Zasady robienia zapasów żywności

Nadrabiając ostatnio w samochodzie zaległości ze słuchania The Survival Podcast, trafiłem na odcinek 636 o tym, że czas na przygotowywanie zapasów żywności jest właśnie teraz.

Jack wspomina w nim o kilku kwestiach, które jego zdaniem przyczynią się do wzrostu cen żywności. Ale także o pięciu zasadach robienia zapasów żywności, które omówił swojego czasu w osobnej audycji.

Temat jest na tyle istotny, że zdecydowałem się i tu poświęcić mu osobny wpis. Omówię w nim pokrótce te 5 zasad tworzenia i gospodarowania zapasami żywności.

1. Jedz to, co masz w zapasie. Trzymaj w zapasie to, co jadasz.

Po angielsku ta zasada brzmi znacznie zgrabniej: eat what you store, store what you eat. Chodzi po prostu o to, by włączać do naszej codziennej diety produkty, które posiadamy w naszym zapasie, i aby trzymać w zapasie te produkty, które są nam na co dzień potrzebne.

Stosowanie do tej zasady ma dwie zalety:

  • ułatwia rotację żywności,
  • ułatwia późniejsze przestawienie się na żywność z zapasów.

Sensem rotacji jest zapewnienie świeżości naszych zapasów żywności. Po prostu, nim minie termin przydatności do spożycia danej puszki, trzeba ją zjeść i zastąpić nową, z odległym terminem.

Przykładowo, załóżmy, że mamy zapas żywności, której termin przydatności wynosi rok. Chcemy zrobić zapas tego produktu na trzy miesiące, a jadamy go codziennie. Tym sposobem, mamy 3 x 30 = 90 porcji dla każdego domownika. Aby móc te 90 porcji wymienić na nowe w ciągu każdego roku, musimy jadać je średnio co 360 / 90 = 4 dni. A zatem, będziemy ten produkt na co dzień jadać mniej więcej dwa razy w tygodniu.

Nie sposób odmówić słuszności drugiej zalecie tej reguły, czyli przyzwyczajeniu (podniebienia i organizmu) do danego produktu o długim okresie przechowywania. Przecież robiąc zapas gotowych posiłków w słoikach (klopsiki, gołąbki, flaki, fasolka po bretońsku, itd.), trzeba kupować takie, które będą nam smakować i takie, które nie wywołają u nas rozwolnienia.

2. Wykorzystuj szanse zakupowe

Tu chodzi o to, by korzystać z tego, że coś nagle z jakiś przyczyn staje się tańsze. Czyli na przykład w danym tygodniu w markecie pojawia się promocja, w której puszka kukurydzy jest dwukrotnie tańsza, niż zwykle. W takiej sytuacji, kupujemy jej po prostu więcej, szybciej budując zapas żywności.

Można też z tych szans korzystać odwrotnie, po prostu odkładając na później zakupy, gdy coś nagle zdrożeje albo gdy w danym tygodniu nie będzie promocji na konkretny produkt.

Zaprzeczeniem tej metody jest to, co teraz ludzie robią w sklepach, kupując większe ilości droższego niż zwykle cukru.

3. Traktuj produkty o długim okresie trwałości jako uzupełnienie zapasu i uzupełnienie codziennej diety

Jack wspominał, że ludzie często mają pomysł by zacząć przygotowywanie zapasów żywności od kupienia dużej ilości ryżu i fasoli. Zaletą takich zapasów jest ich bardzo długi okres przydatności do spożycia. Ale z całą pewnością, nie powinny to być jedyne zapasy żywności w domu. Zwłaszcza, jeśli ktoś nie lubi ani ryżu, ani fasoli.

Warto mieć w domu spore zapasy takich produktów, jak:

  • sól (morska, warzona),
  • mleko w proszku,
  • ser w proszku,
  • jajka w proszku,
  • ryż,
  • makaron,

pod warunkiem, że się z nich korzysta regularnie.

Mleko w proszku może z powodzeniem być wykorzystywane codziennie, jako substytut zwykłego mleka. I wtedy posiadanie go w zapasie ma sens, bo umożliwia to jego regularną wymianę. Podobnie wygląda kwestia z serem, masłem i jajami w proszku.

4. Produkuj żywność

Oprócz samego przechowywania zapasów żywności, żywność warto (trzeba!) produkować. Bo niektórych rzeczy przechowywać się nie da, albo jest to bardzo trudne.

Wyobrażacie sobie na przykład przechowywanie zapasu sałaty? A jest to akurat takie warzywko, które we własnym zakresie jest bardzo łatwo hodować. Trudno jest zastąpić świeże warzywa i owoce, a niektóre z nich można łatwo uprawiać na własnej działce (u celu ewakuacji).

Zaspokojenie całych potrzeb żywnościowych rodziny jest w naszych warunkach niemal niemożliwe (chyba, że oprócz warzyw, zbóż i owoców, hodujemy też kury, krowy i świnie). Mimo to, warto próbować przynajmniej część tej żywności produkować we własnym zakresie. Jest smaczniejsza od sklepowej, ale i zdrowsza.

No i pozwala jeszcze lepiej, niż zapas żywności, uniezależnić się od rosnących cen żywności.

5. Podchodź do tematu holistycznie (całościowo).

Podsumowaniem tych zasad jest ostatnia, która poleca korzystanie naraz z tych czterech wcześniejszych.

Czyli — mieć zapas gotowych produktów (np. gołąbki w słoiku), półproduktów (np. sos do spaghetti w torebce) i surowców (np. suszone warzywa, ryż, mleko w proszku), kilka grządek w ogródku — i korzystać z tego wszystkiego w jak największym zakresie.

Bo żywność raczej nie będzie tańsza, a więc jeśli kupisz ją dziś, nie stracisz na tym w przyszłości.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

6 komentarzy

  1. lubin pisze:

    przyczyna wzrostu ceny żywności leży głównie we wzroście cen paliw – ile żywności jest produkowane lokalnie a ile transportowane?

    peak oil nas załatwia

  2. Anon101 pisze:

    Hmm….a ja szukam rozwiazania dla osob, ktore

    a) Jadaja glownie na miescie – glownie dlatego, ze wracaja do domu bardzo pozno

    b) Maja mala powierzchnie na przechowywanie zywnosci

    Na chwile obecna staram sie robic zapas wysokokalorycznych batonow, platkow, kaszek, itp rzeczy zalewanych woda. Pozwoli to przynajmniej na przezycie pierwszych kilku dni.

    W takiej sytuacji w gre wchodza jedynie produkty o bardzo dlugim lub „nieograniczonym” terminie – maka, ryz (nie znosze jak cholera, ale co poradzic), sol, jakies otreby, czy puszki z terminem do 2017 itp.

    Bede bardzo wdzieczny za jakies propozycje – rzeczy z krotszym terminem niz 12 miesiecy nie dam rady magazynowac bo po prostu sie zmarnuja 🙁

    Warto tez pamietac o chocby najmniejszej kuchence na butle (lub kartusze gazowe) – teraz jak glupi kazdy developer robi blok bez gazu…

  3. Julek pisze:

    „Warto tez pamietac o chocby najmniejszej kuchence na butle (lub kartusze gazowe)…”

    Jeśli ktoś ma rodzinę na głowie to może kupić w sklepie palnik, dorwać parę kątowników aluminiowych, nożyce, wiertarkę, wkręty i w pół wieczoru wyrzeźbić przenośną kuchenkę na butle 11-kilowe dającą się zabrać ze sobą w wypadku ewakuacji. Najmniejsza nie będzie ale spokojnie zastąpi domową.

  4. I jak chcesz w razie ewakuacji taszczyć tą 11 kilową butlę i całą kuchenkę?

    nonsens

    no chyba, że taką kuchenkę zbudujesz sobie np w domku letniskowym, który może posłużyć za tymczasowy cel ewakuacji

    w razie ewakuacji do podgrzania małemu dziecku jedzonka, czy zrobienia ciepłego napoju – wystarczy mała kuchenka spirytusowa i butelka denaturatu, nic więcej nie trzeba

    • Julek pisze:

      „I jak chcesz w razie ewakuacji taszczyć tą 11 kilową butlę i całą kuchenkę?”

      Na przykład w bagażniku samochodu.

      Nie chodzi o to żeby produkować mebel na zapas, tylko żeby mieć świadomość, że jego wykonanie jest proste i tanie. Może się przecież zdarzyć, że po ewakuacji nie będzie będzie do czego wracać a wtedy załatwienie „normalnej” kuchenki będzie zapewne priorytetem.

  5. Solar pisze:

    Panowie ?… a przed czym/kim chcecie sie ewakuowac ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner