Vademecum cywila na wojnie – odpowiedź i trochę krytyka

Wiecie, co powinien zrobić cywil na wojnie? Tego właśnie zagadnienia dotyczył materiał opublikowany niedawno na kanale AdArma w serwisie YouTube.

Po jego obejrzeniu doszedłem do wniosku, że kilka z sugestii zawartych w tym materiale jest, delikatnie mówiąc, nienajlepszych. Uznałem, że warto go będzie obszernie przeanalizować i omówić.

Poniżej player z filmem oraz wersja audio do odsłuchania. A jeszcze niżej — skrócony spis poruszonych przeze mnie zagadnień wraz z uzasadnieniem mojego stanowiska.

Disclaimery

Pan Jacek Hoga, autor materiału, na początku zaznacza, że nie ma swoich własnych doświadczeń z bycia cywilem na wojnie, ale że sporo przeróżnych świadectw przeczytał i że na ich podstawie wyciąga wnioski.

Uważam, że to bardzo uczciwe postawienie sprawy i pochwalam takie podejście. Jestem przecież w dokładnie takiej samej sytuacji. Ja też nie przeżyłem żadnej wojny. I też uważam, że trzeba wyciągać wnioski z lekcji, które odebrali inni. Trzeba tylko robić to ostrożnie, aby przypadkiem nie popełnić tzw. błędu przeżywalności.

Ewakuacja

Pierwsze zagadnienie, z którym się fundamentalnie nie zgadzam, odnosi się do ewakuacji. Pan Jacek mówi tak:

Pierwsze, co bym zrobił, jeżeli państwo już myśleli o tym, albo oglądali jakieś filmiki, to albo pomysł, albo nie daj Boże jak już jest przedmiot, wyrzucił daleko za okno (…) jakikolwiek plecak ucieczkowy. Bo na ten pomysł wpadną właściwie wszyscy (…)

I ja się z tym oczywiście nie zgadzam. Jestem zdania, że każdy z nas powinien mieć swój zestaw ewakuacyjny, czyli rzeczy, które zabierzemy z domu w razie konieczności ewakuowania się.

Pan Jacek uważa, że nie powinniśmy się ewakuować z domu, aż do momentu, gdy wojskowi nam powiedzą, że tędy będzie przebiegać linia frontu. Albo gdy nieopodal naszego bloku rozstawi się bateria artylerii. Bo lepiej jest w znanym otoczeniu, nawet wśród obojętnych sąsiadów, niż rowie przy drodze 130 km od miasta, gdy się utknie z innymi na zakorkowanej trasie. Bo ewakuacja w nieznane jest złym pomysłem.

Mnie tak kategoryczne stawianie sprawy się nie podoba, bo zestaw ewakuacyjny przyda się również w razie pożaru czy skażenia chemicznego i dlatego koniecznie każdy powinien go mieć.

Do ewakuacji trzeba się jednak przygotować, właśnie po to, by móc to zrobić sprawniej od innych (a więc zanim się drogi zakorkują) oraz wiedzieć, dokąd i po co chcemy się przenieść. Celem ewakuacji nie powinna być głusza, las, jakieś obce miejsce, tylko domek na działce pod miastem, albo dom rodziny kilkadziesiąt kilometrów od domu. Albo dalej, jeśli ktoś mieszka blisko wschodniej granicy i obawia się zagrożenia z tego kierunku.

Woda

Drugim punktem, z którym się fundamentalnie nie zgadzam, jest kwestia wody. Pan Jacek Hoga wspomina, że absolutnie nie powinniśmy robić w domu zapasu wody, bo on zajmuje mnóstwo miejsca. Zaznacza natomiast, że trzeba znać okoliczne źródła wody i mieć możliwość jej uzdatnienia. Ale niekoniecznie od razu musi to być drogi filtr, bo wystarczy tej wody zagotowanie, w celu unieszkodliwienia zanieczyszczeń biologicznych. Chemicznymi mamy się nie martwić.

I ja tu widzę kilka słabych punktów takiego podejścia.

Po pierwsze, marnowanie czasu na zdobywanie tej wody i przynoszenie jej do domu.
Po drugie, że skażenie chemiczne, zwłaszcza jeśli tę wodę będziemy pić przez dłuższy czas, na przykład kilka tygodni, również wpłynie na nasze zdrowie.
Po trzecie, awaria wodociągu wydaje się dużo bardziej prawdopodobna, niż wojna, a przed jej skutkami także zabezpieczy nas choć niewielki zapas wody w domu.

Co więcej, dobry filtr do wody nie musi być dużym wydatkiem, bo niezły filtr mamy w sklepie, za 160 złotych. I też zmniejsza ilość zanieczyszczeń chemicznych w wodzie…

Wyprowadzka

Autor filmu stwierdza, że nie ma co sobie zaprzątać głowy przeprowadzką, bo to nie ma znaczenia, jeżeli grozi nam w niedalekiej przyszłości konflikt.

I to jest prawda, jeśli wojna miałaby wybuchnąć jutro, rozkminianie, gdzie mógłbym kupić dom i przenieść się z rodziną, nic nam nie da. Ale przecież wcale tak być nie musi!

Rawles, autor bardzo ciekawego poradnika, o którym mówiliśmy na blogu (można go kupić m.in. tutaj) uważał, że już teraz, w dobrych czasach, należy się przenieść do azylu, w którym urządzimy się na sytuacje awaryjne. W którym będziemy bardziej niezależni od wodociągu i systemu elektroenergetycznego, od żywności w sklepach, ale w którym także będziemy częścią społeczności, która nam w razie czego pomoże.

I to jest dobre rozwiązanie. Warto o tym myśleć, jak najbardziej.

Miałem też i inne uwagi, nieco mniej krytyczne, dlatego uważam, że warto obejrzeć nasz film w całości.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. Michał pisze:

    Obejrzałem i z większością uwag się zgadzam. Jednak dla mnie w moich przygotowaniach najistotniejsza okazała się książka Selko Bregovica. Ona uświadomiła mi podstawowy fakt, że czegokolwiek nie zgromadzę, jakkolwiek się nie przygotuję na X scenariuszy, to prawdziwy i gruby kryzys typu wojna, zawsze mnie zaskoczy swoim przebiegiem. Dlatego staram się coraz bardziej oswajać z myślą, że wielu rzeczy nigdy nie przewidzę ani nigdy im nie zapobiegnę. Jedyne na co mam wpływ to budowanie odporności fizycznej i psychicznej na różne niewygody, testowanie siebie w różnych trudnych sytuacjach i radzenie sobie w sytuacji niedoboru, o tyle o ile da się to przetestować w laboratoryjnych warunkach. Bo do prawdziwego kryzysu takiego jak wojna czy częściowy rozpad struktur Państwa i łańcuchów dostaw energii czy żywności nie da się być w pełni przygotowanym. Natomiast można pracować nad swoim charakterem i siłą woli, żeby w godzinie próby zamiast załamać się, iść do przodu walcząc o przetrwanie. Ważne jest w mojej ocenie aby nie tkwić w ułudzie, że dobrze wyposażony preppers, będzie zieloną wyspą na polu kryzysu, który będzie żył świetnie i bezproblemowo mimo zawieruchy na około.

  2. Znewslettera pisze:

    Nie potrafię zrozumieć jak można działać tak zero jedynkowo
    Mieć plecak albo nie mieć w ogóle. Ponad dwa lata temu w bloku mojej mamy był pożar, mój brat był na miejscu, dzięki temu że dużo mu trupem o tym jak zabezpieczyć dom i co wziąć wychodząc to nie stali w zimę w piżamach tylko byli całkowicie ubrani. Brat zdążył zerwać zasłony z okien i odsunąć wszystko co się dało w głąb pokoi. Gdyby miał plecak ucieczkowy to pozostało by im jedynie ogarnięcie zasłon na wszelki wypadek. Nie było to lekkomyślne bo wiedzieli że pali się dach budynku i nie ma jeszcze służb. Później mama opowiadała mi jak ludzie w panice nie zabrali nawet telefonów, wszyscy stali w piżamach i był nawet jeden pan który podobno miał plecak na taką ewentualność, ale tak spanikował że go nie zabrał. Spaleniu uległy mieszkania na poddaszu. To zdarzenie i wiele innych, np najechanie przeze mnie na wypadek czy pomoc osobie z padaczka że przygotowanym musimy być na dużo „mniejsze” sytuację. Po pierwsze jak zawsze powtarzają np ratownicy medyczni umiejętności przede wszystkim bo nawet najlepszy sprzęt nic nie da bez wiedzy, tak samo ze sprzętem wszelkiego rodzaju. Sytuacja z sąsiadem, zapewne nigdy nie przećwiczył tego jak w środku nocy zachowa się jego rodzina i kto zabiera dzieci a kto plecak/ plecaki. Także moje zdanie jest takie, nigdy skrajność nie jest dobra, dlatego facet co do otwierania paczek i listów ma 12 folderów każdy po minimum 500 zł i gadzeciarstwo daje mu poczucie bezpieczeństwa plus dodatkowo daje preppersom łatkę „weirdo” bo gościu jest obwieszony wszystkim i każdego chce edukować. Z drugiej strony mamy ludzi co twierdzą że co ma być to będzie i jak wybuchnie wojna to i tak nic nie zrobią. Krzysiek mówił już wiele razy na filmach że jest coś takiego jak prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zdarzenia i to utrata pracy jest bardziej prawdopodobna niż wojna. Ale tekst że nie trzymać w szczególności wody w domu mnie rozwalił jeżeli chodzi o Adarme, jakiej sytuacji by nie było to właśnie wodę będziesz potrzebował szybciej niż jedzenie czy gadżeciki. Pozdrawiam

  3. Marek pisze:

    Wydaje mi się, że te filmiki są zderzone z zupełnie różnych perspektyw – AdArmy, z punktu widzenia życia w domku za miastem, z własną studnią i „naturalnie gromadzonymi” zapasami – gdzie faktycznie, trzymanie dodatkowej wody, czy plecaka nie ma sensu. Jak będzie kryzys, wojna, zamieszki – to będzie dość czasu żeby sobie takie zestawy pobudować (to nie dzieje się w 5 minut, szczegolnie za miastem).
    Krzysiek – mam wrażenie że patrzy na to z perspektywy życia w bloku/domku zależnym od wszystkich możliwych mediów.

    AdArma – rozważa w zasadzie tylko wypadek wojny konwencjonalnej, podczas gdy Krzysiek odnosi sie także do innych zagrożeń.

    AdArma – przedstawia sytuacje dla typowej rodziny, z rodzinnymi „problemami”, co wiecej – zlokalizowanej w DOMKU – niby gdzie maja uciekac? do lasu? z żona i dziecmi?, Krzysiek – chyba jednak bardziej profil „jednoosobowej armii” bez zobowiązań, zlokalizowanej w centrum miasta – w takiej sytuacji można sobie poradzić gdziekolwiek.

    Jeszcze kwestia ucieczki „tak szybko jak to mozliwe, bo jestem przygotowany” – to zadziała w wypadku pożaru, ale już w wypadku grozby kataklizmu ? Czy na pewno bedziesz chcial uciekac przed? A co z pracujacymi?

    Nie wszystko można odrazu porzucić. Co wiecej, w wypadku – nie wiem – zagrozenia biologicznego czy skażenia radiologicznego – uciekac beda wszyscy, w tym co maja na sobie. I tu przygotowanie nie ma wiekszego sensu. Chyba ze masz miernik geigera – wtedy doskonale znasz moment, kiedy nie warto dalej uciekac …

    Bardzo szanuje obie opinie, natomiast – w sumie, zgodnie z tym co Krzysiek powtarza – każdy musi uszyć zestawy, procedury pod siebie i swoją unikalną sytuację.

  4. Mmx pisze:

    Mnie bardzo dała do myślenia ta pandemia. Na początku wieści były bardzo różne. Tajenie zarazy w Chinach, śmiertelność we Włoszech, plotki o zamykaniu miast i wyprowadzaniu wojska na ulicę. I pojawił się dylemat- ewakuować się czy zostać? Rzucić robotę czy chodzić normalnie? Takie kryzysy są najgorsze bo rosną powoli i trudno wyczuć ten moment. Wojna też nie zawsze oznacza bombardowanie miast i regularne walki. Może się skończyć jak np na Krymie. Masa ludzi przeżyła II wojnę światową w swoim mieszkaniu, chodząc normalnie do swojej pracy. Jest milion różnych scenariuszy które mogą mieć totalnie odmienny przebieg i bardzo trudno w związku z tym mówić o jakichś uniwersalnych receptach. Jeśli ktoś stawia wszystko na jedną kartę to łatwo może przegrać wszystko.

  5. szary pisze:

    Ciekawe rozważania obu stron pozbawionych doświadczeń a więc i wiedzy w materii oraz w czasie długo już trwającego pokoju. To jak z perspektywy praktyka z dwóch stref wojennych. Plecak jest jak najbardziej super ale jego zawartość którą pieczołowicie planuje każdy chcący się przygotować cywil już nie. Z wodą podobnie. Znaczy coś tam warto mieć ale bez przesady. Dużo zależy o miejsca i dostępnych zasobów, dystansu do nich, własnych możliwości fizycznych czy transportowych.
    Generalnie (moim zdaniem i doświadczeniem) obie strony zdryfowały za bardzo w dwóch różnych teoretycznych kierunkach. „Życie” wszystko weryfikuje ;-). Raz zadziała jedno, innym razem co innego. Obie moje sytuacje były dość różne. Nie ma rozwiązać działających za każdym razem chyba że mówimy np. o myciu rąk wodą i mydłem po wyjściu z toalety. Co do minimum myślę że mimo skromności własnych doświadczeń można pogodzić oba stanowiska i jednocześnie nie marnować czasu i swojego życia na codzienne zabezpieczanie zasobów i zapasów na wypadek apokalipsy przez kupowanie zupełnie nieprzydanych rzeczy i uzupełnianie zapasów makaronu 😉
    Pozdrawiam Wszystkich

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner