Sprzęt do gotowania w zestawie ucieczkowym (i na wycieczce pieszej)

Zestaw ucieczkowy albo ewakuacyjny to plecak albo torba, których zadaniem jest umożliwienie nam bezpiecznego i szybkiego dotarcia do celu ewakuacji, gdy będziemy musieli uciekać z domu (np. w razie wojny albo skażenia chemicznego). W odróżnieniu od zestawu 72-godzinnego, nie będzie nam służyć do biwakowania przez kilka dni, tylko z jego pomocą będziemy starali się jak najszybciej udać się w bezpieczne miejsce.

Kierując się tymi wytycznymi, raczej nie będziemy w nim mieli żywności wymagającej gotowania, tylko batony, orzechy, czekoladę, albo suchary. Po co zatem kuchenka? Bo ugotowany posiłek może być niezbędny dla dziecka, zresztą gotowanie wody to jedna z najlepszych metod na jej dezynfekcję.

Kto oglądał Domowy Karaluch Challenge 2, ten wie, co ja w tej chwili mam do gotowania w moim zestawie ucieczkowym (i jaką mam tam żywność). No ale przecież niekoniecznie musi to być optymalne rozwiązanie.

Optymalne prawie na pewno nie są kuchenki gazowe na kartusze, ze względu na swoją wielkość i wagę. Chyba, żeby znaleźć jakąś naprawdę najmniejszą i najlżejszą.

Od dawna polecam Kelly Kettle (w sklepie mamy też jego polski, aluminiowy odpowiednik, Survival Kettle). Czajniki tego typu są idealne na sytuacje kryzysowe i biwakowanie, bo pozwalają gotować duże ilości wody a wymagają bardzo niewiele drewna. Jednak noszenie takiego dużego urządzenia w plecaku w czasie ewakuacji wydaje mi się pomysłem co najmniej chybionym.

Ostatnio testowałem składaną kuchenkę na drewno Samotny Wilk, która wydaje się być całkiem fajnym pomysłem. Rozłożona mieści się w kieszeni plecaka lub kurtki. Po złożeniu pozwala wygodnie coś zagotować w garnku. Występuje w trzech wielkościach, najmniejsza dostosowana jest do spalania paliwa turystycznego w kostkach lub żelu.

Za to zupełnie nie sprawdziły mi się wojskowe zestawy do podgrzewania posiłków. Kupiłem kilka by przetestować i ewentualnie wprowadzić do oferty sklepu. Nie byłem w stanie testując je latem zagotować pół litra wody w garnku.

Skoro o garnku mowa, to przecież sama kuchenka do ugotowania wody czy przygotowania posiłku nie wystarczy. Potrzebne jest jeszcze jakieś naczynie, które na kuchence postawimy. Na filmie używałem emaliowanego garnka zabranego z domu. Innym rozwiązaniem może być stalowa butelka na wodę, jaką pokazywałem w tym materiale o zestawie przetrwania w butelce. Taką butelkę można też wykorzystać do gotowania na ognisku czy ognisku Dakota.

Pewnym pomysłem są też dania z podgrzewaczami, dostępne na przykład w wojskowych racjach żywnościowych. Takie podgrzewacze można kupić osobno, one stworzone są do grzania dań w saszetkach, a nie gotowania wody do picia. Puszki z podgrzewaczem to ciekawy wynalazek, ale nie do ewakuacji.

Takie liofilizowane danie, jakie pokazałem na filmie (dostarczone nam do testów przez dystrybutora, firmę Raven) jest całkiem spoko, bo bardzo zbliżone jest do zbilansowanego domowego posiłku i nadaje się do zestawu ucieczkowego ze względu na niewielką masę. Z drugiej strony do jego odtworzenia potrzebna jest kuchenka i woda.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

4 komentarze

  1. mirek napisał(a):

    Pozdrowienia
    Moj zestaw wyprawowy to system msr windburner ( Mountain Safety Research) raczej stary model bo mam go juz pare lat, chcialem wtedy kupic topowego jetboila, do msr przekonala mnie bardzo duza znizka, system lekki, wode gotuje momentalnie choc moze jetboil robi to jeszcze szybciej. Przed wyjazdem na sybir kupilem msr multifuel czyli zestaw na wszystkie mozliwe paliwa, nafta, benzyna, ropa, na caly sklada sie palnik I dwie butelki w bardzo dziwnych objetosciach tzn niecale 600 ml I niecale 900ml. Problem I to duzy jest z napelnieniem tych butelek, na stacjach benzynowych nie mozna kupic mniej niz 3 litry, dodatkowo potrzebny jest lejek bo otwor w butelce jest bardzo maly. Po napelnieniu system dziala bez zarzutu, ale go nie polecam, chyba ze jedziemy na sybir lub jakas Patagonia.
    W sklepach turystycznych jest paliwko turystyczne plus maly stelaz kieszonkowy. Co do stelaza to trudno znalesc zastosowanie ale paliwko turustyczne to super rozpalka na ognisko. Jedna kostka potrafi rozpalic mokre galezie, jest lekka I poreczna.
    Do gotowania na ognisku zawsze mialem zestaw garow czyli harcerski kocher, ktory jest ze mna od ponad 30 lat, mam rowniez szybkowar aluminiowy pressure cooker Hawkins. Mieszkam w anglii I w hinduskich sklepach z garami hawkinsy mozna kupic duzo taniej niz na amazonie. Ja kupilem 3 garnki w roznych rozmiarach 3l , 2 l I 1,5l . Na wyprawy zabieram 3l I 1,5l jesli to tygodniowka, na krotsze czyli 3 dniowki tylko msr. Mam rowniez patelnie tzw cyganska czyli stalowa, kupiona na car boot czyli cotygodniowa wyprzedaza rupieci. Patelnie zabieram na wyprawy samochodowe I sluzy jako dyfuzor ciepla na ognisko I na nia klade kocher lub szybkowar lub do smazenia podplomykow. Wszystkie naczynia do jedzenia na wyprawy mam ze stali nierdzewnej, miska, talerz, kubek, niestety nie nadaja sie do gotowania na ognisku bo bardzo szybko sie przepalaja, sluza mi tylko do jedzenia. Mam rowniez kilka rusztow do grilowania. Na wyprawy samochodowe zabieram rowniez naczynie kamionkowe tzw tagine, to naczynie marokanskie do gotowania na ognisku, na wyprawy z plecakiem za ciezkie I nieporeczne. Mozna w nim piec chleb, potrawki ryz z kurczakiem. Mam rowniez cyganski kociolek, w anglii zwany dutch owen. Wszystkie zeliwne naczynia w anglii sa bardzo drogie, ale mozna je kupic tanio na car bootach, pizza pan, paella pan, wszystki zeliwne naczynia sa absolutnie super na ogniska, nagrzewaja sie rownomiernie, nie ma zimnych czy goracych miejsc I oddaja pewien smak, szkoda ze sa takie ciezkie. Nadaja sie tylko na biwaki I wyprawy samochodowe.
    pozdrawiam wszystkich podroznikow

  2. czekan napisał(a):

    Ja bym polecał lekki palnik typu BRS-3000T (około $10) do tego kartusz najmniejszy 100g gazu (np . https://www.skalnik.pl/camping-kartusze-paliwa,kartusz-power-gas-100g,148-k-8833-18629-p ) i jakiś kubek z nierdzewki z markeu o średnicy wewnętrznej 9 cm za kilka do parenastu złotych. Całość z zapalniczka waży 320g. Powiedzmy 20g da się urwać kupując kubek z tytanu.

    Polecałbym rozważać ucieczkę w warunkach zimowych i letnich. To są osobne rozważania. Poruszanie się w temp +5 st. C do +25 st. C, to co innego od poruszania się w temp -15 st. C do – 10 st. C. Inne zapotrzebowanie na paliwo inne problemy. Polecam spacer np. dwadzieścia parę kilometrów po np. Beskidzie Niskiem zimą, nawet może być po Kampinosie tam masz bliżej.

    Z bytności w górach moje doświadczenie podpowiada mi, iż łatwiej zrezygnować z kuchenki latem, niż zimą, gdzie trzeba topić śnieg.

    również pozdrawiam wszystkich górołazów i nie tylko!

  3. bura2 napisał(a):

    Jak najbardziej gaz. Bo skoro to zestaw ewakuacyjny to liczy się czas. Nie szukanie suchego drewna w lesie tylko ustawić klik i gotować. Każde 15 minut spędzonych na zabawie z gałęziami to 15 minut mniej Twojego snu.

    I tak jak napisane – raczej do gotowania wody niż do gotowania potraw wiec butelka to dobry pomysł.

  4. djans napisał(a):

    Nie mogę się zgodzić, żeby mikrokuchenka gazowa na kartusze kosztowała „chore pieniądze”. Ja swoją kupiłem za niecałe 5 dolarów – ułamek ceny „samotnego wilka”, który z kolei uważam za rozwiązanie najmniej przydatne.

    Jak pisze bura – ewakuacja, to brak czasu na szukanie opału i jeśli już chcemy gotować, to powinniśmy to móc robić szybko, sprawnie, bez dymu, etc.

    Poza tym kubek do gotowania można postawić bezpośrednio na węglach, czy choćby ruszcie z jednorazowego grilla za 5 zł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner