Stwórz taką GRUPĘ, aby przetrwać trudne czasy

W dzisiejszym odcinku opowiem Wam o najprostszym i wydaje mi się, że najlepszym sposobem na skompletowanie sobie grupy, żeby w tej grupie przetrwać trudne czasy.

Jest takie ładne łacińskie powiedzenie, nec Hercules contra plures, czyli i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa. Sami prawdopodobnie nie będziecie w stanie przetrwać sytuacji awaryjnej. Dziś opowiem, jak zebrać grupę zaufanych ludzi do pomocy.

Żyjemy w świecie, w którym ogromną część pracy wykonują za nas inni. Inni ludzie, ale też inne maszyny i urządzenia. Nie musimy nosić wody z rzeki, ponieważ odkręcamy kran, nie musimy nosić opału z lasu, ponieważ mamy gaz w rurce. Gdy wody, prądu i gazu zabraknie, będziemy musieli dużo więcej pracy fizycznej poświęcać na zaspokojenie naszych podstawowych potrzeb i może się okazać, że w obrębie naszej rodziny jest po prostu za mało rąk do pracy.

W kilku materiałach też wspominałem, że na ewentualność np. braku prądu, dużo lepszym rozwiązaniem może być wyprowadzenie się z miasta, w którym o zaspokojenie tych potrzeb bez prądu będzie trudno, do rodziny na wsi. I ktoś tam w komentarzach napisał coś w stylu: „Ej, ja jestem tą rodziną na wsi. Co mam zrobić, kiedy oni wszyscy do mnie przyjadą?”. Ten film też odpowie na to pytanie.

Wydaje mi się, że osoba, która mieszka na wsi i wie, że w razie czego rodzina przyjedzie do niej, jest w świetnej sytuacji.

Najlepszą grupą, w której możecie się wspólnie nawzajem wspierać, jest właśnie rodzina. Potwierdzają to liczne świadectwa historyczne. Prędzej czy później każda inna grupa, nawet najbardziej zżyta, ale zbudowana sztucznie, będzie mniej trwała.

Największą trwałość grupy zapewniają więzy rodzinne, a co więcej, więzy krwi. Znane są przypadki, że żona czy mąż, mając do wyboru darować życie dziecku czy partnerowi, małżonkowi, wybierała dziecko, ponieważ to są jej czy jego geny.

I żeby było jasne, ja nie mam nic przeciwko temu, żebyście się zbierali w większe grupy, żebyście się wspierali mentalnie, sprzętowo, umiejętnościami, żebyście budowali takie grupy zorientowane właśnie wokół tych przygotowań na sytuacje awaryjne, wokół tego tematu, żeby np. wspólnie jeździć na szkolenia, ćwiczyć komunikację, wymieniać się doświadczeniami. Jeśli ktoś jest mocno tym tematem zajarany, kontakt z innymi równie zajaranymi osobami będzie naprawdę ogromnie pomocny. Bo z kim innym lepiej jest dyskutować kolejny zakup na trudne czasy niż z osobą, która być może kiedyś już coś takiego kupiła, przetestowała i może się podzielić doświadczeniami. Przecież nie z członkiem bliższej czy dalszej rodziny, który te przygotowania uważa za fanaberie. Jeśli takie grupy wsparcia budujecie w obrębie przyjaciół albo w drugą stronę, przyjaźnie wykuwają się w takich grupach wsparcia, to świetnie!

Zloty prepperów są świetnym miejscem na poznawanie ludzi ze swojej okolicy, żeby później utrzymywać z nimi kontakty i właśnie być może się zaprzyjaźniać. Mądrzy ludzie, psychologowie mówią, że taka sieć społecznego wsparcia, czyli po prostu przyjaciele, jest bardzo istotna dla naszego psychicznego dobrostanu, ale też radzenia sobie w trudniejszych sytuacjach, takich trudniejszych psychicznie. Mówiłem o tym kiedyś w osobnym materiale.

Naiwnym jest jednak, moim zdaniem, wierzyć, że taka sztucznie zbudowana grupa przetrwa każdy kryzys i czy ludzie z takiej grupy zawsze będą wspierać się tak mocno, jak deklarują na początku. Czy w pewnym momencie nie zwycięży ich lojalność względem innych ludzi, np. własnej rodziny? Jeśli masz co do tego wątpliwości, to się zastanów, czy w razie sytuacji awaryjnych, gdy musiałbyś wybierać między przyjacielem, którego znasz 20 lat, a żoną i dziećmi, wybrałbyś przeżycie przyjaciela czy żony i dzieci. A teraz zastanów się, co wybrałby przyjaciel, gdyby był w takiej sytuacji. Twoje życie czy życie jego rodziny?

Więc budujcie te grupy i pracujcie w nich nad poprawą waszego bezpieczeństwa, waszego przygotowania, ale nie uzależniajcie się od pomocy ludzi z tych grup. Dużo lepiej jest, moim zdaniem, liczyć na pomoc, na wsparcie rodziny, ale też być w stanie im to wsparcie zapewnić.

I uważam, że najlepsza strategia budowy grupy na trudne czasy powinna być taka.

  1. Wasi bliscy wiedzą, że przygotowujecie się na sytuację awaryjną. Nie ukrywacie tego, mówicie jasno i wyraźnie, że wasz dom będzie bezpieczniejszy niż ich mieszkanie w mieście. Macie własną studnię, przydomową oczyszczalnię ścieków i źródło prądu.
  2. Kiedy z ich strony padnie pytanie albo taka delikatna sugestia, że zamierzają do Was przyjechać, gdy coś znacznie się sypać na świecie, mówicie: „Super, zapraszamy. Pomożemy Wam na tyle, na ile będziemy w stanie”.
  3. Organizujecie dodatkowy sprzęt i zapasy dla tych ludzi. Po prostu kupuje więcej ryżu, fasoli, miodu, koncentratu pomidorowego, żeby ich wyżywić. Może więcej gazu, żeby móc im z tego coś ugotować. Opału do ogrzania domu nie będziecie potrzebowali dużo więcej. Jeśli macie własne źródło wody, nie ma problemu.
  4. Zaczynacie tych ludzi wtajemniczać w cały ten temat przygotowań na sytuacje awaryjne, komunikujecie im, że kiedy przyjadą do Was, będą mieć zadanie do zrobienia. To zadanie może polegać na przyniesieniu opału z lasu albo patrolowaniu okolicy, po prostu, żeby 1 osoba non stop była na straży, pod tym kątem zawsze jest lepiej mieć kilka dorosłych osób w domu.
  5. Jak już ci ludzie są dużo dalej w tych przygotowaniach swoich własnych na sytuacje awaryjne, staracie się budować czy jakoś wbudowywać te ich przygotowania w wasze. Jeśli osoba, która planuje do Was przyjechać, jest myśliwym, ma w mieszkaniu w bloku szafę ze sztucerem, instruujecie ją, żeby ewakuując się do Was, zabrała ten sztucer, a teraz kupiła do niego więcej amunicji i ten zapas też ze sobą zabrała.

Dlaczego tak sobie to wyobrażam i dlaczego tak to proponuję?

Bo dużo taniej i łatwiej jest kupić dodatkowe 200 kg ryżu i innej żywności, niż zdobyć dozgonną lojalność człowieka w inny sposób. Jeśli w ogóle jest to możliwe.

Dlatego komunikujcie bliskim: „Tak, w razie czego możecie przyjeżdżać do nas, ale pamiętajcie o tym, że nie będziecie dla nas ciężarem. Nie będzie to wyjazd jak do hotelu z full service i będziecie dostawać drinki z palemką. Zostaniecie zagonieni do roboty, do takiej samej roboty jak my, ale dzięki temu będzie nam wszystkim, nam i Wam, łatwiej przetrwać.”

Jeśli tylko mogę jedną rzecz zasugerować, starajcie się nie być zależni od tych ludzi, to znaczy, żeby wasza strategia przetrwania była skuteczna również, kiedy Ci ludzie do was nie przyjadą. Nie dlatego, że nie będą chcieli, ale może kryzys przydarzy się, kiedy oni akurat będą na wyjeździe zagranicznym. Przecież nie będą wracać stamtąd, tylko po to, żeby do was przyjechać, jeśli w Polsce będzie niebezpiecznie. Nie, lepiej, żeby w ogóle nie wracali.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner