Zapasy żywności: inwentaryzacja

Wielokrotnie pisałem tu na łamach bloga, że jednym z podstawowych sposobów przygotowania się na większość potencjalnych katastrof jest posiadanie zapasu żywności. Ułatwia to przetrwanie okresu bez pracy (mniej kupujemy, mniej wydajemy) i pandemii (nie musimy wychodzić z domu po zakupy, nie narażamy się na zarażenie).

Ale żeby zapasy żywności miały sens, nie wystarczy kupić 500 kg puszkowanej i suszonej żywności a później o niej zapomnieć. Chyba, że będzie to żywność o czasie przechowywania wynoszącym co najmniej 10 lat, tylko że taką u nas trudno kupić (a za oceanem są całe sklepy internetowe z takim asortymentem, czego im cholernie zazdroszczę). To, co możemy kupić w sklepie i przeznaczyć do zapasów żywności, musimy regularnie wymieniać i zastępować nowymi produktami.

Z początku nie jest to problemem. Tak naprawdę przez pierwszy rok czy dwa od rozpoczęcia gromadzenia zapasów, nie mamy się co tym przejmować. Większość produktów, które trafiłyby do zapasów, mają bowiem co najmniej roczny termin przydatności do spożycia. Ale później trzeba już tego pilnować. Musimy też dbać o to, by zapasy były w miarę zbilansowane, aby zaspokajały wszystkie nasze potrzeby żywieniowe.

Jak to robić? Moim zdaniem kluczem do skuteczności jest utrzymanie porządku w zapasach i inwentaryzacja.

1. Opisanie puszek

Jeśli widzieliście zdjęcie, które wrzuciłem pod koniec marca na Facebooku, pewnie zwróciliście uwagę na to, że wszystkie produkty na zdjęciu mają jakieś liczby napisane na wieczku słoika czy denku puszki.

Ta liczba to data przydatności do spożycia. Taką informację można oczywiście znaleźć na każdym opakowaniu, ale najczęściej są to trudne do znalezienia nadruki. Dlatego ja gdy tylko coś przyniosę do domu z przeznaczeniem do zapasów, niezmywalnym markerem zapisuję w widocznym miejscu termin przydatności.

Chodzi o to, bym mógł łatwo i szybko znaleźć w zapasach np. pudełko ryżu, którego ważność kończy się w kwietniu 2012 r. Żebym nie musiał w tym celu przekopywać całych zapasów i brać do ręki każdego pudełka ryżu, w poszukiwaniu mało widocznego nadruku.

2. Kategoryzacja

Żeby zapewnić różnorodność zapasów, warto każdą puszkę czy słoik przypisać do jakiejś kategorii. Później dzięki temu mogę sprawdzić sobie, że mam w zapasach za dużo produktów mącznych a za mało tłuszczy i dokupić np. butelkę oleju czy kostkę smalcu.

Ja wprowadziłem u siebie takie kategorie:

  • do chleba — w tej grupie mieszczą się wszystkie mięsne i rybne puszki w rodzaju konserw, pasztetów, paprykaszcze (Paprykarz Szczeciński), czyli to, co na co dzień możemy jeść na śniadanie z chlebem czy bułką,
  • gotowe posiłki — czyli to, co po podgrzaniu lub ugotowaniu może stanowić pełny lub prawie pełny posiłek — fasolka po bretońsku, flaki, pulpety w sosie, itd.,
  • makarony i kasze — ryż, kuskus, wszelkiego rodzaju makarony,
  • owoce — puszki z ananasem, brzoskwiniami, dżemy, ale także i soki,
  • przyprawy — kostki rosołowe, saszetki z przyprawami, sól, sosy,
  • słodycze — cukier, cukierki, czekolada,
  • tłuszcze — smalec, olej, oliwa,
  • warzywa — surówki w słoikach, ogórki kiszone i konserwowe, ketchup i koncentrat pomidorowy, orzechy, fasola i kukurydza w puszce,
  • zupki — zupki chińskie, dania w 5 minut, gorące kubki,
  • mleko — mleko w proszku, zagęszczone i UHT.

Nie jest to może optymalny podział, ale pozwala się zorientować, czy na przykład nie położyłem za dużego nacisku na makaron, którego później nie miałbym z czym zjeść. W pewnym zakresie może mi to pomóc w budowaniu zrównoważonego zapasu żywności.

3. Spis z inwentarza

Najważniejszym narzędziem, które pozwala mi utrzymać porządek w zapasach, jest pliczek Excela z pełną listą wszystkich produktów, które mam w zapasie.

W pliku jeden wpis to jeden produkt, który trzymam w zapasie. W ogólnym przypadku, gdy ze sklepu przynoszę coś nowego, dopisuję na końcu listy kolejną pozycję. Gdy coś zjem, znika z listy (choć nie do końca). Dla każdego produktu zapisuję takie informacje jak:

  • kategoria, do której go przypisałem — co potem ułatwia sortowanie,
  • pełna nazwa wraz z nazwą producenta — dzięki czemu mogę później łatwo go odnaleźć w zapasach, a jeśli nie będzie mi smakować, będę mógł zaznaczyć sobie w pliku, by go nie kupować,
  • liczba — w niektórych przypadkach kupuję od razu dwa czy trzy produkty tego samego typu, więc wpisuję odpowiednią liczbę w tym miejscu — gdy zjem jedno opakowanie, zmniejszam tę liczbę o 1, aż do zera, aby nie kasować definitywnie produktów, które były na liście (żebym potem wiedział np. które mi smakowały),
  • termin przydatności do spożycia — najważniejsza informacja, dzięki której mogę pilnować, by nic się nie przeterminowało, wedle tej liczby plik jest posortowany,
  • wielkość opakowania w gramach — w przypadku owoców i warzyw w puszkach, zapisuję masę po odsączeniu,
  • kaloryczność opakowania — abym wiedział, ile kalorii mam już w zapasie,
  • uwagi — np. miejsce przechowywania, jeśli jest nietypowe.

Dzięki temu pliczkowi wiem co muszę kupić w najbliższym czasie, ale wiem też, co tak naprawdę jest w moich zapasach i mogę to łatwo sprawdzić.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

15 komentarzy

  1. Fajna lista jedzonka na czarna godzine. Jedyne co ja bym wywalil to zupki chinskie, a na ich miejsce zakupil zywnosc liafilizowana.

  2. Aqua pisze:

    Może warto zdywersyfikować taki magazyn i uzupełnić go o sezonowe przetwory własnej roboty. Nawet jeżeli ktoś nie ma ogródka czy działki zawsze można pobawić się na balkonie czy zaszaleć na parapecie, a w ostateczności wybrać się po prostu na najbliższą giełdę warzywną i w momencie kiedy dane warzywo czy owoc jest tanie, kupić go w w większej ilości i zapakować do słoików.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Jeśli ktoś ma ochotę i czas robić własne przetwory, to nie ma problemu. Ja nie mam na to czasu, dlatego kupuję słoiki w sklepie. Ale w sezonie poświęcę trochę czasu i zrobię zapas suszonych warzyw.

  3. abc pisze:

    do obrazka

    ja ukladam półkami. Po prostu na danej polce lezy zywnosc do odpowiedniego roku i juz. jak jest malo to wstawiam do kartonu z data i juz. wtedy 2-3 kartony mieszcza sie na jednej polce. to lepsze niz przekopywac sie nawet z opisami.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Akurat zdjęcie zrobiłem w czasie wiosennych porządków w miejscu, gdzie trzymam zapasy. Normalnie wszystko jest z grubsza posortowane tematycznie i przekopywać się nie trzeba. Ale jak obok siebie stoi kilka czy kilkanaście identycznych słoików, oznaczenie na zakrętce pomaga.

  4. Mc pisze:

    Ja nie piszę daty przydatności, tylko datę zakupu, raz że łatwiej bo nie muszę szukać daty przydatności, dwa że wiem ile już na półce leży i biorę to starsze (zjadam zazwyczaj znacznie szybciej niż trwa ważność).

    Staram się na półce układać w szeregu – najnowsze najgłębiej, wtedy podbierają mi z wierzchu, a jak kupuję, wpycham w głąb szafy przesuwając istniejące (rejestr przesuwny FIFO 🙂

  5. tom pisze:

    Podstawowy problem, jaki wpływ na zdrowie ma taki sposób odżywiania? Produkty nie przetworzone i świeże produkowane przemysłowo są toksyczne dla ludzi a co dopiero dobierane pod kątem długich terminów przydatności i przetworzone! http://www.planeteplus.pl/dokument-trucizna-nasza-powszednia_37824 Po roku takiego odżywiania nie zabije Cię pandemiczna grypa ale zatrucie toksynami zawartymi w tych wszystkich puszkach!

  6. tomo360 pisze:

    robię bardzo podobnie, polecam dodać do exela oprócz daty przydatności, datę wymiany – wiem wtedy, że na kilka miesięcy przed końcem muszę wymienić produkt. Dzięki temu w przypadku sytuacji awaryjnej nie ryzykuję, że po miesiącu coś mi się popsuje. A co do ostatniego komentarza – zgromadzenie zapasów na rok byłoby trudne, poza tym, zabezpieczasz się do czasu normalizacji po katastrofie, epidemii, itp na jakieś 2-3 miesiące. A jeżeli nadejdzie fallout i przeżyjesz, to będziesz się modlił o znalezienie chociażby jednej konserwy. Wolę się zatruć toksynami, niż umrzeć z głodu. Zresztą dyskusja o szkodliwości przetworzonego jedzenia w obliczu globalnej katastrofy trwającej dłużej niż 3 miesiące mija się z celem.

  7. Mc pisze:

    Tom ma tu trochę racji i jest to główny punkt oporu mojej lepszej połowy – „nie będę jadła żarcia z konserwy bo tam chemia i konserwanty”.
    Nie pomaga pokazywanie etykiety „bez konserwantów” (puszki z kukurydzą itp), zresztą licho ich wie.
    Moim zdaniem gromadzenie dużej ilości konserw po to, aby je mieć w razie domniemanej katastrofy nie ma sensu – ujemna wartość oczekiwana wskutek b. małego prawdopodobieństwa że się przydadzą, a na drugiej stronie szali – albo wyrzucić, albo co gorsza zjeść aby się nie zmarnowały (prawdopodobieństwo bliskie 1).
    W dodatku, w świetle ostatnich afer mięsnych, solnych i jajecznych, od żywności przemysłowej trzeba się trzymać z dala.
    Jest to pracochłonne, ale w sezonie warto kupić tanie owoce (a najlepiej jak się ma własne drzewka) i zrobić dżemy, to samo z innymi przetworami.
    Jak ktoś ma ogród i możliwości, polecam też kilka kur i koguta.
    Jajka sklepowe to porażka gdy się je porówna z tymi od kury.
    Najgorsze są „ekologiczne”, bo długo leżą na półce i są nieświeże.
    Świeże jajko nie rozlewa się, można zrobić jajko sadzone przewracając je na patelni jak naleśnik i się żółtko ani białko nie rozleje!

    • tomo360 pisze:

      Jasne, ale mówimy tutaj o 2-3 miesiącach w przypadku dużej katastrofy, epidemii, itp. Myślę, że po tym czasie nikt nie umrze od jedzenia konserw. A jeżeli będziemy mieć do czynienia z czymś gorszym, to Twoje kury mogą a. nie przeżyć b. być zatrute c. w domu ich nie schowasz i sąsiad może je zjeść z głodu. Nie mówiąc już, że większość ludzi jednak nie ma warunków, żeby hodować zwierzęta lub sadzić duże ilości roślin. No ale fakt, że w Walking Dead Hersh na swojej farmie całkiem dobrze sobie radził z przeżyciem, do czasu 🙂

      • Mc pisze:

        Oczywiście że nie ma problemu z jedzeniem konserw przez kilka miesięcy, ale czytaj ze zrozumieniem: aby mieć zapasy, trzeba je jakoś odnawiać:
        albo jeść przez całe życie a to niezdrowo,
        albo wyrzucać (marnując pieniądze i środowisko).

  8. Survivalista (admin) pisze:

    Przesadzacie z tą toksycznością konserw. W otoczeniu mamy tyle toksyn, że odrobina więcej wchłonięta z takiej żywności nie zrobi żadnej różnicy. Nie dajmy się zwariować.

    Poza tym — tak naprawdę nie mamy wielkiego wyboru. Samodzielne zrobienie przetworów, zwłaszcza przetworów z mięsa, jest w wielu przypadkach kłopotliwe albo niemożliwe. Życzę powodzenia w zrobieniu zapasu takiej żywności na 3 miesiące, a później w robieni regularnie kolejnych zapasów, bo przecież trzeba je wymieniać.

    • Mc pisze:

      Moim zdaniem jest na odwrót – nie dajmy się zwariować i jeść żywność konserwowaną na wszelki wypadek tylko dlatego, że te puszki może kiedyś się przydadzą. Sam skład takich puszek poraża (oprócz konserwantów i kilkunastu procent mięsa, jakieś MOM, tkanki łączne itp odpadki, mnóstwo soli, barwniki).
      Jak ktoś chce, niech je, ale propagowanie takiego pomysłu uważam za wielce nietrafione.
      Ponadto mięso nie znajduje się u podstawy piramidy żywieniowej.
      Co innego chleb, kasza, warzywa, owoce.
      Co do przetworów – ze spadów z jednego drzewka owocowego zrobiliśmy kilkanaście słoików powideł – dopiero na wiosnę się skończyły, mimo że były pyszne w porównaniu z tymi barwionymi żelatynami zwanymi dżemami.
      Oczywiście, że nie każdy ma ogródek lub wręcz gospodarstwo – ale właśnie sezonowe zniżki cen (nie w marketach tylko na placach targowych) warto wykorzystać do zrobienia własnych przetworów.
      Z dwóch powodów:
      1. zdrowsze, smaczniejsze i w miarę wiadomo co wsadzamy (w fabryce z pewnością najgorsze ochłapy)
      2. jakie znaczenie ma *praktyczna* umiejętność robienia przetworów w przypadku SHTF to chyba nie muszę wyjaśniać?

  9. Pozyskiwacz pisze:

    Ja nie gromadzę konserw.Głównie ze względu na paskudny smak , no i sporo chemii w nich zawartych. Zapasy opieram głównie na ryżu, kaszach, makaronach + cukier, sól, przyprawy, kisiele/budynie,kakao,kawa trochę herbaty.W zasadzie oprócz zwiększonych zapasów tych produktów nie mam jakichś specjalnych przygotowań. Własne przetwory-kompoty, dżemy + ziemniaki i inne warzywa (cebula, marchew, groszek itp.) zmagazynowane w piwnicy.Prawie zawsze były w domu w wystarczającej ilości do następnych zbiorów. Mąki mam niewiele, ale sporo zboża i żarna do mielenia.
    Do tego sad, ogród, kury, kozy, króliki, konie.
    Dużo zależy od tego kiedy potencjalna katastrofa mogła by się wydarzyć. Jak tuż po zbiorach (na jesieni) to nie mógł bym zwiększyć produkcji żywności do następnej wiosny.A jak wiosną/wczesnym latem to można by się znacznie lepiej zabezpieczyć na nadchodzący ciężki okres.

  10. Pyrene pisze:

    Hej, chcialabym podzielic sie doswiadczeniem nt. konserwowania zywnosci. Po pierwsze, warto zainwestowac w urzadzenie do puszkowania. dzieki temu mamy pewnosc, ze zawartosc puszki nie zawiera szkodliwych dodatkow. Puszki sa gorszym rozwiazaniem niz sloiki, ale sie nie tluka i dluzej zachowuja przydatnosc. Znakomite do przechowywania zawartosci kalorycznej pod postacia pasztetow, topionego tluszczu i/lub masla, miesa mielonego, miesa w postaci b. gestego ragout, watrobki smazonej etc. Po drugie, miejcie zawsze zapas zywnosci liofilizowanej, rowniez w postaci polproduktow, oraz mrozonej. Osobiscie z jajek wlasnych kur robie bialkowy proszek, ktory po dodaniu wody znakomicie zastepuje zwykle bialko, przechowuje go w zamrazarce. Po trzecie, pakowanie prozniowe. Vacuum pozwala na przedluzenie przydatnosci produktow, np. ryzu czy innych weglowodanow oraz suszonych roslin, przypraw i grzybow.
    Oczywiscie survivalowcom nie przypominam nawet o wlasnym generatorze (zamrazarka!) izapasie wody. Mieszkam w niedostepnym regionie Pirenejow, gdzie zima odcina mnie od swiata na 4 miesiace, i najlepiej wspominam cieple lato przy spodeczku konfitur lub makaronie z grzybami. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner