Scenariusz: zamieszki

Dziś piątek, więc pora na survivalowy scenariusz. Ma Wam pomóc w znalezieniu słabych stron Waszych przygotowań na trudne czasy, tak pod kątem sprzętu i zapasów, jak pod kątem procedur i odpowiednich umiejętności.

Zasady tego cyklu są takie:

  • my wymyślamy scenariusz,
  • Wy w komentarzach piszecie, w jaki sposób byście postąpili w takiej sytuacji,
  • uwzględniacie tylko te przygotowania, które poczyniliście do tej pory,
  • scenariusza nie zmieniacie, chyba, że to niezbędne,
  • a jeśli czegoś w nim nie zaznaczyliśmy wprost, to znaczy, że pod tym względem wszystko jest tak, jak zawsze (np. jeśli nie napiszemy, że nie ma wody w kranach, to znaczy, że można z niej korzystać, jak zwykle).

Pomysł na dzisiejszy scenariusz podrzucił Czytelnik, piotrm1975.

W Twojej okolicy wybuchają zamieszki. Zaczęło się od jakiegoś protestu czy strajku, przyczyna była zupełnie prozaiczna. Ot, ktoś zablokował drogę, bo chciał wymóc na władzach budowę obwodnicy, czy tam dopłacanie do jakiegoś zakładu przemysłowego, który miał być zamknięty.

Ale wystarczył jakiś błąd ze strony państwowych służb, użycie zbyt dużej ilości niepotrzebnej przemocy, by względnie pokojowy protest zamienił się w regularną wojnę z policją.

Wyobraź sobie coroczny marsz niepodległości, walki z kibolami, albo protesty górników i przenieś to (w odpowiedniej skali) do swojej okolicy.

A problem polega na tym, że Ty w normalnych okolicznościach przez obszar objęty zamieszkami musisz przejechać czy przejść — do pracy, żeby odprowadzić dziecko do przedszkola, do sklepu, albo żeby odwiedzić schorowanych rodziców i nagotować im obiadu na tydzień.

Co robisz?

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

21 komentarzy

  1. Domi pisze:

    Najpierw oceniam stopień zagrożenia. Jeśli zamieszki ograniczają się do obszaru głównych ulic i koncentrują na walce „my i oni” czyli protestujący kontra przedstawiciele służb porządkowych – omijamy szerokim łukiem na trasie do szkoły i do pracy, tak jak w zwyczaju mamy omijanie szerokim łukiem wszelkich manifestacji i marszy w Warszawie – najczęściej bowiem, co już wynika z moich osobistych doświadczeń – protestującym jednak nie przychodzi do głowy by atakowac kobiety z dziećmi… Zbieram zapasy, sprawdzam przy okazji ewentaulne możliwości ewakuacji. Jesli atmosfera się zagęści i wymknie spod kontroli decyduję się albo na zostanie w domu z dziećmi i przeczekanie… albo na dokładne zabezpieczenie mieszkania i wyjazd w bardziej bezpieczną okolicę ZANIM sytuacja dojdzie do takiego stanu, że nie będzie to możliwe.

  2. Shott pisze:

    Takie imprezy zazwyczaj są w dzień wolny, więc nie wychodzę z domu bez potrzeby, zapas jedzenia jest na spokojny tydzień bez wychodzenia z domu.
    Jeśli jednak miałbym wyjść , znam okolicę na tyle by minąć zamieszki nawet nadrabiając trochę km.
    W razie gdyby konieczne było przejście przez rejon zamieszek ( lepiej nie używać pojazdów, na szczęście mieszkam w małej mieścinie) Biorę kask kamizelkę odblaskową żeby przypadkiem nie dostać kuli od policji i boczkiem boczkiem… Bywam często na takich akcjach więc to nie jest jakieś mocno stresujące
    Pozdrawiam.

  3. Bunkier pisze:

    Mieszkam w centrum, więc muszę ochronic samochód. Prawdopodobnie wstawiam na zamknięte podwórko u znajomych. Staram się siedziec w domu na ile się da…

  4. LosowyNick pisze:

    Z mojego miejsca zamieszkania znam wszystkie drogi, którymi mogę się wydostać. Albo przez centrum miasta, albo przez przedmieścia albo przez pobliskie tory, działki i chaszcze ścieżką prowadzącą do sąsiedniej dzielnicy. W piwnicy mam rower wigry 2, który utrzymuję w sprawności. Koszt niewielki ale mogę się nim przedostać gdzie chcę.

    Osobna sprawa, że zapasy w domu pozwalają mi przeżyć kilka-kilkanaście dni bez wychodzenia. Jak nie trzeba wyłazić lepiej zostać w domu.

  5. B. pisze:

    Dzwonię na policję lub do straży miejskiej, prosząc o wytyczne. Mówię, że mam taką a taką sytuację. Pytam się ich co mam zrobić. Wiadomość mam prosto z pierwszej ręki. Nie muszę się domyślać…
    Jeżeli są zamieszki, to wcześniej czy później będzię więcej policji. Jeżeli mam chorych rodziców proszę jej sąsiada aby pomógl na te 2 ,3 dni. Jeżeli mam dziecko zawieźć do przedkoszla – to tego nie robię. Biorę ze sobą lub zostaję z nim w domu.

    • djans pisze:

      „Dzwonię na policję lub do straży miejskiej, prosząc o wytyczne. Mówię, że mam taką a taką sytuację. Pytam się ich co mam zrobić. Wiadomość mam prosto z pierwszej ręki. Nie muszę się domyślać…”

      Urocze 🙂
      Im bardziej poważny kryzys, tym trudniej się gdziekolwiek dodzwonić, a w razie dynamicznego rozwoju wypadków trudno też liczyć na aktualne i przydatne dane „z pierwszej ręki”. No, chyba, że faktycznie rozpatrywany scenariusz zamieszek, to parudziesięciu górników na jednym skrzyżowaniu, a my dzwonimy po to, żeby się upewnić na którym.

      • B. pisze:

        Taki telefon na policję lub straż miejską nie kosztuje dużo, a zawsze można uzyskać więcej informacji. Jeżeli się nie dodzwonisz to znaczy, że bardzo dużo osób dzwoni w tej sprawie. Jeżeli się dodzwonić i ktoś mówi, że wszystko jest pod ich kontrolą i mówi spokojnym głosem to też coś możesz z tego wywnioskować a przy okazji zadać kolejne pytanie. Pytanie może być podchwytliwe, niekonieczne zgadzające się z rzeczywistością ale poprzez to można też sprawdzić czy dana osoba mówi prawdę czynie. Pamiętaj, że informacja zawsze jest w cenie. Tutaj nie chodzi o to, kto jest mądrzejszy tylko o pewne nasze zachowania w trakcie trudnych sytuacji oraz inteligentne i „sprytne” rozwiązania jak wyjść z opresji.
        Oczywiście uważam, że Twój opis jest świetny ale też chciałem coś dodać bo to w sumie miejsce na dyskusję 🙂
        Pozdrawiam.

  6. djans pisze:

    Strasznie słabo zarysowany ten scenariusz. Takie „zamieszki”, jak przy blokadzie drogi, górniczych protestach, czy kibolskich bijatykach, to maksymalnie kilkudziesięciu aktywnych-agresywnych, kilka godzin i niewielki obszar. Trzeba się naprawdę mocno postarać, żeby w tym krótkim przedziale czasu musieć przemieszczać się akurat przez to konkretne, opanowane przez rozróbę skrzyżowanie, czy plac.

    W praktyce można spokojnie i bezpiecznie obejść taki gorący rejon, który zresztą i tak pewnie byłby izolowany przez policję.

  7. Łukasz pisze:

    W razie jakiejś patatajni na mieście przede wszystkim nie lezę tam, gdzie jest najgoręcej – a zwykle są to rejony izolowane – np. Śródmieście centralne przy 11.11. Gdyby zamieszki ogarnęły całe miasto – co IMHO jest mało prawdopodobne (za dużo policji, za słaba organizacja i koordynacja wichrzycieli) – cóż, fortyfikuję dom (okna!), biorę urlop z pracy – i czekam. Mam racje żywnościowe i podstawowy zapas leków oraz trochę środków do samoobrony – można pobawić się w oblężenie Głogowa 😉
    PS. proponuję notkę o sposobie odpierania ataku na mieszkanie – wzmocnienia drzwi z wykonaniem zrzutni petard / otworu do wylewania chemikaliów (amoniak!), zabezpieczenia okien przed wybiciem, sposoby na powstrzymanie hord „zombie” idących na naszą siedzibę 🙂

    • B. pisze:

      A co będzie jak podpala Ci mieszkanie?…

      • Mam parę gaśnic, zresztą od tego jest zabezpieczenie okien 🙂 Generalnie lepiej pilnować dobytku i np. zorganizować się z sąsiadami (jak mają jaja i siły), niż opuszczać dobytek i potem wracać na gruzy.

        • djans pisze:

          „Generalnie lepiej pilnować dobytku i np. zorganizować się z sąsiadami (jak mają jaja i siły)”

          Prawda, ale „pierwsze primo”, to sprawić, żeby ten dobytek nie rzucał się w oczy jako oczywisty łup. Rzecz druga, to właśnie owi sąsiedzi, zdeterminowani i zorganizowani nie gorzej, od ewentualnych obrońców.

  8. B. pisze:

    A to już lepiej ;), tego nie napisałeś 😉

    • W oknach można zawiesić mokre koce – na karniszu i z obciążnikami, które utrzymują koc po zewnętrznej stronie okna (wiadomo, lepiej latem niż zimą). Jak ktoś ma podwójne okna (starego typu), może okupacyjną metodą włożyć poduszki / małe materace między jedno okno a drugie – uchroni to je od wybicia przez podmuch eksplozji.
      Inna sprawa, czy poza rzucaniem różnymi przedmiotami motłoch będzie skłonny do szturmu – a jeśli juz, to którą drogą – przez okna czy od klatki. Jeśli nie odetną mediów – a nie przewidujemy rozkładu państwa, tylko parodniowe rozruchy – można zagotować parę garów wrzątku (na gazie, grzałkami itp.) i zrobić szturmującym „gorący kubek” 😉
      Atak od strony klatki można odeprzeć, wytryskując przez mały otwór w drzwiach trochę amoniaku albo mieszankę płynu hamulcowego i wybielacza – też robi ładny gaz 🙂

      • Shott pisze:

        Dokładnie 🙂 A takim otworem jest wizjer , warto sprawdzić czy jest wykręcany od środka

      • B. pisze:

        Albo odwiedzić wszystkich sąsiadów i posprawdzać kto ma jakiego pieska. Jeżeli coś będzie nie tak. Od razu wszystkie psy na balkony, szczekanie wszystkich piesków niekoniecznie na intruzów (nawet na siebie samych) robi wrażenie.
        Polecam rolety zewnętrzne. Mogą być te najtańsze. Przynajmniej na parterze.

  9. romea pisze:

    Witam wszystkich. Co roku walczę na Marszu Niepodległości, czasem na meczach i po itp. Dzięki agresywnej i zdecydowanej postawie ciesze się „mirem” wśród współwalczących. Dzięki temu, ludzie i miejsca za które poręczę są bezpieczne. Czasem trzeba po prostu wyjść z inicjatywą, samo zamknięcie się bierne w domu nie wystarczy.

  10. Mamut pisze:

    Jako odpowiedzialny człowiek nigdy nie narażę dzieci na wyjście z domu z nimi w zamieszki. Rodzina najważniejsza.
    Błędne założenie scenariusza.
    Powiadamiam telefonicznie szefa o moim kłopocie. Każdy normalny szef usprawiedliwi nieobecność, w razie czego 4 dni na telefon (w 4 dni policja powinna uporać się z zamieszkami).
    Jeśli nie, to:
    1. Jeśli mój samochód „przeżył” w momencie chwilowego uspokojenia zamieszek zabieram swoje autko w bezpieczne miejsce. Do auta biorę zapas na przetrwanie do kolejnego uspokojenia rozruchów.
    2. jako preppers w domu, ja i moja rodzina mają wszystko aby przetrwać nawet 2 tygodnie niepokojów.
    3. Dzwonię do rodziny mieszkającej blisko moich rodziców i uzgadniam opiekę nad nimi.
    4. czekam aż się uspokoi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner