Scenariusz: mieszkanie spustoszone

Survivalowe scenariusze zaczęliśmy tu publikować w piątki po to, by pokazać, że znacznie bardziej prawdopodobne są kryzysy i katastrofy w skali jednej rodziny czy domu, niż apokalipsa zombie albo brak prądu na terenie całej Polski czy Europy.

Waszym zadaniem jest opisać w komentarzach, jak byście postąpili w takiej sytuacji. Bierzcie tylko pod uwagę te zakupy, które już zrobiliście i te procedury, które już wdrożyliście.

Dzisiejszy scenariusz jest dość wrażliwy i z tego względu radzimy rozważyć publikację komentarza pod pseudonimem, ze zmyślonym adresem e-mail, żeby sobie nie zaszkodzić. 🙂

A scenariusz wygląda tak:

W czasie Twojego wyjazdu na wakacje, Twoje mieszkanie zostało splądrowane. Dosłownie. Skradziono z niego wszystko, co tylko dało się wynieść, co tylko nie było zamocowane w solidny sposób do podłogi lub ścian.

Ot, po prostu przyjechało kilku panów (skradzionym) samochodem dostawczym oklejonym reklamą firmy przeprowadzkowej, w ubraniach roboczych i przez cały dzień spokojnie, nie wadząc nikomu, wysprzątali Twoje mieszkanie do czysta.

Nie zostało w nim nic, poza sedesem i umywalką. Mieli ze sobą nawet wykrywacz metali i byli w stanie znaleźć ukryte pod tynkiem skrytki ze złotem…

Czy razem z meblami, ubraniami i pamiątkami straciłeś też cały swój majątek? Czy jesteś w stanie odzyskać choć część dokumentacji ubezpieczeniowej, by móc uzyskać jakieś odszkodowanie?

Czy Twoje mieszkanie jest dostatecznie dobrze zabezpieczone? Czy ktoś się nim pod Twoją nieobecność opiekuje? Czy będąc w podróży wrzucasz co chwilę informacje o tym, że jesteś za granicą, co daje złodziejom świadomość, że nikt im w pracy przeszkadzać nie będzie?

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

14 komentarzy

  1. Mike pisze:

    Siadam i płaczę. Polisa jest w necie tak samo jak dokumenty, karty kredytowe i kluczyki do auta mam na szczęście ze sobą. W aucie jest trochę ubrań i śpiwór.

  2. marabut pisze:

    Bardzo ciekawy , choć trochę przerażający scenariusz. Mam małą uwagę , otóż : ” Czy jesteś w stanie odzyskać choć część dokumentacji ubezpieczeniowej, by móc uzyskać jakieś odszkodowanie?” – firmy ubezpieczeniowe nie potrzebują naszej dokumentacji, przecież zwracają się do nich ludzie którzy stracili dosłownie wszystko w wyniku np pożaru, wydaje mi się że wystarczy tylko udowodnić swoją tożsamość by skutecznie złożyć wniosek o odszkodowanie. ten punkt scenariusza powinien być zatem najłatwiejszy. Pozdrawiam!

    • Survivalista (admin) pisze:

      Historia zna przypadki nie do końca uczciwych brokerów ubezpieczeniowych, którzy albo zatrzymywali składki wpłacane przez klientów, albo zaniżali je, oferując klientowi inny wariant ubezpieczenia niż ten, który faktycznie pojawiał się w umowie z towarzystwem ubezpieczeniowym (zatrzymując część składki dla siebie). W takim przypadku brak jakiegokolwiek dokumentu po Twojej stronie może być źródłem dodatkowych problemów. Stąd nasze pytanie, czy masz kopię tego typu dokumentacji poza domem. 🙂

      • nikt pisze:

        a czy nie lepiej pogadać o tym jak zabezpieczyć dom czy mieszkanie przed „gośćmi”. o tym że lepiej dołożyć dodatkowe zabezpieczenia na okna i balkon. złodziej otwiera standardowe okna w 30s. kupują lub „prywatyzują” je i uczą się słabych punktów. kiedyś była jakaś publikacja na te tematy. sposoby zabezpieczeń są ważniejsze niż wydumany na siłę scenariusz. a sposoby postępowania po kradzieży wyszły by w „praniu”…

  3. Rafi pisze:

    Składasz zawiadomienie o przestępstwie na Policji, w takich przypadkach przyjeżdża tzw. „grupa” (grupa dochodzeniowo-śledcza) z Twojej Komendy Rejonowej, technik i dwóch policjantów jeden Cię przesłucha, wypyta o wszystko drugi pomaga technikowi, pisze oględziny mieszkania potem lata po sąsiadach i coś próbuje ustalić+ kombinuje gdzie tu kamery w pobliżu są banków, placów zabaw, ogólnie kmini temat by przekazać go policjantom zajmującym się sprawami niejawnie czyli operacyjnie, etc.
    Po czynnościach policja wystawia Ci poświadczenie że zgłosiłeś włamanie do mieszkania, na tej podstawie tzn. na podstawie tego dokumentu odtwarzasz swoje dokumenty, zgłaszasz się do ubezpieczyciela itp. Ubezpieczyciel swoja drogą zgłosi się do policjanta prowadzącego Twoją sprawę i ustali co i jak było, co zgłosiłeś a co zostało uszkodzone itp. Zawsze możesz być dosłuchany na okoliczność nowych spostrzeżeń i ustaleń własnych, poza tym policjant z grupy da Ci pouczenie o twoich uprawnieniach i obowiązkach jako osoby poszkodowanej- warto w spokoju po wszystkim to przeczytać.
    To tak w wielkim skrócie.
    Najważniejsze to się ubezpieczyć- zawsze to jesteśmy mniej w plecy na kasie.

  4. Rafał M. pisze:

    Tak to już jest, że im ktoś ma więcej, tym bardziej się boi utraty. Szkopuł tylko w tym, że większość z tych rzeczy nie jest potrzebna, bo nie używa ich się na co dzień, niektórych nawet przez całe lata, lub nigdy od chwili zakupu.

    Kiedyś ludzie mieli mnóstwo sprzętu, m.in. magnetowid, odtwarzacz DVD (teraz telewizory odtwarzają pliki cyfrowe i z Internetu), walkmana, przenośną konsolę do gier, przenośny radioodbiornik, kamerę wideo, aparat fotograficzny (teraz to wszystko nosi się przy sobie w postaci smartfona). Współcześnie ilość tego sprzętu znacznie zmalała.
    Natomiast ubrania, to nie wiem komu byłyby potrzebne, chyba żeby złodziej sam chciał się w nie ubrać, bo używanych ciuchów raczej nie sprzeda, na mieście jest mnóstwo ciucholandów. Chyba że ktoś ma jakieś garnitury i damskie torebki bardzo drogich marek, nieproporcjonalnie drogich do ich faktycznych kosztów wytwarzania (często w Chinach).
    W domach bywają książki, choć coraz częściej są wypierane przez wersje elektroniczne, ale książki ciężko sprzedać, może w antykwariacie po 2…5zł sztuka. Filmy na DVD i muzykę na CD też niełatwo sprzedać, może niektóre antykwariaty wezmą po 2zł sztuka, u mnie w mieście likwidowały się wypożyczalnie i miały poważny problem ze sprzedażą zbiorów, nawet za symboliczne kwoty. Ale znowu, multimedia coraz częściej są w formie elektronicznej.
    I co jeszcze złodziejowi mogłoby się przydać?

    Złodzieje w typowych mieszkaniach szukają tego, co jest drogie i łatwo sprzedać: sprzęt elektroniczny, biżuteria ze złota, gotówka, jakieś wyroby ze skóry, może drogi zegarek luksusowej marki. Ze sklepów kradną też drogie kosmetyki.

    Jedyna rada, to nie kupować impulsywnie, dobrze przemyśleć co tak naprawdę jest potrzebne i jak zminimalizować ilość rzeczy (np. telewizor może mieć wbudowany tuner satelitarny i odejdzie pudełko, a ostatnia popularność smartfonów niemal wycięła z rynku mnóstwo innych gadżetów). Później łatwo to odtworzyć.
    Nie tylko ze względu na kradzieże, to jest wygodne w codziennym życiu (mniej sprzątania, mniej kabli, mniejsze rachunki za prąd, większe poczucie swobody). Przecież mieniu zagrażają nie tylko ludzie, ale i siły przyrody: pożary, powodzie, trzęsienia ziemi, katastrofy budowlane itd.
    Na szczęście nowoczesna technika ułatwia takie minimalizowanie bez pogarszania standardu życia.

    • Piotr pisze:

      Wbrew pozorom jest co ukraść, zwłaszcza w nowoczesnych domach. Złodzieje (Ci od „przeprowadzek”) kradną takie rzeczy jak telewizory, pralki, kuchenki mikrofalowe, lodówki, meble i co tam kto ma, a że nie opłaca im się robić „sortowania” na miejscu kradzieży, to biorą wszystko jak leci. Nie ważne, że za używaną pralkę czy lodówkę w dobrym stanie wezmą połowę tego, co za nową, wyniosą ją w 5 minut, a 500PLN za 5 minut roboty to całkiem niezła stawka, a w razie czego nie idą siedzieć jak za miliony, tylko dostają coś w zawiasach (no i Policja się nie „spina” tak jak przy kradzieżach dużych sum, więc jest w ogóle mniejsza szansa na to, że w ogóle zostaną złapani).

      Mojej znajomej tak złodzieje wyczyścili mieszkanie, na szczęście nie to w którym mieszkała, ale to, w które miała na wynajem (a więc nie zginęły dokumenty, kasa itp.) – ukradli wszystko łącznie z żyrandolami, kaloryferami, zlewem, kranami i muszlą klozetową, po prostu wszystko co się dało. Wpadli bo część kradzionego sprzętu wystawili na Allegro.

      Oczywiście zgadzam się co do tego, że bez jedwabnych firanek w oknie, plazmy na pół ściany, reprodukcji Chełmońskiego na ścianie i 50 par butów da się normalnie żyć, ale to już zupełnie inna sprawa (pomijam już fakt, że dla młodego pokolenia „życie na kredyt” jest czymś normalnym i nie widzą niczego złego w zadłużaniu się tylko po to, aby „mieć rzeczy” typu nowy samochód czy duże mieszkanie).

      • midway pisze:

        Ale tego nie rozumiem, po co komuś używana muszla klozetowa. W jaki sposób to można spieniężyć?

        • Piotr pisze:

          Normalnie można sprzedać jak wszystko inne, kupcy na rzeczy używane czy przecenione zawsze się znajdą (a muszla praktycznie się nie zużywa, czy jest nowa czy dwuletnia – nie ma różnicy).

          • Rafał M. pisze:

            Ojoj, a mi nie udało się sprzedać nieużywanych wentylatorków do komputera, za 7zł sztuka 🙁

            Ale zwracam uwagę na pewien paradoks. Otóż ludzie często kupują pod wpływem impulsu, mają dużo zupełnie niepotrzebnych i nieużywanych rzeczy. Boją się, że ktoś im to może ukraść, a jednocześnie sami pozbywają się rzeczy po kilku latach od zakupu bo im się znudziły i kupują kolejne.

  5. papcio pisze:

    Scenariusz mało prawdopodobny. Jest alarm, ochrona i sąsiedzi dookoła. Jestem ubezpieczony od kradzieży co prawda niewiele chyba 10k ale zawsze, mam kopie polis poza domem a nawet foty w telefonie. Poza tym nie lubię wyjeżdżać wiec szansa że mnie tydzień nie bezie marne:)

  6. GNOM pisze:

    Witam po dłuższej przerwie.
    papcio- scenariusz jest jak najbardziej prawdopodobny.
    Kilka lat wstecz w Zabrzu małżeństwo pojechało rano do pracy, pół godziny później pod blok podjechał samochód „przeprowadzkowy”. Panowie weszli do bloku przy pomocy kluczy, otworzyli drzwi do mieszkania- przy pomocy kluczy i zaczęli wynosić sprzęty. Na pytanie sąsiadki co robią odparli: „a co nie wiecie że Państwo .xxx. dom pod miastem kupili i się przeprowadzają”. Aby panowie od przeprowadzek niczego nie potłukli i nie połamali sąsiadki pomagały im owijać kryształy, zastawę i kwiaty gazetami. Panowie podziękowali i pojechali. Małżeństwo po powrocie z pracy zostało zasypane od sąsiadów już przed blokiem inwektywami że tak po cichu chcieli się wyprowadzić i że to nie fajnie tym bardziej że tak długo tu mieszkają i się znają. Jeszcze nie fajniej było gdy okradzeni Państwo wezwali Policje w związku z kradzieżą dobytku a ta znalazła na futrynach i klamkach odciski palców sąsiadek 🙂

  7. TheArturro pisze:

    Sprawa jest kiepska, ale nie tragiczna.

    Mieszkam z rodzicami, i to oni zajmują się ubezpieczeniami itd. Nie mam do tego dostępu więc nie wiem czy są kopie. Dlatego też ten aspekt pominę.

    Ani ja, ani rodzice nie trzymamy znacznej ilości gotówki ani kosztowności w domu. Sporą część pieniędzy posiadamy w banku (tutaj dodam – w różnych bankach), a większość gotówki nosimy przy sobie. Również kosztowności (biżuteria, zegarki), których mamy niewiele, praktycznie nigdy nie zostają w domu gdy opuszczamy go na dłużej niż kilka godzin. Osobiście straciłbym kilka własnoręcznie robionych bransoletek z paracordu – kwestia kilkudziesięciu złotych.

    Jeśli byłem na wakacjach to znaczy, że znaczną większość swojego sprzętu elektronicznego
    (najwięcej warte rzeczy jakie posiadam) miałem przy sobie (tzn. laptopa, smartfon, słuchawki, głośnik bezprzewodowy, powerbank, kable, ładowarki itd.). Straciłbym natomiast komputer stacjonarny (+monitor+głośniki itd.), co mimo iż bolesne z finansowego punktu widzenia nie pogorszyłoby znacznie mojego standardu życia – dalej mam laptopa, którego miałem ze sobą.

    Jeśli chodzi o sprzęt survivalowo-militarny, również większość rzeczy miałbym ze sobą na wakacjach. Straciłbym może 1/5 posiadanego ekwipunku. (Ponownie zaleta faktu, że posiadam mało).

    Meble… niestety (bądź stety w tej sytuacji) posiadam bardzo tanie meble. Kupno nowych nie byłoby dużym problemem.

    Ze strat już mniej bolesnych finansowo a sentymentalnie, na pewno zasmuciłby mnie fakt utraty kolekcji modeli, które sam sklejałem i malowałem, natomiast na to nie mogę nic poradzić ani przygotować się na to.

    Podsumowując:
    Moje odczuwalne straty (tylko moje, nie rodziców) ograniczyłyby się do:
    – komputera, monitora itd. (tu już troszkę czasu trzeba aby uzbierać pieniądze na nowy zestaw)
    – Tanich mebli, których zastąpienie byłoby kwestią ledwie kilku dni
    – Rzeczy sentymentalnych tzn. modeli, pamiątek i kolekcji

    Straty całej rodziny byłyby już większe:
    – Wszystkie meble (większość i tak tania, ale sama ilość przesądza o pewnej wartości finansowej)
    – Mój + mamy komputer stacjonarny (komputer mamy nie jest wiele wart, ale będzie ciężko bez posiadania dwóch komputerów w domu, ponieważ zarówno praca mamy jak i moja edukacja wymaga spędzania dużo czasu przed komputerem)
    – Różne dokumenty (głównie kwestia czasu aby zgłosić się w odpowiednie miejsca aby odzyskać)
    – Rzeczy których utrata byłaby bolesna dla rodziców, a ja nie zdaję sobie z tego sprawy

    Sytuacja kiepska, ale nie tragiczna.
    Pozdrawiam
    Arturro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner