Skąd w trudnych czasach brać mięso?

Jakiś czas temu publikowaliśmy wpis o tym, jak w łatwy sposób za pomocą wekowania robić sobie zapas warzyw. Dziś będzie o tym, skąd brać w trudnych czasach mięso.

Czy może raczej o tym, co trzeba zrobić dziś, by w trudnych czasach móc jeść właśnie mięso. Lista na podstawie wpisu 7 ways to get meat in your food storage.

Oczywiście pierwszym i najbardziej podstawowym sposobem będzie zrobienie zapasów mięsa.

Najlepszym z punktu widzenia łatwości przechowywania mięsa sposobem jego przygotowania będzie jego suszenie, czyli przerobienie na jerky lub biltong. Suszone mięso do przechowywania nie wymaga energii elektrycznej, w dodatku jest dość lekkie, bo usunięta z niego została woda. Oczywiście nie każde mięso da się przechowywać w ten sposób.

Na zachodzie można też łatwo i dość tanio kupić mięso liofilizowane. W Polsce jeszcze nie jest to tak łatwe i tanie…

Łatwiej zrobić zapas mięsa mrożonego. Kilka kilogramów łatwo schować w zamrażarce, zwłaszcza jeśli jest to mięso mielone, które można podzielić niemal na dowolnie małe porcje, a potem poupychać w wolnych przestrzeniach. Naturalnie chłodziarka do pracy wymaga prądu, w razie totalnego kataklizmu mięso może się dość szybko zepsuć. Osobiście wolę jednak mieć taki zapas, niż go nie mieć.

Zresztą o trzymaniu żywności w lodówkach już tu pisaliśmy, nie chcę więc tu rozpoczynać dyskusji na ten temat.

Innym sposobem przechowywania mięsa jest jego wekowanie. Według podlinkowanego na początku wpisu artykułu, mięso w tej formie wytrzyma nawet 5 lat. My na razie mamy tu na blogu tylko wpis o wekowaniu warzyw, ale planujemy sprawdzić i podać Wam kilka przepisów na przygotowywanie własnych mięsnych konserw na potem.

Można też oczywiście kupić odpowiednio duży zapas konserw mięsnych. Warto szukać takich, w których jedynym konserwantem jest sól. Wbrew pozorom jest je łatwo znaleźć, trzeba się tylko dobrze rozejrzeć po dobrze zaopatrzonym sklepie. 😉 Osobiście nie boję się przekraczać terminów przydatności do spożycia, ale w razie czego robicie to na własną odpowiedzialność…

Spora grupa naszych czytelników (i nie-czytelników) uważa, że w gorszych czasach świetnym źródłem żywności będą dzikie zwierzęta w lasach i uda im się w ten sposób wyżywić. My się z takiego podejścia trochę podśmiewamy, bo nie mieszkamy w USA, Rosji czy Kanadzie, gdzie jest masa pustych, zalesionych przestrzeni, w których aż roi się od zwierzyny. Tak czy siak, może się okazać, że w kryzysowej sytuacji dobrym źródłem mięsa będzie polowanie lub kłusowanie na zwierzęta. Nie radzimy jednak na tym polegać…

Znacznie lepszym wyjściem będzie za to hodowanie własnej trzódki. Kura zniesie jajka, a gdy przestanie, może trafić do gara na rosół. Świnkę można zaś łatwo wyhodować na różnego rodzaju odpadkach i tym, co znajdzie sobie w lesie czy sadzie, przy zapewnieniu odpowiedniej ilości dodatkowej karmy. Dość niekłopotliwe są króliki, w dodatku łatwo się rozmnażają a na zimę wystarczy zrobić dla nich zapas siana.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

35 komentarzy

  1. Viking pisze:

    Jeśli już los zmusi nas do kłusowania to warto pamietać że wszystkie ptaki są jadalne – o wiele łatwiej i bezpieczniej upolować z wiatrówki choćby wrone czy sroke niż uganiać się po lasach za dzikiem. Strzał z „normalnej” broni palnej zawsze przyciąga uwage zwłaszcza w czasach gdy służby mundurowe w tym wojsko mogą być mocno wyczulone na to co się dzieje. Pozatym nie jest tak łatwo skrycie tego dzika oprawić/przetransportować do domu. To zawsze duże ryzyko i wbrew pozorom samo polowanie wymaga sporych umiejętności – wiem bo w mojej rodzinie poluje się od pokoleń. Jeśli nie masz doświadczenia to nauka zajmie ci z rok i do tego czasu niczego poza małym ptakiem nie ustrzelisz, z sidłami jest jeszcze trudniej…

  2. iie pisze:

    Napisałes bzdury.

    Bardzo prosze o przestudiowanie jak wygladał kraj w czasie kryzysu na ukrainie.
    Nie bylo nic. drzewa byly ogolocone nawet z kory, trawy nie było. A ty piszesz o polowaniu?
    Do tego jakies zapasy, ktore beda w swietle prawa pewnie nacjonalizowane. Mam nadzieje, ze nie bedzie az tak zle. Ale cokolwiek bedzie sie działo warto preczytac o glodzie na ukrainie.

    jak najbardziej urban i vilage survival

    • Pozyskiwacz pisze:

      Coś w tym jest. Ale z drugiej strony „głód na Ukrainie” to raczej skrajny przykład. Wtedy to miały by zastosowanie posty o ewakuacji.
      Uważam że najpewniejszym sposobem zapewnienia sobie mięsa na dłuższą metę, będzie hodowla zwierzat. Najwięcej mięsa w stosunku do dostarczanego jedzenia da chyba świnka. Z tym że na resztki w czasie klęski głodu bym nie liczył. Trzeba zwierzętom zapewnić osobna karmę i to najlepiej taka której nie mogą zjeść ludzie.Tu z kolei wygrywa królik, ale one sa wrażliwe i moga łatwo paść na zaraze. Kura jest fajna , ale żywi się głównie ziarnem-czyli konkurencja dla człowieka. Interesujące są kozy- zjadają trawę, gałązki, w zime siano (z tym że na samym sianie mleka nie będzie, albo będzie bardzo mało), a z większych krowy. Trzeba wrócić do tradycyjnego wielokierunkowego gospodarstwa.Wtedy jest szansa że jak jedno nie wypali to uda się drugie. Nic pewniejszego nie wymyślimy.

      • darnok pisze:

        za samego siana będzie podobne ilość mleka jak normalnie tylko trochę chudsze niż po roślinach okopowych i siano ma współczynnik konserwacji paszy więc potrzeba go więcej,jak mamy pole ze zbożem to przecież jest słoma jeszcze,przy świni i kozie jest ten problem że potrzebują dużo żarcia,można jeszcze hodować owce żrą to samo co kozy,z kozami mam doświadczenie i podręcznik akademicki do ich hodowli.im zwierze jest mniejsze tym ma lepszy bilans energetyczny,zwierzęta zmiennocieplne mają lepszy bilans w stosunku do stałocieplnych o podobnych gabarytach bo nie zużywają energii na dogrzanie organizmu.do hodowli mniejszych zwierząt potrzeba mniej paszy i mniej powierzchni,warto mieć staw lub dostęp do takiego.połów ryb nie jest banalnie prosty liczy się technika i doświadczenie więc ktoś może codziennie łapać i nic nie złapać a ja przyjdę wyciągnę dwie sztuki i do domu 😀 .gęsi to też nie głupi pomysł,jedzą zielonkę,spady itp i są mniejsze więc mniej paszy potrzebują,zastanawiam się cały czas nad ich hodowlą,można jeszcze hodować nutrie na mięsko,dużo odporniejsze od królików,mają długi ogon jak szczur więc nie grozi im przegrzanie jak królikom,do hodowli nadają się też gołebie,od forumowicza „dara” z bounglera wiem że świnka wietnamska jest lepsza od takiej normalnej w hodowli.a mój znajomy miał krzyżówkę świni z dzikiem,.w mojej rodzinie hoduję się zwięrzęta od pokoleń więc wszystkie wymienione powyżej przewinęły się przez trzy pokolenia które jeszcze żyją 🙂 można hodować przepiórki,bażanty itp ale to jest na gorsze czasy już nie poręczne,szczególnie bażanty.w razie czego dżdżownice kalifornijskie dla świń „dara” tak robił,topinambur dzikich upraw itp,żołędzie dla świń i przeżuwaczy,królików i innych roślinożerców.hodowla to najlepsze co można zrobić,zapasy się kiedyś kończą…..

      • iie pisze:

        Nie wiem czy „Głód na Ukrainie” to taki skrany przykład. Myślisz, że dziś władza nie może prześladować kułaków, cyklistów, chrześcijan, ludzi uznanych za wrogów homoseksualistów etc. (sam sobie dopisz listę).

        Co do ewakuacji to ciekawe jak chciałbys to zrobić? Stalin wprowadził obowiązek posiadania dowodów, których rolnicy nie otrzymali. Dodatkowo był zakaz sprzedawania im biletów na pociągi. Dzis wystarczy legitymowac na rogatkach i zakaz sprzedaży benzyny. Rolnikom już dali kolorowana czemu by nie innym?

        Co do hodowli zwierząt to tez może marnie to widze. Dostałbys kontyngent i musiał odstawic do jednostki wojskowej tyle zwierzyny ile by urzednik ustalił. To juz lepiej hodowla świerszczy i mrówek. Po cichu i spokojnie. ew. dżownice w doniczkach.

        >Nic pewniejszego nie wymyślimy.

        I tu się całkowicie zgadzam.

      • MaRa pisze:

        Głód to był nie tylko na Ukrainie (tam akurat po części wina Stalina, bo kazał konfiskować nawet ziarna na zasiew). W XX wieku wielkie klęski głodu były w Chinach, Korei Północnej, Związku Radzieckim, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Wystarczy większe gradobicie lub susza, by niczego nie dało się kupić w supermarkecie. Może szarańcza przyfrunąć z Afryki.

  3. Iulius pisze:

    „My się z takiego podejścia trochę podśmiewamy, bo nie mieszkamy w USA, Rosji czy Kanadzie, gdzie jest masa pustych, zalesionych przestrzeni, w których aż roi się od zwierzyny.”

    Podśmiewanie się uważam za słuszne, ale trochę tej zwierzyny jednak jest. W Poznaniu do lasów pełnych saren można dojechać tramwajem, a dziki regularnie widywane są na ulicach.

    • Survivalista (admin) pisze:

      W Warszawie widujemy łosie, ale to jeszcze nie powód, by opierać swoje przetrwanie na wątpliwej szansie na upolowanie dzikiego zwierza… 😉

  4. Art pisze:

    Jak przyjdzie wielki krach i głód, to z polskich lasów zostanie ino pył. Tego jest tak mało, ze jak by ludzie się do lasów rzucili po żarcie, to kilkadziesiąt dni i po lasach.

  5. lukasz pisze:

    Raczej hodowli przy moim małym schronie bym sobie nie wyobrażał. Hodować zwierzëta i się ukrywać .Wszystko zależy od sytuacji jezeli wybuchnie wojna. To raczej ze swojego schronu nie bedziesz wychodził paść kozy czy świnie:-) .Po drugie zostałbyś szybko namierzony najlepiej zrobić porządne zapasy . A nie zakładać jeszcze gospodarstwo rolne:-) upolować zwierzyne w lesie jak nie masz pojēcia to powodzenia .A pozatym jak pisalem zalezy co sië wydarzy jak wojna by wybuchla to ze strachu napewno się nie wynurzysz:-) ps wojna to tylko przyklad

  6. czarek pisze:

    Jeżeli chodzi o zapasy mięsa to wszyscy zapomnieli o mięsie wedzonym i solonym. W mojej wedzarni słonina wisiała przez trzy lata od czasu do czasu podwędzana cały czas była świeża i pachnąca a w smaku pychota

  7. killrathi pisze:

    polecam wekowanie mięsa. Robię to od jakiegoś czasu i przyznam że jest bardzo smaczne 🙂
    Zamiast samej soli polecam uzywać peklosoli (koszt ok 2,5 za kg.) – jest to mieszanina soli i azotanu potasu (0,5-0,6%) – czyli konserwantu. Dzięki niemu mięso będzie miało ładny kolor (a nie szary jak w przypadku zwykłej soli) i będzie wytrzymalsze.
    Dodatkowo słoiki poddać procesowi tyndalizacji – czyli 3 krotnej pasteryzacji co 24h – tak przygotowany słoik może stać latami… i to niekoniecznie w lodówce.
    Smak tak przyrządzonego mięsa jest na prawdę dobry – osobiście często robię kiełbasę słoikówkę – czyli nic innego jak grubo zmielona łopatka wieprzowa z dodatkiem boczku, przyprawiona jedynie solą, pieprzem i czosnkiem – napakowane w słoik, parzone przez ok 2 godziny. Polecam!

    • Survivalista (admin) pisze:

      Ten azotan potasu to ten sam konserwant, którym tak się przejmują czytelnicy w dyskusji pod wpisami o konserwach? 😉

      • killrathi pisze:

        oj… przepraszam. skłamałem (ale nieświadomie ;)). Nie azotan potasu lecz azotan sodu.
        azotan potasu to również konserwant (saletra potasowa stosowana od wieków do konserwacji mięsa, ale również składnik prochu czarnego).
        czy to ten sam co w konserwach?
        pojęcia nie mam bo nie jadam konserw…
        Ale o tyle jest to cenny składnik własnoręcznie robionych wędlin gdyż przeciwdziała powstawaniu jadu kiełbasianego – a to jedna z najbardziej niebezpiecznych trucizn.
        więc ten strach przed niewielką ilością (ok. 0,5%) jest na wyrost.

      • Mc pisze:

        Azotan sodu, potasu, chlorek sodu lub związki fenolowe zawarte w dymie –
        to wszystko jest co najmniej szkodliwe w dużych ilościach – co oczywiste
        – podobnie jak antybiotyki – konserwanty mają za zadanie zniszczyć życie – to taki skrót myślowy. Niektóre z tych konserwantów są ponadto rakotwórcze.
        Dlatego upieram się przy tym, że bardzo szkodliwym jest propagowanie wielkich zapasów konserw jako podstawy zapasów żywności, zwłaszcza że wiąże się to z koniecznością ciągłego jedzenia tego w celu rotacji.
        Przypominam, że wbrew współczesnemu zwyczajowi, mięso NIE JEST PODSTAWĄ piramidy żywieniowej!

        Peklowanie domowe ma jedynie taką przewagę, że kontrolujemy ilość konserwantów (w wytwórni pompują roztwór strzykawkami ile normy EU pozwalają – aby się nie psuło i aby było mniej mięsa w mięsie)
        oraz peklujemy wiadome mięso a nie resztki, wyskrobki i w dodatku niekoniecznie z tego co na etykiecie – patrz afery.

        • Survivalista (admin) pisze:

          Po pierwsze, wcale nie jest tak, że jeść należy wyłącznie mięso wysokiej jakości.
          Po drugie, podobne ilości konserwantów wchłaniasz jedząc wędliny czy paczkowane mięso na co dzień, jak z konserw.
          Po trzecie, można kupić konserwy nie posiadające konserwantów innych, niż tylko sól.
          Po czwarte, właśnie dlatego piszemy o domowych sposobach na przechowywanie mięsa, żeby nie ograniczać się wyłącznie do konserw.

  8. Marynarze na morzu, jedząc peklowane mięso zapadali na szkorbut ( http://szkorbut.pl ), gdyż witamina C była przez konserwant „zabijana”. Dlatego z mięchem zawsze zieleninka musi być konsumowana.

  9. technologia przyszłości pisze:

    ja nie polegałbym na królikach, nie zgadzam się z tym że są niekłopotliwe,

    wymagają mnóstwa zachodu, opieki, w dodatku nie są odporne na choróbska, nieprawidłowa karma może je nawet zabić

  10. panika2008 pisze:

    Prościej i taniej zrezygnować z jedzenia zwierząt. Co wybierzecie w sytuacji skrajnej: kupić na czarnym rynku za parę groszy worek kartofli (nawet jak była najczarniejsza dupa za komuny, to kartofle do drogich nie należały), czy próbować swych sił w polowaniu lub hodowli trzody?

    • Survivalista (admin) pisze:

      Rzeczywiście, dla większości z nas takie wyjście będzie zwyczajnie prostsze. Ale nam zależy na tym, by w trudnych sytuacjach nie trzeba było rezygnować z przyjemności takich, jak na przykład jedzenie mięsa. 😉

      Czemu skasowałeś bloga?

      • panika2008 pisze:

        W sytuacjach trudnych dużo łatwiej zrezygnować ze zbędnych przyjemności/”przyjemności”.

        Skasowałem bo nie miałem o czym pisać, a jak bym miał, to i tak nie mam czasu.

    • hgh pisze:

      >Prościej i taniej zrezygnować z jedzenia zwierząt. Co

      Prościej co? To może im wytłumacz , że lepiej jeść ciastka jak nie maja chleba.
      http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/ukraina_glod.html

      • panika2008 pisze:

        Znaczy twierdzisz że przed Wielkim Głodem można było się uchronić, jedząc więcej mięsa? WTF?

  11. hgh pisze:

    Mięso najlepiej ze sklepu. Może nie być z delikatesów.
    W innym przypadku może być niezdrowe lub nie przebadane.

    • darnok pisze:

      Jest taki film Delicatessen 🙂 świeża ludzina tylko 6.40 za kilogram ! xd. a na poważnie,to musimy jeść pokarm rośliny jak i zwierzęcy,w rożlinym żelazo,wapnia jest w trudno przyswajalnej postaci i nie tylko ono,nie zawiera witaminy B12(dobrze że zapas jest w wątrobie),

  12. przeklejka pisze:

    W skrajnych warunkach w mieście przy niedoborach
    żywności będzie naprawdę trudno.
    Najłatwiej dostępnym mięsem są ptaki np.
    gołębie. Jak ktoś ma wiatrówkę można zapolować.
    Jednak żeby się nie rzucać w oczy wystarczy trochę
    grubego ziarna np kukurydza ,groch na przynętę i
    duża pułapka na szczury. Kładziemy na jakimś dachu
    i czekamy na obiad.
    Jak ptaki się przyzwyczają do podkarmiania to
    będzie naprawdę bogate źródło świeżego mięsa.
    Po oskubaniu z piór i wypatroszeniu
    najłatwiej przygotować rosół.

    http://www.skleperpol.pl/pl/p/Pulapka-na-szczury-BIO-TECHNIC-klasyczna,drewniana/107

    jak ktoś chce żywca to można zastosować to
    http://tablica.pl/oferta/pulapka-lapka-zywolapka-sprezynowa-na-ptaki-kroliki-golebie-ID2B3Hj.html
    złapane mniejsze ptaki można wypuścić

  13. wolfshadow pisze:

    Polecam zabawę w akwarystę-hobbystę. Tylko trzeba zaplecze paszowe wcześniej zabezpieczyć. I/lub sprawić sobie solidny kompostownik bogaty w dżdżownice.
    http://bamber.pl/artykuly.php?id=54

  14. Viking pisze:

    Dla mnie jednak ta teoria że jak będą kłopoty to wszyscy pobiegną do lasu się żywić jest bardzo ale to bardzo naciągana. Kto niby pobiegnie? Rozina z dziećmi, para staruszków a może młodzież z miast która na ognisku bywa raz w roku albo wcale? Dla zwykłych ludzi w dzisiejszych czasach w lesie nie ma nic do jedzenia – zwykle nie są wstanie wskazać jednej rosliny która nadawała by się tam do zjedzenia. A nawet ci którzy wpadną na taki pomysł to w 99 procentach jedynie zmarzną i się zatrują jakimś zielskiem albo wodą. Beaz broni niczego nie upolują i tak to się skończy – pamiętajcie że nawet w czasie II wojny gdy po lasach biegały tysiące uzbrojonych i zwykle głodnych partyzantów zwierzyna nie wyginęła. Zwykli ludzie natomiast nie wygłupiali się z bieganiem po lasach, w większości siedzieli w domu nawet jak nie było zupełnie co jeść. My jako osoby zainteresowane takim czy innym survivalem myślimy o wyjściu do lasu jako alternatywie albo uważamy to za bezsens – tak czy owak o tym myślimy – natomiast zwykłum ludziom nawet to przez głowe nie przejdzie.

    • darnok pisze:

      toteż jest mała szansa że braknie jedzenia w lecie,osoby świetnie sie w tym orientujące będą miały super:jedzenie z hodowli i uprawy+zapasy+dzikie roślinki+zwierzęta(wiewiórka też zwierze należy do gryzoni więc będzie podobnie smakować do królika,zresztą w kuchni dzikiej z natury,hugh łapał wiewiórki,nawet była wzmianka że w niektórych restauracja serwują coś takiego jak latające lub drzewne królika)
      Wiwat nam,survivalowcą!Wiwat!

  15. DziadekDragunow pisze:

    Najlepszym źródłem mięsa jest według mnie królik. Właśnie z powodu szybkiego rozmnażania się tego zwierzątka.
    Jeśli chodzi o zebrane przez nas zapasy, nie chwaliłbym się nimi i postarałbym się o ich schowanie. Jeśli nastąpi jakaś katastrofa, siły rządowe po prostu zaczną przeszukiwać domy i zabiorą nam to co uzbieraliśmy.
    Zauważcie, że nasze państwo nie posiada żadnych zapasów żywności oprócz wojskowych, przeznaczonych tylko dla wojska i bardzo mocno ograniczonych (obrona cywilna w moim powiecie posiada 1 plastikową łódkę i 2 stare spleśniałe dziurawe wojskowe namioty). Banki żywności to w sumie fikcja i towar ten rozejdzie się praktycznie na pniu.
    Jeśli nastąpi jakaś katastrofa, największym priorytetem będzie podtrzymanie produkcji żywności lub najszybsze jej wznowienie. Powinniśmy posiadać zapas jedzenia wystarczający nam do momentu wyprodukowania przez nas nowych porcji. Jeśli jesteśmy rolnikami albo mamy warunki do wytwarzania produktów spożywczych, pamiętajmy o zebraniu rzeczy, które umożliwią nam dalszą działalność. Ja nie jestem rolnikiem (posiadam jedynie kilka małych ogrodów), ale zbieram olej opałowy, który oprócz użycia przeze mnie do lamp naftowych, będę mógł odstąpić znajomemu rolnikowi do napędu maszyn rolniczych, w zamian za wyhodowane produkty. Oczywiście będę mógł zaoferować także swoją pomoc w pracach polowych. Pamiętajmy o tym że nasze państwo nie ma żadnych zapasów i środków. W obliczu większej katastrofy obudzi się z obiema rękami głęboko w nocniku. Będziemy mogli liczyć jedynie na siebie, swoich bliskich i to co sobie sami zorganizujemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner