Węzły (3): improwizowana uprząż

Dziś w cyklu wpisów o węzłach będzie nieco inaczej niż ostatnio, bo nie w formie wideo, a artykuł z obrazkami.

Całość materiału przygotował Lars z Karalucha.

Jakiś czas temu byłem na tak zwanym „kursie wspinaczki przemysłowej”. Musiałem wziąć w nim udział by nauczyć się wspinania na morskie konstrukcje takie jak elektrownie wiatrowe w celu ewakuacji uwięzionych techników (*). Albo żeby ewakuować SIEBIE wspinając się na takie konstrukcje w razie zatonięcia statku…, albo wpadnięcia do wody wskutek mojej własnej głupoty.

W każdym razie: nauczyłem się tam wykonywać improwizowaną uprząż wspinaczkową. Jak widać na zdjęciach dość łatwo ją wykonać, a dwa luźne końce liny można przywiązać do drabiny lub innego obiektu, po którym się wspinasz (**).

Uprząż jest wygodniejsza, niż wskazuje na to jej wygląd. Nawet ekstremalne obciążenie nie przekłada się na zagrożenie dla karku i szyi. Muszę przyznać, że nigdy nie użyłem jej w sytuacji awaryjnej, ale moja dobra koleżanka z jej pomocą wyciągnęła nieprzytomnego marynarza 17 metrów w górę…sam i w ekstremalnych warunkach pogodowych. W naszym małym światku jest w pewnym sensie bohaterką.

Czasem używam tej uprzęży jako „zabezpieczenia” dla dzieci w dużym tłumie i tak planuję ją użyć gdybyśmy w scenariuszu SHTF (mimo całego planowania) natrafili na taki tłum.

(*) To może zainteresować tych z Was, których hobby jest „przygotowanie na atak zombie”. Morskie elektrownie wiatrowe są dość łatwe do wspięcia się z niewielkiej łodzi. Większość jest wyposażona w skromny przedział ratunkowy z łóżkiem, racjami żywnościowymi, radiem a czasem także toaletą. Te przedziały stworzono do wykorzystania przez techników serwisujących elektrownie, na wypadek uwięzienia w trudnej pogodzie.

(**)  Robi się w to w ten sposób: lina, na której wisisz, musi być dość napięta… aby w razie czego upadek w razie poślizgnięcia się nie był większy, niż 20 cm… Należy mieć cały czas przynajmniej jeden koniec liny przywiązany do drabiny. Bardzo męczące jest wiązanie dwóch końców liny po kolei do kilkuset stopni drabiny, ale przynajmniej zapewni Ci to bezpieczeństwo.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

1 Response

  1. Witold pisze:

    Nawet ciekawe, tylko trzeba zaznaczyć że jest to tylko ratunkowy sposób opuszczenia lub wywindowania, ponieważ po chwili wiszenia osoba słabsza lub zmęczona zacznie się dusić swoim ciężarem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner