Z plecakiem dookoła Warszawy – część 1

W dzisiejszym odcinku chciałbym zabrać Was na pierwszą część pieszej wycieczki dookoła Warszawy.

Wokół miasta wyznaczonych jest kilka szlaków, które noszą wspólną nazwę: Warszawskiej Obwodnicy Turystycznej. Liczą coś tam ponad 200 km i kiedyś wpadłem na taki pomysł, żeby przejść ten szlak w całości piechotą.

„Po jaką cholerę”, zapytacie? No cóż, z kilku przyczyn.

Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że przez siedzenie w domu i pracę zdalną zdziadziałem, trochę przytyłem, ale przede wszystkim zdziadziałem, no i stwierdziłem, że trzeba po prostu zacząć się ruszać. Normalnie chodząc do pracy robiłem codziennie kilka tysięcy kroków tylko na odcinku dom-przystanek, przystanek-praca. W tej chwili, mimo że chodzę codziennie z psem, robię ich dużo mniej i stwierdziłem, że warto się troszkę zmusić do tego, żeby pochodzić.

Po drugie, cały czas zakładam, że ta ewakuacja pieszo z domu może być koniecznością. To nie będzie mój pierwszy wybór, bo oczywiście będę chciał ewakuować się z domu samochodem. Nie będzie to mój drugi wybór, jeśli nie będę mógł jechać samochodem, będę się starał jechać rowerem, ale liczę się z tym, że w razie sytuacji awaryjnej, jeśli nie ewakuować się pieszo, to i tak będę musiał zacząć chodzić więcej z plecakiem, choćby po to, żeby pójść po coś, np. po wodę i dostarczyć ją domu.

Wreszcie po trzecie stwierdziłem, że może fajnie byłoby troszkę lepiej poznać te okolice, np. dowiedzieć, skąd mógłbym tę wodę do domu zdobyć, czy, nie wiem, opał, czy cokolwiek innego. I ta Warszawska Obwodnica Turystyczna wydała mi się świetnym sposobem do zrealizowania wszystkich tych 3 celów,

Etap 1. Modlin → Chotomów

Z pierwszego etapu wycieczki mam najmniej nagranego materiału, a w zasadzie najwięcej zdjęć. To jest odcinek między Modlinem a Chotomowem, zaczyna się na dworcu kolejowym w Modlinie. Zaraz na samym początku jest już od razu pierwsze kłamstwo, mianowicie na pierwszej tablicy jest napisane, że ten odcinek to 13 z groszami km, a było 19.

Ogólnie był to strasznie nudny odcinek. Przez długi czas prowadzi wzdłuż wału przeciwpowodziowego. Zboczyliśmy trochę z niego, żeby zejść nad Wisłę. Tam udało się dojrzeć orła bielika.

Wreszcie skręcamy z tego wału przeciwpowodziowego i oddalamy się od Wisły. Docieramy do lasu, do takiej tablicy, gdzie jest mowa o turystycznym szlaku patriotycznym ,,Polski Walczącej”, na tym szlaku spotyka się szereg fortyfikacji i koszar oraz urokliwe zakątki przyrodnicze, jakby kogoś interesowało. Las, trochę więcej lasu, dalej las.

Dalej las i tablica informacyjna na temat fortyfikacji tutejszych wchodzących w skład twierdzy Modlin i takie miejsce, gdzie sobie można sobie usiąść, coś zjeść, poczytać tablice informacyjne na temat Folwarku Trzciany, który tutaj w tym miejscu był.

Kolejna tablica dotycząca fortyfikacji, bardzo fajnie, że dołożyli zdjęcie z LiDARa, dzięki temu ładnie widać wszystkie elementy tych fortyfikacji.

Wreszcie docieramy do Chotomowa, pakujemy się w pociąg i jedziemy po samochód. He he. No muszę powiedzieć, że ten pierwszy odcinek dał nam mocno w kość, głównie dlatego, że spodziewaliśmy się, że będzie tam kilkanaście km, 15, a było 19.

No i to nas nauczył bardzo szybko, że trzeba po prostu sprawdzać każdy kolejny etap tej trasy, co zaczęliśmy robić za pomocą aplikacji i serwisu mapy.cz, bo tam jest taka fajna funkcja wyznaczania sobie tej trasy i zapisywania jej, i jednoczesnego pomiaru jej długości.

Etap 2. Chotomów → Wieliszew

Na drugi odcinek zabrałem więcej sprzętu, m.in. aparat i kamerę 360, więc tutaj będę miał coś więcej do pokazania.

Na początku jest nudno, bo trasa wiedzie ulicami Chotomowa.

Później szlak prowadzi wzdłuż asfaltu przez las. Muszę powiedzieć, że szlak tutaj jest fatalnie oznakowany, ponieważ nie jest wcale oznakowany. Ani jednego tu znaku nie widziałem na całym tym asfalcie. No, tu już z powrotem trochę oznaczeń widać.

Potem droga skręca w las. Chyba wyjeżdżały stamtąd ciężkie transporty z drewnem. Tam zaczyna mi się to podobać, bo zaczyna być już fajnie. Zaczyna to być las, a nie droga przy lesie czy droga w lesie.

Mam mnóstwo czasu i mogę się nacieszyć tą przyrodą dookoła mnie. Słychać ptaki, szum ruchu i od czasu do czasu jakąś pilarkę.

W pewnym momencie mijamy jedno z niżej położonych miejsc obok szlaku. Sądząc po roślinności, która tutaj jest, bywa tutaj mokro, a może raczej bywało tutaj mokro wiele lat temu, a teraz, jak się klimat ociepla, zmienia, to tutaj już wody za bardzo nie ma. Może jakbyśmy głęboko pokopali, tobyśmy coś znaleźli, a tak, to nie ma, jak widać. Ostatnich kilka lat było suchych i nawet to, że teraz ten rok jest dosyć mokry, nie zmieniło tej trudnej wodnej sytuacji. I ta sytuacja to jest powód dla którego, jak rozmawiam z ludźmi planującymi swoją strategię przetrwania gdzieś w głuszy, zawsze mówię, czy aby na pewno będziecie w stanie tę wodę pozyskać. Bo przecież może być tak, jak tutaj, że woda niby teoretycznie nawet powinna być, ale nie jej nie ma albo są jakieś potoki, strumienie zaznaczone na mapach, a w praktyce są suche, nie ma ich. Po prostu nie ma, wcale.

Kawałem dalej kolejne podmokłe miejsce, widać to po tych kikutach brzóz, które w tej wilgotnej glebie, zbyt wilgotnej glebie, sobie nie do końca radziły. Czy dałoby się tutaj gdzieś zaczerpnąć wodę? Właśnie mam wrażenie, że nie. Na ścieżce jest kałuża, jakby się uparł, toby się tu ubłocił. No ale wody bym stamtąd nie zaczerpnął, trzeba by było zrobić cygańską studnię.

Tempo ostatniego kilometra na nagraniu wyniosło 30 minut. To jest tak, jak się coś robi i porównuje czas robienia tego do czasu zrobienia tego i jednocześnie nagrania tego, zawsze wychodzi kilka razy dłużej, robienie i nagrywanie. To dotyczy, dokładnie tak samo jest z chodzeniem.

Na trasie spotkałem pana rowerzystę, mówił, że ma 83 lata. Pytał, czy zrobiłem jakieś fajne zdjęcia i mówił, że widział tu parę dni temu 3 łosie, a dziś przyjechał na grzyby, na prawdziwki i nie znalazł ani jednego, więc pożyczyliśmy sobie miłego dnia i poszliśmy.

W pewnym momencie wzdłuż szlaku zaczynają się jakieś cenniejsze lasy. Poznajecie, co to jest? Takie niedużutkie te drzewka, czyli świeżo chyba posadzone, parę, może paręnaście lat temu. No i o to właśnie chodzi, o zastępowanie tego, tym. To jest naturalny las dla naszej strefy klimatycznej. Las mieszany, a nie sosenki. No bo jaka jest wartość przyrodnicza takiej uprawy sosny? Znikoma, no!

Po wyjściu z lasu dalej nuda. Jakieś konie, jakieś bloki, domy, jakieś linie energetyczne, jakieś śmieci powyrzucane, więcej domów. No tak to wygląda teraz. Schludnie tu, ale nic ciekawego.

Na końcu trasy mam w nogach 11 i 9/10 km i docieram do stacji kolejowej Wieliszew. Z tego miejsca zacznę następny odcinek.

Etap 3. Wieliszew → Zamostki Wólczyńskie

Wznawiam trasę z Wieliszewie, znaki znowu wprowadzają w błąd. Z Chotomowa nie było 6 km, a z Modlina nie było 19. Z Modlina 19 to było do Chotomowa, coś jest nie tak z tymi oznaczeniami.

W wycieczkach tutaj o tej porze roku, pieszych, jest parę fajnych rzeczy. Jedną z fajnych rzeczy jest to, że właśnie jest zimno, więc wystarczy się odpowiednio ubrać, a potem rozbierać, żeby zachować w miarę komfort cieplny. Z drugiej strony, jak jest zimno, nie ma komarów, które są dla mnie personalnie utrapieniem, bo ich nie znoszę.

Mijam posadzony sosnowy lasek, który nie wygląda jakby był zdrowy. Czy ten żółty, taki nawet momentami pomarańczowy kolor, może to trochę słońca, ale czy ten żółty kolor świadczy, że to jest zdrowe? Nie wiem, nie jestem leśnikiem, ale mam wątpliwości.

Trasa wiedzie dalej przez las, aż wychodzi do Nieporętu w okolicy cmentarza. Tam przeżyłem dość specyficzne doświadczenie (więcej na materiale wideo).

Kanał Żerański pokonałem kładką z nabazgranym sprejem napisem ,,Taki twardziel, jak ja, potrzebuje takiej słodkiej dziewczyny, jak Ty”. Jeśli ktoś myśli, że bycie twardzielem oznacza malowanie sprayem, to spieszę go zmartwić, że nie, zupełnie nie.

Jest piękna pogoda. Cieplusio, słonecznie, coraz ciszej, coraz bardziej odchodzę od tego hałasu generowanego przez główną szosę. Chyba muszę troszkę zgęszczać ruchy, bo jak widzicie, słońce jest już dość nisko nad horyzontem, ale no godzina światła jeszcze została, a potem czeka na mnie samochód, więc już będzie z górki.

Czy zdążę dotrzeć do samochodu przed zachodem słońca? Im więcej się będę zatrzymywał, żeby tak nagrywać, tym mniejsza szansa, że zdążę.

Ten odcinek uważam za wyjątkowo udany, nie zgubiłem karty pamięci do drona, nie zgubiłem drona, wszystko działało. Zapomniałem tylko statywu do kamery 360, przez co z tej kamery nic nie nagrałem. Troszkę szkoda i jeszcze nie było ani jednej z tych, w ramach tej wycieczki po obwodnicy jeszcze nie było jednego dnia, żebym niczego nie zapomniał, zawsze o czymś zapominam.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

2 komentarze

  1. Robert pisze:

    W sam raz trafiłeś z tym materiałem, bo wczoraj sobie planowałem na ten rok przejście odcinków WOT, których dotąd nie zrobiłem, czyli większości. 🙂

    Co do planowania, korzystam z serwisu Mapa Turystyczna, który prowadzi po szlakach.

    I tak np. odcinek Modlin – Chotomów: https://mapa-turystyczna.pl/route/pvii to 18,4 km (4:45h) , co odpowiada Twojemu opisowi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner