliwość instalacji kominków i kóz w budynkach wyższych niż 12 metrów i o więcej niż 4 piętrach. W praktyce większość kamienic, w których za dawnych czasów grzało się piecem kaflowym teraz nie spełnia wymogów aby zamontować mały kominek.

    Na kryzysowe czasy trzeba chyba mieć gotowe podłączenie do przewodu kominowego i tanią kozę w piwnicy. W razie SHTF nikt nie będzie sprawdzał pozwoleń.

  2. zi pisze:

    To sluchaj dalej rządu …

    • Survivalista (admin) pisze:

      Między słuchaniem rządu a łamaniem prawa jest jednak różnica.

      Mimo wszystko, łamania prawa nie polecamy, bo może ono przynieść przykre skutki.

  3. Michał Stelmaszczyk pisze:

    „mając kominek o mocy wystarczającej na ogrzanie połowy domu (…) mamy 50% samowystarczalności” Ja mam (prócz pieca) kominek ogrzewający salon i jeden pokój, ale w rzeczywistości to i tak ciepło dociera do każdego pokoju więc wydaje mi się że mamy wtedy około 80% samowystarczalności

  4. Piotr pisze:

    Co do kilkunastu hektarów niezbędnych by być samowystarczalnym: po pierwsze wystarcza znacznie mniej ziemi aby być w 100% samowystarczalnym żywieniowo (jeśli się umie gospodarować ziemią, to wystarczy spokojnie 1-2ha na osobę w zależności od klasy gruntów), a po drugie nie wyobrażam sobie, że w przypadku apokalipsy zoombie bez mechanizacji ktoś będzie w stanie gospodarować na kilkunastu hekratach (bez konia, a najlepiej dwóch, to nie ma jakichkolwiek szans).

    Kolejna kwestia, to zarówno w przypadku samodzielności jak i samowystarczalności zakładacie swego rodzaju „izolację” preepersa (jedyny jego kontakt ze światem zewnętrznym sprowadza się do handlowania) tymczasem w ten sposób po prostu się nie da być samowystarczalnym. Masz powiedzmy te swoje hektary z polami, sadem itd. – jeśli się „odetniesz” od reszty społeczności, to nie masz szans na przykład obronić swoich zasobów na polach uprawnych. Gdy jesteś zorganizowany i zżyty z resztą wioski, to wspólnie jesteście wstanie obronić całą wieś na przykład przed napływem kilkunastoosobowych gangów, ale samodzielnie jesteś „zerem”. Moim zdaniem strategia, która zakłada, że w razie „W” się izolujesz od reszty zamiast się z nią integrować i współpracować po prostu się nie sprawdzi na dłuższą metę (maksymalnie kilka tygodni), bo staniesz się wewnętrznym „wrogiem” (w myśl zasady kto nie z nami ten przeciwko nam) i cała „odbudowa infrastruktury” (wzajemna pomoc, handel, komunikacja itd.) będzie się odbywać poza Tobą. Moim zdaniem bez budowania lokalnych społeczności po prostu na dłuższą metę się nie da przeżyć (chyba, że ktoś jest wytrawnym bushcraftowcem, ale takich jest niewielu).

    • Survivalista (admin) pisze:

      Może nie tyle zakładamy izolację, co zalecamy, by być możliwie niezależnym od innych ludzi. Bo przecież nie chodzi o to, by odcinać się od ludzi — a jedynie o to, by nie być zmuszonym na innych ludziach polegać.

      Co zupełnie nie przeszkadza w tym, by być z nimi zżytym i by wzajemnie sobie pomagać w trudnych chwilach.

      • Piotr pisze:

        Ok, rozumiem. Ja w tej kwestii mam inne podejście: o ile każdy powinien być przygotowany na typowe sytuacje typu utrata dochodów, problemy z prądem, wodą itp. (czyli to, co załatwia samodzielność, czyli najczęściej podstawowe zapasy itp.) o tyle w przypadku „apokalipsy zoombie” (wojna, epidemia obejmująca duży obszar itp. wielkoobszarowy kryzys trwający dłużej, powiedzmy, że nawet kilka lat) koncept samowystarczalności (nawet na podstawowym poziomie) jest nie do zrealizowania – nie jesteś w stanie na przykład uprawiać roślin przeznaczonych na żywność, do tego hodować zwierząt na mięso, do tego być kowalem i stolarzem aby móc samodzielnie naprawiać swój sprzęt, do tego trzeba uprawiać len (albo konopie włókniste) i mieć kołowrotek + krosna (albo umieć robić na drutach), bo przecież ubrania też trzeba mieć (no bo co, zrobisz zapas do końca życia? ubrania przy pracy w „samowystarczalnym” gospodarstwie zniszczą się znacznie szybciej niż podczas spacerów w parku :D) a to tylko trzy rzeczy: żywność, ubranie, wytwarzanie/naprawa podstawowych narzędzi. Długofalowo samowystarczalność nie działa, działa jedynie współpraca (która pociąga za sobą współzależność) – czym więcej współzależności w danej społeczności się stworzy, tym będzie ona bardziej zżyta i będzie działać efektywniej.

    • pawel21 pisze:

      2ha na osobę już nawet dalej nie czytałem bo pojęcie w temacie , wiesz ile przykładowo pszenicy można zebrać z 1/10 ha i ile ziemniaków z 1/10 ha odpowiem ,że rodzina miała by problem to przerobić

      • Piotr pisze:

        Wiem ile można zebrać z ha (wychowałem się na wsi w rodzinie żyjącej z rolnictwa), więc bzdur nie pisz, że z 1/10ha byłyby problemy przerobowe. Przykład dla zboża – średnio można zebrać około 2t ziarna z 1ha. Zakładamy oczywiście „apokalipsę”, czyli nie mamy nawozów sztucznych oraz mechanicznego zasiewu aby mieć plon rzędu 5-6t/ha. Nie mamy też paliwa czyli kosimy kosą, młócimy cepem itd. (a więc mamy znacznie większe straty niż przy zbiorze maszynowym). Z tego musimy wykarmić zwierzęta hodowlane (drób, świnie, wykarmić konia itd.), zostawić zboże na siew, mieć rezerwy na ewentualne straty (na przykład nieurodzaj, zniszczenia przez szkodniki itd.) więc z tych 2t zebranych mamy powiedzmy 500kg „na przejedzenie”, po zmieleniu mamy około 120kg otrąb (można wykorzystać do karmienia zwierząt) i 380kg mąki razowej, a więc około kilograma na osobę dziennie. Z całym szacunkiem, ale 1/10ha na osobę to duże niedoszacowanie (przy obecnej mechanizacji i nawożeniu to wystarcza, ale przy powrocie do „prymitywnych” metod uprawy to jest za mało).

    • Rafal M. pisze:

      Najtrudniej być samowystarczalnym pod względem żywieniowym, z resztą łatwiej można sobie poradzić (rzeczy trwałe, zapas części zamiennych itd.). W dawniejszych czasach sprzęt służył przez całe pokolenia.
      Przy zakupie trzeba patrzeć na niskie (a najlepiej zerowe) koszty posiadania, oraz trwałość i uniwersalność. Np. maczeta i butelka na wodę ze stali nierdzewnej nie generują kosztów, gdy są odłożone na półkę, nieużywane są praktycznie wieczne, a używane bardzo trwałe (o ile dobrej jakości).
      Z kolei konsola do gier może się popsuć po kilkunastu latach, wymaga pieniędzy na różne abonamenty i nie działa bez infrastruktury zewnętrznej.
      Samochód wymaga paliwa i części zamiennych. Z kolei rower nie jest dużo wolniejszy od samochodu, przejazd trwa zaledwie 3x dłużej, a poza oponami i łańcuchem jest niemal wieczny, wystarczy na dziesięciolecia.

      Jak się przemyśli sprawę, to ze sprzętem, wodą, prądem i ogrzewaniem nie ma większego problemu. Od biedy można nawet zbudować sobie ogniwo elektryczne Volty.
      Najtrudniejsza do osiągnięcia jest samowystarczalność pod względem żywności.

      Kwestia jest tego typu, że własną pracą na roli człowiek nie jest w stanie wyżywić siebie i swojej rodziny. Natomiast przy dużym polu i mechanizacji może wyżywić od kilkudziesięciu do ponad stu ludzi (w USA zaledwie populacji 0,7% pracuje w rolnictwie). Pomiędzy jest luka, albo za mało, albo o wiele za dużo, nie ma pośrednich rozwiązań.

      Może nieco pomogłaby hydroponika. W Internecie są informacje o tzw. pionowych uprawach.
      W przyszłości może powstaną drukarki 3D produkujące żywność, już są pierwsze prototypy.
      Więc samowystarczalność żywieniowa technicznie byłaby możliwa do osiągnięcia i wcześniej lub później to nastąpi. Na razie dla pojedynczej rodziny problem jest nielichy.

  5. Mirosław pisze:

    „2ha na osobę już nawet dalej nie czytałem bo pojęcie w temacie , wiesz ile przykładowo pszenicy można zebrać z 1/10 ha i ile ziemniaków z 1/10 ha odpowiem ,że rodzina miała by problem to przerobić”.

    Całkowita racja, bo skąd wziąć tyle butli?…

    A poważnie, to barter… Ziemniak, pszenica to towar, który będzie zawsze pożądany bardziej, niż złoto. W czasie wojny żydzi rzekomo dawali pierścionek czy inny fingiel za bochenek chleba. o był dobry układ, bo żydzi kradli, oszukiwali, a ludzie nabywali umiejętności. Ludzie później sprzedawali swoje umiejętności, a żydzi oddawali to to ukradli by przeżyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner