Umiesz liczyć? Licz na siebie

Dlaczego mnie w życiu tak bardzo zależy na osiągnięciu niezależności? Dlaczego tej niezależności poświęcam tyle miejsca tutaj?

Bo dla mnie niezależność (czyli brak uzależnienia od kogokolwiek) jest kluczem do bezpieczeństwa.

Czytałem ostatnio artykuł w Polityce p.t. „Stoliczku, nakryj się” (autor: J. Ćwieluch) i dał mi on trochę do myślenia na temat tego, jak bardzo nasze państwo jest nieprzygotowane na kłopotliwe ewentualności. Nie ma go nigdzie w internecie do ściągnięcia, więc będę się posiłkować cytatami.

Artykuł generalnie opisuje polskie rezerwy żywności, gromadzone przez Agencję Rezerw Materiałowych, ale też i przez wojsko. Są one, krótko mówiąc, mizerne.

Nigdy nie miałem wątpliwości, że zapas żywności to sobie muszę stworzyć samodzielnie. Bo w razie czego, nikt inny do mnie nie przyjedzie mnie nakarmić. Gorzej — w razie czego, pewnie kilka osób przyjedzie do mnie aby zostać nakarmionym. A artykuł utwierdził mnie w obydwu tych przekonaniach.

„W zależności od grupy asortymentowej, zgromadzone na rezerwach strategicznych zasoby produktów rolnych i rolno-spożywczych, środków spożywczych i ich składników, mogą zabezpieczyć potrzeby żywnościowe mieszkańców RP w przeliczeniu na dni spożycia na 3 do 8 dni dla ogółu mieszkańców (…).”

O czym to świadczy? O tym, że braku żywności na rynku rezerwy strategiczne w żaden sposób nie pokryją. Dodatkowo, wedle informacji z artykułu, ich uruchomienie potrwa co najmniej kilka dni, jako że nie wszystkie materiały z rezerw są gotowe do spożycia od razu po wyjęciu z magazynów. W końcu trudno jest zjeść surową mąkę, najpierw trzeba ją zamienić w chleb.

Dalej w artykule cytowany jest jeden z ekspertów:

Według symulacji, na uruchomienie rezerwy kryzysowych i dostarczenie ich do ludności potrzeba będzie około trzech dni. Na świecie też to zresztą tak wygląda. Tylko że tam ludzie mają świadomość, że trzeba być przygotowanym na różne scenariusze i mieć żelazny zapas jedzenia na pierwszych kilka dni po zdarzeniu nadzwyczajnym.

Nieco dalej, kolejny ekspert:

Po analizie wszystkich większych klęsk wychodzi, że problemem nie jest brak przygotowania państwa, ale obywatela. Przecież jak nam wyłączą prąd, to państwo nie rozda każdemu po latarce.

I tak, i nie.

Rzeczywiście, w Polsce mało kto myśli o gorszych czasach a większość ludzi nawet nie bierze pod uwagę możliwości ich wystąpienia. I nie mam tu na myśli nawet przygotowań na te czasy, ale postępowanie tak, jakby zawsze było tak, jak teraz, lub lepiej. Ludzie biorą kredyty hipoteczne z taką miesięczną ratą, że ich budżety ledwie się domykają, nie biorąc pod uwagę możliwości utraty pracy czy nawet wpadki i powiększenia się rodziny.

Podobnie przygotowujemy się na klęski żywiołowe i ich skutki, jak choćby wyłączenie prądu przez dwa tygodnie w środku zimy, czy konieczność ewakuacji z domu zbudowanego w pobliżu rzeki.

Zawsze opowiadając o tego typu zagrożeniach, staram się uświadamiać rozmówcy, że na państwo nie może i nie powinien liczyć. Że państwo wcale nie musi być w stanie mu pomóc. Że może będzie bardzo chciało, tylko nie będzie mieć sił i środków. I przypominam, że kto umie liczyć, ten powinien liczyć na siebie.

Co mam na myśli? Aby samodzielnie się zabezpieczać pod wieloma względami, m.in.:

 

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

13 komentarzy

  1. Oko pisze:

    Zapasy zywnosci na 3 miesiace? Spadłeś z krzesła?

    Policz. zapasy wieksze niz miesiac oznaczaja, ze musisz jesc x*y gdzie x to czas waznosci produktu a y ilośc produktu ktory zuzywasz. Wezmy cukier. Aby jesc go przez 3 miesiace musisz go po prostu kupic tyle ile zuzywasz przez 3 miesiace+1 miesiac zapasu bo robisz rotacje. Oznacza to, ze musisz jesc maki, ryzu, cukru w takim stezeniu jak w czasie glodu albo data waznosci ci sie skonczy szybciej. Najgorzej jest z cukrem. cukier ma maksymalnie 2 lata waznosci. a standardowo rok od produkcji. Lepiej jest z makaronami ok. 5 lat ale zazwyczaj to co jest na polce ma rok dwa waznosci, to samo maka. Nie kupisz maki o waznosci wiekszej niz 3 lata. To znaczy, ze musisz jesc praktycznie tak samo jednolicie, niesmacznie jak w czasie godziny „W”.

    Da sie to zrobic jesli masz zywnosc na miesiac a rozkladasz to na rok. Ale wiecej po prostu sie nie da. O jakis jajkach w proszku, miesie w ogole ne bardzo jest o czym mowic.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Da się zrobić. Jedz to, co masz w zapasie i trzymaj w zapasie to, co jadasz. I wymieniaj regularnie, zjadając najstarsze, kupując nowe.

      Mając zapas na 3 miesiące wymieniany co roku, musisz daną rzecz jeść 4 razy rzadziej, niż w czasie korzystania z zapasów. Czyli dwa razy w tygodniu jesz kanapki z mięchem z puszki, zamiast świeżego żółtego sera. Dwa razy w tygodniu jesz na obiad makaron z sosem ze słoika, albo w całości przyrządzonym własnoręcznie z półproduktów o długim terminie przydatności (np. suszonych warzyw). Zamiast jeść codziennie chleb pieczony samodzielnie z przechowywanej mąki, jadasz go dwa razy w tygodniu. Dwa razy w tygodniu deser z owoców z puszki lub słoika, wymieszanych z bitą śmietaną w sprayu.

      Jak dla mnie, nic strasznego. Już w tej chwili jadam podobnie (tylko chleba nie piekę).

      Im większy okres przydatności danego składnika naszych zapasów, tym rzadziej musimy go jeść. Ale moim zdaniem musimy jednak włączyć go do naszej diety, żeby się przyzwyczaić do danego smaku i nie kręcić nosem gdy nie będziemy mieli wyboru.

      Z jajkami rzeczywiście jest problem, bo pozostają tylko jajka w proszku, albo… świeże z domowej hodowli. Podobnie z mięsem, szczęśliwie mięso można suszyć i przechowywać w formie przetworzonej (np. kiełbasa w słoiku).

      • Mc pisze:

        Nie bardzo rozumiem wyliczenia Oko, zgadzam się z tym co odpowiada Survivalista, z tym że po paru degustacjach zrezygnowałem z konserw mięsnych itp.
        W zapasach trzymam jedynie to, co jadamy na co dzień a co się da długo przechowywać – kasze, makarony, ryże, płatki śniadaniowe, chleb chrupki, herbatniki, dżemy, nutelle, soki, wina, z konserw to jedynie warzywa, owoce i jakieś rybki w oleju.
        Oczywiście rotacyjnie to odświeżam, w rzeczywistości czas który produkty spędzają w „buforowej szafce” jest czasem krótszy niż czas od wyprodukowania do momentu kupna (flamastrem piszę kiedy kupiłem a nie do kiedy jest ważne, bo to jest zawsze wydrukowane.a kiedy było wyprodukowane to się można domyśleć po dacie ważności)
        Mam nadzieję że się to nigdy nie przyda oprócz małych kataklizmów typu niezapowiedziani goście których trzeba nakarmić.

  2. Ptasznik z Trotylu pisze:

    Utrzymuję stale żelazny zapas wojskowej żywności (suchary, wojskowe konserwy, czekolada, kawa) a oprócz tego makarony , kasze, fasolę.
    To wszystko jest regularnie wymieniane.
    Panowie, jeśli przyjdzie „godzina W” to uwierzcie mi nie będziecie tęsknili za frykasami z delikatesów bo skórka z suchego chleba będzie „przysmakiem” ratującym życie.
    Porozmawiajcie z ludźmi którzy przeżyli okupację lub obozy koncentracyjne niemieckie lub sowieckie. To są praktycy survivalu.
    Nie zawracajcie sobie głowy duperelami typu laptop i zasilanie do niego bo internetu przecież nie będzie w przypadku poważniejszego kataklizmu.
    Radio tranzystorowe na baterię lub korbkę wam wystarczy , jesli jeszcze będzie ktoś gdzieś cokolwiek nadawał.
    Opał, woda, bańki z naftą, świece i jakaś broń żeby bronić życia rodziny, system współpracy (samoobrona) z sąsiadami. To będą istotne sprawy.

    • artur xxxxxx pisze:

      Od razu zakładasz wojnę nuklearną lub impakt asteroidy? Katastrofą może być również brak dostaw ropy naftowej do rafinerii, zamieszki, blokady dróg, susza, rok bez lata, nagły kryzys gospodarczy. Wtedy internet i inne media jakoś będą funkcjonowały, żywność pewnie też będzie, ale raczej dla bogatych.

      • Boungler pisze:

        Format katastrofy (sytuacji nadzwyczajnej) jest raczej nie istotny jeżeli chodzi o żywność. Żywność będzie nam tak samo potrzebna po uderzeniu asteroidy jak i w przypadku zamieszek i braku dostaw. Różnice dostrzegalne są jedynie gdy określamy zasoby narzędziowe i „Taktyczne”. Będą one znaczne… powiedziałbym zasadnicze 🙂

        Polska jest krajem gdzie stosunkowo rzadko dochodzi do trzęsień ziemi jednak jest dużo powodzi – czy ludzie kupują pontony na wszelki wypadek ?

  3. Ciek pisze:

    3 – 8 dni dla OGÓŁU mieszkańców. Jak dla mnie to całkiem niezłe wyniki biorąc pod uwagę, że klęska dotykająca wszystkich mieszkańców jest praktycznie niemożliwa, a nawet jeśli założymy, że faktycznie wystąpiła to przecież nie ma znaczenia jakie są zapasy bo przestanie też istnieć sieć logistyczna. Poza tym każdy przy zdrowych zmysłach i tak powinien mieć coś dla siebie odłożone, jak nie ma to jego problem, mnie to niezbyt obchodzi, jestem zwolennikiem darwinizmu społecznego. Z punktu widzenia szarego człowieka istnienie ARM jest istotne z innego powodu; już trwa tam wyprzedaż niepotrzebnych gratów, a niektóre z nich warto mieć, zwłaszcza, że ceny są absurdalnie niskie. Np. lampa naftowa za 2 zł, 20l kanki cynkowane za 30 zł, przyzwoicie wyglądające łóżko polowe 25 zł, cała masa sprzętu medycznego itp. itd.

    Pozdrawiam
    Ciek

  4. Boungler pisze:

    Zapas na 30 dni to zdecydowanie norma, zapas na 90 dni to optimum a tak na prawdę to wielkość tego zapasu definiuje nasz portfel bo to od niego zależeć będzie czy damy radę ten zapas utrzymać. Układ nie tylko powinien posiadać postać gotowej żywności ale również nasiona i podstawowe sprzęty aby tą żywność wytworzyć. Ktoś może od razu zarzucić że najlepiej to już w tej chwili kupić konia i pług. Nic bardziej nie zastąpi nam świeżych i silnych witamin jak szczypiorek, cebula, rzodkiewka, i cała kupa innych hodowanych nawet na parapecie czy na dachu budynku. Istotna jest każda inicjatywa, która zapewni nam wsparcie – również narzędziowe!!! kompletny zestaw to taki zestaw, który nie tylko zasili nas na określony czas przetrwania ale i będzie miał odpowiednie zaplecze narzędziowe do wytwarzania własnych zasobów.

    • Julek pisze:

      „Nic bardziej nie zastąpi nam świeżych i silnych witamin jak szczypiorek, cebula, rzodkiewka, i cała kupa innych hodowanych nawet na parapecie czy na dachu budynku.”

      Kiełki mają od groma witamin, są banalne w produkcji a nasiona łatwe w przechowywaniu. http://www.kielki.info

  5. Mc pisze:

    Załóżmy, że są zapasy konserw itp, ale czym zakąsić?
    Co z chlebem naszym powszednim?
    Przecież nie da się go przechowywać (chyba że suchary – jak się ma miejsce).

    Otóż kupiłem sobie maszynkę do wyrobu chleba – sama miesi, inkubuje i wypieka.
    Po kilku zakalcach nauczyłem się dawać takie proporcje, aby wychodził pyszny prawdziwy chleb, nie to co sklepowy glutogniot z polepszaczami.

    Oczywiście w razie kryzysu może nie być prądu do mojej maszynki,
    ale przynajmniej będę miał zapas mąki – którego bez tej maszynki bym nie robił, bo bym jej nie używał na co dzień (jest to inna mąka niż do ciasta).
    Mając mąkę i umiejętności można wypiec chleb używając również alternatywnych źródeł ciepła, w ostateczności zrobić lawasz.

    A na razie mam pyszny chleb. Na razie na kupnych drożdżach, ale spróbuję zrobić zakwas.

  6. adam pisze:

    Ale jestescie nawiedzeni…..Za duzo oglądacie chyba filmów , seriali i innych chłamów;))))

    • xx pisze:

      @adam

      Nie będziesz miał nawet czym płakać, jak się okaże że nie ma prądu, wody i żarcia 🙂 Idź wracaj oglądać swój chłam szambo24 tam mówią tylko prawdę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner