Sen o Warszawie (zrujnowanej)

Im dłużej człowiek o czymś myśli, tym częściej zdarza mu się, że też o tym śni. Pewnie dlatego dziś miałem sen mocno związany z tym, o czym pisałem tu na blogu.

Nie, to nie jest wpis primaaprilisowy, tylko najzupełniej poważny. Chciałem podzielić się z Wami tym, co mi się dziś w nocy śniło i spróbować wyciągnąć z tego snu jakieś wnioski.

Śniła mi się mianowicie Warszawa po jakimś potwornym kataklizmie. Nie pamiętam dokładnie, co to był za kataklizm, w każdym razie runęły największe budynki w mieście, wszędzie był gruz i zgliszcza, ale ciał leżących na ulicach nie pamiętam.

Pamiętam sam moment, w którym te budynki się waliły, co widziałem z okna kilkunastopiętrowego bloku (ten akurat się nie zawalił). Najpierw łamały się u podstawy, by się przewrócić, ale potem po prostu runęły w dół.

Pamiętam też to, co działo się (chyba) kilka dni później. Mnóstwo ubrudzonych i chyba głodnych ludzi na ulicy, przetrząsających ruiny w poszukiwaniu raczej żywności i niezbędnych do życia przedmiotów, niż uwięzionych tam osób.

W chwili katastrofy nie byłem w domu, na szczęście, bo został doszczętnie zniszczony. Nie dało się odzyskać nic z zapasów, które tam zostawiłem. Zanim dotarłem do mojego samochodu, został okradziony, więc nie odzyskałem też zestawu samochodowego. A ponieważ nie miałem przy sobie zestawu EDC, nie miałem praktycznie nic, co byłoby mi przydatne do przetrwania.

Wnioski z tego mało przyjemnego doświadczenia (na szczęście w końcu się obudziłem), mam dwa:

  • nie ruszać się z domu bez zestawu EDC, choćby nawet tylko do spożywczaka po zakupy,
  • nie trzymać wszystkich zapasów w jednym miejscu, jednym budynku —  bo gdy to właśnie ten budynek zostanie zniszczony, stracimy wszystko.

Ciekawi mnie, czy Wam też się śnią takie bzdury, czy tylko ja o tym za dużo myślę?

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

7 komentarzy

  1. Kimi pisze:

    Mi dziś się śniło, że w Dolinie Muminków wydobywałem złoto, ale nie tak dawno sen był bardziej katastroficzny: Nagły brak prądu i awaria wszelkiej elektroniki.
    Znajdowałem się w pracy, dwa kroki do samochodu po BOB (którego w realu nie mam) i na ogródkach działkowych przeczekałem do nocy, bo zaczęły się zamieszki. Potem przekradałem się do żony i dziecka, zastanawiając się jak przedostanę się z nimi na działkę pod miastem, gdzie w realu mamy domek i mały ogródeczek oraz na ile wystarczy mojej rodzinie zapasów. W międzyczasie w moich rękach znalazł się Vintorez i po drodze mordowałem po cichu dresiarzy. Oczywiście byłem jak cichy jak oddech wiatru, a dresiarze ginęli nie wiedząc o tym.

    Łuny nad Lublinem śnią mi się regularnie i głośno nie będę mówił czyja to zasługa.:>

    W rezultacie BOBa nie mam nadal, vintoreza też nie, ale tęsknię za takimi snami.

  2. wenger5 pisze:

    Witam pod koniec zeszłego roku, kumpel z pracy miał jak on to nazwał dziwną wizje.
    Dorosły stateczny facet którego nie interesują za bardzo takie tematy, gotuje obiad w kuchni i nagle przed oczami ukazuje mu się scena. Jest z dzieciakiem w złotych tarasach w Warszawie. Są one od góry przeszklone. Podnosi głowę i widzi jak wielka kula ognia (meteoryt?) spada na Warszawę niszcząc i paląc wszystko. Pozdr.

  3. zielonka pisze:

    Moze warto przeczytac Pianiaste? ciekawa lektura w obliczu prawie pewnej wojny.

  4. taka prawda pisze:

    Po przejrzeniu kilku ksiazek o survivalu stwierdzam, ze warto je przeczytac. Nawet jakies dziwadla jak przetrwac w dzungli. Ale najwiecej czlowiek nauczy sie z ksiazek podrozniczych i wlasnie wojenych. Poszukajcie „robinsonow warszawskich”, piekne opowieści.

    1kg człowieka to około 10tyś kcal (po amerykańsku kalorii)

    Co do zestawów edc to najprostszym sposobem jest po prostu zapakowanie go do plecaka na zakupy lub kurtki w zimie. Ale musi on zajmować bardzo mało miejsca (tyle co portfel) i mało ważyć.

    Mi jeszcze sie nie udało tego dokonać. Zderzyłem ze soba moje zapotrzebowania z tym co moge zmiescic i gdzie i NIE znalazłem rozwiązania.

    Po za nozem i krzesiwem, ktore moze na prawde zajmowac bardzo malo miejsca potrzebny jest jakies naczynie. cos w czym ugotujemy wode. Nie wyobrazam sobie nic co moglbym nosic ze sobą. Może są jakieś metalowe skladane kubki, ja nie znam. plandeka, tak, ale jesli dodamy do tej plandeki scyzoryk to nic wiecej nie bedziemy w stanie nosic. Bo bedzie to po prostu za cieżkie.

    Moge pokazac moj zestaw EDC. Nosze go zawsze na wyjscia na zewnatrz dalej niz do sklepu. jest smieszny i ciezki . Nie ma w nim zywnosci, nie ma w nim wody, nie ma w nim naczynia , nie ma w nim ocieplanych spiworow, nie ma w nim zadaszenia, hamaka. … to po jaka cholere go nosić?
    Jest jeszcze gearpod. cos co jest swietne i ma w miare rozsadne rzeczy. Ale to jest wielkie. Zreszta inaczej. Jak by co potrzebujemy bidon na 1l wody. Kto przy zdrowych zmyslach bedzie chodzil po zakupy z litrem wody?

    Zatem ja nie znajduje rozwiazania. oczywiscie warto cos tam miec. ale co tam sie znajdzie nie ma tak wielkiego znaczenia. filtr na wode i plachta foliowa sa male i to bym bral, reszta niestety to hardkor i frajerstwo. Uczyc sie trzeba i to praktycznie.

    Bo najwazniejsze ze Chrystus zmartwychwstał! reszta to są wtórne rzeczy.

  5. Myślę, że zajmowanie się tą tematyką także odbija się na tym, co się człowiekowi śni.

    Mi się niedawno śniło pisanie posta i dyskusja na temat jakiś tam wskaźników ekonomicznych na racjonalnym oszczędzaniu.

    Hardcore 🙂

  6. Kirle pisze:

    „nie ruszać się z domu bez zestawu EDC, choćby nawet tylko do spożywczaka po zakupy”
    Choćby nie wiadomo jak spokojnie byłoby za oknem. I basta.

    Ostatnio tak pomyślałam, że czuję się do swojego EDC zwyczajnie przykuta. Przykuta na dobre. Bo przecież za cholerę nie odgadnę co się stanie za kwadrans, a przecież za ten kwadrans moje EDC może uratować życie mi lub komuś innemu (patrz: podręczny zestaw pierwszej pomocy).

  7. Anonymous pisze:

    Także miałem sen o zrujnowanej Warszawie. Pamiętam do połowy zburzony pałac kultury, a wokoło niego ruiny pozostałych budynków. Pamiętam też, że uciekałem ale nie pamiętam przed kim/czym, a i była ze mną kobieta. Nie potrafię określić kto, nawet jak wyglądała. Tylko tyle pamiętam. Po przebudzeniu byłem cały mokry. Pierwszy raz miałem taki sen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner