Scenariusz: ciemne chmury nad miastem

(Nie, nie chodzi o chemtraile.)

Cykl survivalowych scenariuszy wymyślilimy po to, by pokazać, jak różne oblicze mają trudne czasy, na które chcemy się przygotować. By dawać Wam pożywkę do analizowania różnych sytuacji, które mogą się każdemu z nas przydarzyć. Byście mogli dzielić się swoimi doświadczeniami i podpatrywać rozwiązania stosowane przez innych.

Wszystko po to, byście w razie czego byli bardziej przygotowani na to, co może nadejść. 

Założenia tego cyklu są takie, że:

  • my wymyślamy jakiś scenariusz,
  • a Wy opisujecie, jak postąpilibyście, gdyby taki scenariusz przydarzył się Wam, ze wszystkimi dodatkowymi ograniczeniami po Waszej stronie, starając się przedstawić możliwie dużo konkretów,
  • staracie się jednocześnie nie zmieniać tego scenariusza bardziej, niż jest to niezbędne,
  • odnosicie się tylko do tych przygotowań, które już poczyniliście, a nie do tych, które dopiero planujecie (tak, jakby ten scenariusz przydarzył się Wam jutro).

A dziś coś, co spędza zdrowy sen z powiek mieszkańców wielu polskich miejscowości o tej porze roku. I o czym od kilku czy kilkunastu dni trąbią polskie media.

Na przestrzeni ostatnich lat Twoja okolica jest szczególnie zanieczyszczona smogiem. Zimy stają się coraz trudniejsze do przeżycia. Ponieważ opał drożeje, ludzie palą byle czym, co niektórzy tankują swoje samochody zużytym olejem silnikowym, przez co w powietrzu jest coraz więcej substancji szkodliwych.

Badania wskazują, że ze względu na to zanieczyszczenie powietrza, każdej zimy przyjmujesz do organizmu tyle toksycznych składników, jakbyś przez cały rok palił nałogowo papierosy, paczkę dziennie. Przez to ryzyko zachorowania na raka płuc i inne tego typu choroby znacznie wzrasta. Ale wzrasta też liczba zachorowań na zwykłe infekcje górnych dróg oddechowych, grypy, zapalenia płuc, anginy. Skażenie powietrza drażni drogi oddechowe.

Niestety, będzie jeszcze gorzej. Prognozy wskazują, że przez najbliższe 2 tygodnie w Twojej miejscowości będzie jeszcze wyższy poziom zanieczyszczeń. Eksperci przytaczają przykład Wielkiego Smogu Londyńskiego z 1952 r., który przyczynił się bezpośrednio do smierci 4 000 osób w ciągu 5 dni i kolejnych 8 000 osób w ciągu 2 następujących po nim miesięcy. Należy spodziewać się takiego właśnie poziomu zanieczyszczenia powietrza.

Jakie działania podejmiesz, by zmniejszyć to ryzyko na przestrzeni tych 2 tygodni? Czy Twój dom ma instalację wentylacyjną z filtrem? Czy masz samochodzie filtr przeciwpyłkowy? Czy będziesz zakładać dzieciom maseczki przed wyjściem z domu?

Czy rozważysz wyprowadzkę na stałe z miejsca, w którym mieszkasz, by zmniejszyć wpływ środowiska na zdrowie Twoje i Twojej rodziny?

I jeszcze kilka słów komentarza.

Taka sytuacja może zdarzyć się w dowolnym momencie, choć oczywiście nie nastąpi od razu. W Krakowie od wielu lat stan powietrza jest tragiczny i nic nie wskazuje, by się to miało szybko i mocno na lepsze zmienić. A pogorszenie się warunków gospodarczych może doprowadzić do podobnego stanu każdą miejscowość w Polsce. Gdy ludzi przestanie być stać by płacić za gaz i dobrej jakości węgiel do ogrzewania, jakość powietrza się znacząco pogorszy.

Ale czy zanieczyszczenie powietrza i zwiększone przez to ryzyko chorób jest wystarczającym powodem, by się wyprowadzić? Ciekawi mnie Wasza opinia.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

15 komentarzy

  1. Bunkier pisze:

    U mnie w miejscu zamieszkania wieje tak, że łeb urywa. I nie ma dookoła nikogo, kto czymkolwiek pali. Choćbym chciał, smogu nie nagonię.

  2. Gregor pisze:

    Mieszkałem naście lat w Krakowie, to dla mnie nie jest hipotetyczny scenariusz :/
    Ja bym sprawdził zanieczyszczenie powietrza w Małopolsce i wyjechał choć na parę dni z dziećmi do jednej albo drugiej babci (do tej z czystszym powietrzem). Auto ma dobry filtr, a w domu mamy odkurzacz wodny dla alergików, więc można by go włączać co jakiś czas, żeby powietrze przeczyścić trochę.
    Na nawiewniki jakieś mokre szmaty można pokombinować.

  3. Wojtek pisze:

    Po co się przejmować czyms co noże mnie zabić za kilkadziesiąt lat?

    • Survivalista (admin) pisze:

      Czytałeś podlinkowany artykuł na blogu Krzyśka?

    • Gregor pisze:

      To nie jest kwestia tego, co może zabić za kilkadziesiąt lat. Kiedyś koledze spaliła się serwerownia i zaraz po wyjściu strażaków pomagałem mu ratować i uruchamiać sprzęt. Nawdychałem się tam czegoś, nie wiem czego. Ale od tamtej pory, regularnie w Krakowie kaszlałem od listopada do marca. Żadni lekarze nie pomagali, jedyną pomocą była wiosna albo wyprowadzka. Kaszlenie co 1-2 minutę przez kilka miesięcy nie jest fajne, uwierz.

  4. LosowyNick pisze:

    Na skrzyżowaniu obok mojej pracy jest miernik jakości powietrza. Dwa dni temu pokazał w internecie stan „hazardous” czyli niebezpieczny.

    Najlepszym rozwiązaniem są chyba maseczki przeciwpyłowe na twarz. Dobra maska powinna pomóc a przy okazji podniesie świadomość problemu wśród znajomych.

    Maski noszone na zewnątrz chronią też przed wieloma chorobami przenoszonymi drogą kropelkową. Teraz akurat mamy sezon.

  5. Rafał M. pisze:

    U mnie w mieście jest w miarę czyste powietrze, bo po „prywatyzacji” zostały same ruiny fabryk, a niektóre z nich zburzono i na ich miejsce pobudowano supermarkety.
    Jeździ trochę samochodów, nawet czasem coś się przykorkuje (szczególnie w piątek po południu), ale nie ma tragedii. Bez samochodu też da się żyć, komunikacja miejska sprawnie działa (autobusy od początków lat dziewięćdziesiątych jeżdżą na gazie ziemnym z gazociągu, nie na oleju napędowym). Na osiedlach jest wszystko i po podstawowe rzeczy nie trzeba nigdzie jeździć, do centrum miasta mam pół godziny piechotą i nawet nie opłaca mi się czekać na autobus.

    Ludzie w większości używają prywatnych samochodów raczej z lenistwa i dla szpanu, a nie z jakiś obiektywnych racjonalnych pobudek. Miasto było planowane za poprzedniego ustroju, kiedy samochód był rzadko spotykanym luksusem, więc nie jest zbytnio konieczny w codziennym życiu.

    Węglem raczej mało kto opala, wszyscy mają już centralne ogrzewanie z miasta, ewentualnie gdzieś w oddalonych domkach może być jakieś ogrzewanie gazem.

    Podwyżka cen ogrzewania jest jak najbardziej realnym scenariuszem, zwłaszcza że miasto ma niemal monopol. Więc mogą podkręcić ceny lub sprywatyzować spółkę ciepłowniczą.
    Ciepło pochodzi z elektrociepłowni, więc jest w pewnym sensie odpadem po produkcji prądu. Ale jak podniosą ceny powyżej możliwości płacenia im, to trzeba będzie kombinować, choć nie bardzo jest jak. Elektryczne ogrzewanie wyjdzie jeszcze drożej. I tutaj faktycznie jest słaby punkt, na który niewiele można poradzić.
    W przypadku braku prądu można byłoby wystawić jakiś ogniwo słoneczne na balkon lub dach, z ciepłem jest dużo gorzej.

    Co do zanieczyszczenia, mało prawdopodobne, by powstało lokalnie, musiałoby je skądś przywiać. Budynek nie ma żadnego systemu oczyszczania powietrza i nie za bardzo można taki zainstalować, bo projekt przewidywał wentylację poprzez powierzchnię okien i wylot rurą w łazience.

    Trzeba by kombinować, np. nawiercić otwór w ścianie, przeciągnąć rurę, zamontować na niej filtr i wentylator wciągający do środka powietrze (a przy okazji utrzymujący niewielkie nadciśnienie w mieszkaniu). Innej opcji na permanentne zanieczyszczenie powietrza raczej nie ma.

  6. Fomalhaut pisze:

    W kwestii formalnej – w pierwszym zdaniu jest błąd: „wymyślilimy” – chyba miało być „wymyśliliśmy”.
    Co do tematu. Właśnie dziś „przypadkiem” gadałem z panem od kotłów CO. Powiedział ,że to tylko kwestia czasu (!) kiedy „zmuszą” ludzi do instalacji kotłów na gaz wszędzie tam gdzie jest instalacja gazowa na osiedlu. Wierzę mu, że tak będzie bo niby czemu tolerować ludzi którzy palą szmatami lub śmieciami by oszczędzać kasę. W sporym stopniu to my Polacy jesteśmy sobie sami winni – smog to konsekwencja wielu złych decyzji wielu ludzi.
    Ale wracając do meritum. Przy zagrożeniu stałym ,ale nie krytycznym raczej podjął bym decyzje o zmianie miejsca zamieszkania – zależnie od możliwości logistycznych i finansowych. Tu też trzeba uważać by nie wdepnąć w „inne gówno” np. wesołe sąsiedztwo lub „tereny zalewowe” ale tak już po prostu jest. W sytuacji ostrego kryzysu to oczywiście mam maski przeciwpyłowe dla domowników. nawet mam jedną maskę pgaz pełną nową i nowym filtrem gdyby ktoś musiał wyjść „na dwór” (pewnie oddelegują mnie). Planuje zakup jeszcze kilku dla reszty bliższej i dalszej rodziny. Prawdę powiedziawszy moje miasto przeżyło tego lata sytuacje takiego zagrożenia -i choć rozeszło się po kościach dla niektórych miejsc mogło być naprawdę nieciekawie. Moja rodzina ograniczyła się do nie wychodzenia z domu – choć nie do wszystkich dotarła należycie powaga sytuacji. Pewnym ratunkiem w skrajnych sytuacjach było by – ale to tylko moja opinia – zamknięcie się w łazience , zatkanie kratki „skarpetą w węglem drzewnym” , założenie maski pgaz najlepiej pełno twarzowej. następnie odkręcamy prysznic

    Zmieniłem też filtr przeciw pyłkowy w aucie bo stary miał pewnie 7 lat i był dobrą wylęgarnią dla grzybów i pleśni.

    • Fomalhaut pisze:

      Właśnie stuknąłem klawiaturą o stolik i wysłałem nieskończony komentarz…. od zdania „odkręcamy prysznic” miało być dalej … po to by wytworzyć mgłę wodną w łazience która oczyszcza namw jakimś stopniu powietrze. Zanieczyszczenia łączą się w wodą i spływają do kanału. My oczywiście nie wchodzimy pod wodę bo zamoczymy filtr w masce pgaz. Tak czy inaczej warto mieć szczelne okna i uszczelkę w drzwiach wejściowych by móc choć w teorii kontrolować dostęp powietrza do mieszkania. W oknach skrzynkowych starego typu i przy drzwiach ze szczeliną „na dwa palce” trzeba będzie w razie „co” zacząć od kładzenia mokrych szmat pod drzwi o oblepiania „scotem” krawędzi okien. Warto wiedzieć choćby szacunkowo na ile czasu naszej rodzinie wystarczy powietrza w domu w razie gdybyśmy się odcięli od świata. I oczywiście włączam telewizornię by słuchać propagandy pogodowej.

    • Rafał M. pisze:

      Kratka w łazience WYCIĄGA powietrze z pomieszczenia. Więc lepiej jej nie zatykać żadnymi skarpetami i filtrami, zresztą to kompletnie nic nie da.

      W tego typu wentylacji źródłem „świeżego” powietrza są nieszczelności w oknach, przepisy zakazują montażu takich otworów wentylacyjnych w innych pomieszczeniach niż kuchnia i łazienka. Wyjątkiem są budynki z centralną klimatyzacją i wymuszonym obiegiem, rozprowadzającą powietrze specjalnymi przewodami wentylacyjnymi. Ale te są głównie w biurach.

      • Fomalhaut pisze:

        Masz w teorii rację co do kratki. W praktyce jednak – przynajmniej w moim przypadku ,ale pewnie i u wielu innych osób – wygląda to zupełnie inaczej. Gdy okna są szczelne – jak to nowe plastiki i drzwi też – powietrze nie bardzo ma się którędy dostać do mieszkania. W realu wchodzi więc pionami od CWU i elektrycznym, przez szczeliny itp. nie mam nad tym jak zapanować w przypadku gdym chciał „się odgrodzić” od powietrza za oknem. Same piony wentylacyjne w wyniku tajemniczych działań sąsiadów i ich remontów (pewnie mają niekontrolowane połączenia nie wiadomo z czym) potrafią po prostu NAWIEWAĆ zimne powietrze w zimie do domu. Jak powiedziałeś piony wentylacyjne są dwa w kuchni i łazience. Jednak jeden potrafi działać jako ssący drugi jako nawiewowy… niestety.
        Myślę ,że należy dobrze sprawdzić jak to działa w każdym konkretnym przypadku.
        Co do instalacji oczyszczających powietrze w pomieszczeniu na zasadzie wewnętrznego namiotu plus filtr – owszem istnieją takie cuda… Cuda to one czynią dla kieszeni sprzedających bo za ich ceny mogę kupić 20 nowych masek pgaz i skrzynkę filtrów które to przydadzą się mi się nawet w sytuacji konieczności ewakuacji. Zresztą by działały takie namioty trzeba mieć energię elektryczną a to już nie jest pewne jak by co…

        • ja pisze:

          Też miałem problem z odwrotnie działającą wentylacją w mieszkaniu w bloku, czułem zapachy z kuchni i łazienek sąsiadów. Złożyłem odpowiednie pisma do spółdzielni, przyszedł do mnie kominiarz, podkuł przewody wentylacyjne a na ich końcu, tzn. na kominie na dachu zainstalował turbowenty. To takie sprytne kule, które kręcą się poruszane wiatrem (a więc niezależnie od prądu!) jednocześnie zwiększając ciąg kominowy. Przestałem czuć zapachy od sąsiadów, wentylacja działa prawidłowo, wysysa „zużyte” powietrze z domu. Tym samym podwyższyłem sobie komfort życia, a jednocześnie w razie „W” nie najdzie mi do mieszkania dymu gdy u sąsiadów poniżej będzie pożar. Ponadto planuję zamontować na kratkach wentylacyjnych wiatraki, aby w razie potrzeby móc je włączyć i wyssać z mojego mieszkania dym, wilgoć, zapach spalenizny czy tam inne szkodliwe lub nieprzyjemne „smrody”. W kiblu już takie coś mam i się sprawdza.

          A co do scenariusza: Gdybym mieszkał w okolicy, która szkodzi zdrowiu to próbowałbym się przeprowadzić już wcześniej a stare mieszkanie wynająć studentom. Byliby chętni bo mieszkam w dzielnicy uniwersyteckiej. Albo jakoś przeczekał, bo ostatnio podpisano tzw. ustawę antysmogową, co otwiera samorządom drogę do wprowadzania zakazów palenia węglem w piecach. No ale gdyby z jakiś przyczyn NAGLE wystąpił taki smog jak w Londynie w 52′ to zamykam okna i drzwi, do wentylacji otwierając tylko jedno okno w które wkładam styropianową płytę z dziurą i podłączonym wentylatorem. Od płyty rura do filtra wodnego, który po prostu sobie zrobię z wiader, butelek i rurek, które mam w domu.

  7. Rafał M. pisze:

    Przypomniałem sobie, że istnieją domowe filtry powietrza. Takie stawiane na półce. Występują w 2 odmianach:

    1) Filtr mechaniczny. Ma wymienny wkład węglowy, wentylator przetłaczający powietrze i jonizator na wyjściu.
    Zaletą jest możliwość wyłączenia jonizatora, wadą konieczność zakupu i wymiany filtrów. Ale można pokombinować i samodzielnie wykonać tańszy filtr, z węglowego wkładu filtrującego do okapów kuchenek (do kupienia w każdym elektromarkecie).

    2) Filtr elektrostatyczny. Potrafi być nawet skuteczniejszy niż węglowy i w środku nie ma żadnych części ruchomych. W budowie, to są tam blaszki ze stali nierdzewnej, podłączane do minusa pod wysokim napięciem, oraz przed nimi drut podłączany do plusa pod wysokim napięciem.
    Na drucie powietrze jest ładowane dodatnio i przyciągane przez ujemne blaszki. Wszelkie zanieczyszczenia osiadają na blaszkach (trzeba je wyjąć i umyć co jakiś czas).

  8. Glowa pisze:

    Chodzę w masce przeciwsmogowej, bo posiadam jedną. a dziewczynę wysyłam do domu 50 km od Wrocławia na wioskę, albo siedzi w domu i pachnie :v

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner