Zestaw / plecak ewakuacyjny: 6 modeli budowy

Czy zastanawialiście się kiedyś, oglądając omawiany przez kogoś na przykład na filmie plecak ewakuacyjny, że część ludzi zabiera ze sobą namioty i cały sprzęt biwakowy, a część nie zabiera prawie nic, a nawet nie zabiera za dużo wody?

Wynika to z tego, że ludzie mają bardzo różną filozofię budowy tych zestawów ewakuacyjnych.

6 rodzajów takich zestawów, czy może 6 modeli ich budowy zależnych od potrzeb i możliwości każdego z nas, omówimy w dzisiejszym materiale. Poniżej znajduje się player z filmem, player z wersją audio do odsłuchania oraz delikatnie zredagowana transkrypcja z nagrania.

W takim najszerszym ujęciu plecak ewakuacyjny ma nam ułatwić przeżycie, kiedy opuścimy dom z różnych przyczyn. Jak zobaczycie za moment, wszystkie te zestawy mają cechy wspólne, ale też sporo je różni. Mam nadzieję, że po obejrzeniu tego filmu będziecie w stanie zbudować zestaw możliwie dopasowany do Waszych potrzeb.

Pamiętajcie tylko zawsze, że to, co zrobicie w oparciu o jakąś listę znalezioną w Internecie, choćby na tym filmie, trzeba później zweryfikować w warunkach możliwie bliskich praktyce. Tu jest mój materiał z Domowy Karaluch Challenge 2, kiedy ostatnio robiłem test mojego plecaka ewakuacyjnego.

Zestawy 72-godzinne

Pierwszym rodzajem, od którego chciałbym zacząć, są zestawy 72-godzinne. To bardzo często jest punkt wyjścia do budowy plecaków ewakuacyjnych, bo o tych się mówi najwięcej.

Zgodnie z zaleceniami RCB, które omawiałem w tym materiale, ten zestaw pomoże Ci w pierwszych dniach poza domem. I większość źródeł mówi o tym, żeby ten plecak ewakuacyjny pomógł nam przetrwać przynajmniej 72 godziny, przynajmniej 3 doby, natomiast RCB mówi, że celem powinno być przetrwanie tygodnia z pomocą takiego zestawu.

On sobie leży w domu, zawsze spakowany, gotowy do zabrania. Zabieramy go, kiedy będzie wojna, pożar, powódź. W zasadzie jest to zestaw chyba najbardziej uniwersalny pod tym właśnie kątem. Optymalnie byłoby, żeby taki zestaw zaspokajał wszystkie nasze potrzeby, włącznie z odzieżą na zmianę, z żywnością, żeby były tam artykuły higieniczne, leki, może jakiś sprzęt do łączności czy do pozyskiwania informacji, choćby radio na korbkę albo i nawet zwykłe, proste radio na baterie, powerbank, latarka, multitool, noże. Wiecie, tego typu rzeczy, nie? Będzie tam odzież na zmianę, czyli przede wszystkim bielizna, ale część ludzi pakuje tam np. kurtki oraz buty, żeby nie musieli stać boso w piżamie, patrząc, jak straż pożarna dogasza ich dom.

Jeśli czegoś w tym zestawie brakuje, to zazwyczaj wody na te 3 do 7 dni, no bo wiecie, 9 l wody czy 21 l wody to jest olbrzymia ilość, trudno to nosić w tym zastawie. Zazwyczaj liczymy się z tym, że w najgorszym wariancie będziemy ten plecak ewakuacyjny musieli nieść na plecach. Zamiast dużych ilości wody w takim zestawie znajduje się więc zazwyczaj jakiś sprzęt do pozyskiwania i uzdatniania wody, np. torebki strunowe, filtr turystyczny albo tabletki do dezynfekcji wody.

Ten plecak ewakuacyjny ma nam pomóc wtedy, kiedy będziemy musieli uciekać z domu, gdzieś koczować w samochodzie albo kiedy zostaniemy umieszczeni w sali gimnastycznej czy centrum handlowym razem z innymi uchodźcami. Pomoże także wtedy, kiedy musimy spędzić kilka dni z dzieckiem w szpitalu. Dla mnie to był zawsze papierek lakmusowy do sprawdzania jakości takiego zestawu 72-godzinnego. Jeśli on nie pozwoli Ci przetrwać kilku dni w polskim szpitalu, to znaczy, że jest zbudowany źle.

A tutaj jest link do naszej Encyklopedii Nowoczesnego Survivalu z przykładową zawartością takiego zestawu.

Zestaw ucieczkowy

Drugim, nieco bardziej odchudzonym wariantem będzie zestaw ucieczkowy. Tutaj kładziemy nacisk na to, żeby umożliwić szybką, sprawną, łatwą ucieczkę z miejsca, w którym jestem, do miejsca, w którym chcę być, czyli z natury rzeczy to docelowe miejsce też muszę mieć wybrane, przygotowane, określone. Wtedy zabieram ze sobą mniej sprzętu, żeby mi było prościej tam dotrzeć.

Przykładowo, jeśli mam z domu do celu ewakuacji 40 km, co w najgorszym razie piechotą pokonam w ciągu 1-2 dni, to naprawdę nie muszę mieć ze sobą w tym zestawie ucieczkowym żywności i wody na 72 godziny. Nie potrzebuję mieć odzieży na zmianę, może ewentualnie zapasowe skarpetki. Jak się woda dostanie do butów, będziemy chcieli je zmienić.

W takim scenariuszu, do którego przygotowujemy ten zestaw, nie będziemy siedzieć i biwakować, rozpalać ognia, gotować posiłków, czyli jeśli zabierzemy jedzenie (w ogóle jeśli jakiekolwiek jedzenie, przecież 1 dzień, 1,5 dnia spokojnie wytrzymamy bez jedzenia), to raczej batony, czekolada czy takie racje skompresowane żywnościowe, a nie liofilizowane dania albo coś w puszkach, co trzeba albo podgrzać, albo do czego potrzeba wrzątku (który trzeba ugotować i trzeba mieć jeszcze kubek do ugotowania tego wrzątku). W zestawie ucieczkowym tego wszystkiego nie zabieramy. Batony, a nie dania, do batonów nie potrzeba ani sztućców, ani kubka, ani talerza itd.

W takim scenariuszu możemy nawet nie zakładać potrzeby przygotowania jakiegoś takiego sensowniejszego, porządniejszego schronienia, żeby tę 1 noc gdzieś spędzić, nie? Może to być tylko kilka koców termicznych i jakiś odcinek taśmy klejącej, żeby coś z nich naprędce sklecić, gdzieś tam przyczepić do jakiejś ściany, do jakiegoś zaułka w murze. Taki plecak ewakuacyjny buduje się łatwiej wtedy, gdy mamy dobrze rozpoznaną trasę ewakuacji z domu do tego celu. Wiemy, gdzie np. znajdziemy po drodze jakieś pustostany, w których moglibyśmy spać, albo nawet przepust pod autostradą, który nas ochroni przed deszczem i może częściowo też wiatrem, no ale oczywiście nie całkiem przed zimnem, więc zabierzemy te parę koców termicznych, nie? Przez to oczywiście noc przyjdzie nam przetrwać w dużo większym dyskomforcie, ale za to będziemy mieli większy komfort nosząc mniej rzeczy na plecach.

Jeśli mamy dobrze opracowaną trasę ewakuacji, dobrze rozpoznaną tę trasę, to możemy umieścić na niej jakieś skrytki z zaopatrzeniem, np. z żywnością, z wodą, może jakiś sprzęt właśnie, nie wiem, jakąś taką paczkę kilku rzeczy: plandeka, sznurek, śledzie do zbudowania zaimprowizowanego schronienia albo przynajmniej rozpoznać na trasie miejsca, z których będziemy mogli zaczerpnąć wodę, żeby nie musieć jej nosić w czasie ewakuacji.

Taki zestaw zabieramy ze sobą wtedy, kiedy zakładamy, że do domu wrócimy, że nie musimy zabierać naszego dobytku, ale że z jakichś względów bezpiecznie będzie przeczekać nam jakąś kryzysową sytuację poza miastem niż w samym mieście. Na przykład wtedy, kiedy jest awaria zasilania, kiedy wiemy albo spodziewamy się, że ta awaria może potrwać dłużej, kiedy się nie da wyjechać z miasta samochodem, bo jest całe zablokowane przez korki, wtedy bierzemy ten plecak, idziemy sobie spokojnie na wieś do dobrze zaopatrzonego domku, z działającym bez prądu źródłem ciepła i wody i tam sobie przeczekamy te najgorsze chwile w większym komforcie niż w mieście.

Zestaw powrotny – na powrót do domu

Trzecim modelem budowy zestawu ewakuacyjnego jest zestaw powrotny. I on czasami funkcjonuje tak, że ludzie mają w domu plecak ewakuacyjny, a zestaw powrotny mają w pracy, bo on właśnie ma służyć powrotowi z pracy do domu, jeśli normalny środek, którym się poruszamy, nie będzie funkcjonować, bo nasz samochód zostanie uziemiony przez impuls elektromagnetyczny albo pociągi, tramwaje, metro nie będą jeździć, bo nie ma prądu.

W niektórych przypadkach ten zestaw może stać się zestawem ewakuacyjnym. Jeśli Ty jesteś w pracy, żona jest gdzieś w domu, skomunikujecie się, uznacie, że trzeba się ewakuować z miasta, więc Ty ruszasz z pracy, a ona rusza z domu, żebyście nie musieli się gdzieś spotykać na trasie, marnować czas, być może bezpieczniej będzie objechać miasto dookoła niż spotykać się gdzieś w środku, nie?

I w zasadzie jeśli do domu masz nie więcej niż powiedzmy kilkanaście, 20, 20 parę kilometrów, to w tym zestawie nie musi być nic więcej niż tylko ewentualnie wygodne buty i trochę wody, no i może jakiś baton, nie? Dobra, może jeszcze jakaś ewentualnie odzież, wygodne spodnie, wygodna, ciepła kurtka. Jeśli jeździsz samochodem z garażu podziemnego pod blokiem do garażu podziemnego pod biurem, to prawdopodobnie nie jeździsz w zimowej kurtce zimą. Może jeździsz do pracy w garniturze i w eleganckich butach. W garniturze i eleganckich butach nie będziesz się ewakuować później piechotą z tego biura do domu, będziesz więc potrzebować wygodne, rozchodzone buty, wygodne spodnie i solidną kurtkę. Może niekoniecznie ona musi być najcieplejsza, w końcu nie będziesz stać na stoku narciarskim i czekać w kolejce na wyciąg, marznąc na przenikliwym wietrze, tylko będziesz najprawdopodobniej szedł do domu piechotą, ale mimo wszystko kurtka musi Cię chronić np. przed wilgocią, przed wiatrem itd.

Kto wie, jeśli masz więcej miejsca w pracy, może sobie trzymaj w biurze w zestawie powrotnym rower, taki mały, składany rowerek albo hulajnogę, albo nie wiem, nawet rolki, cokolwiek, co pozwoli Ci sprawniej, przede wszystkim mniejszym wydatkiem energetycznym, mniejszym wysiłkiem pokonać tę drogę z biura do domu. Nawet rolki się do tego nadadzą, choćbyś je miał potem gdzieś po połowie trasy wyrzucić do śmietnika.

Nie wiem, czy o tym wspomniałem, więc powtórzę, w takim zestawie warto byłoby mieć zapas wody, choć niewielki, właśnie na ten 1 dzień tej podróży piechotą do domu, no bo jak wszystko padnie, to może nie będzie już wody w kranach i nie będzie się dało nabrać w biurze wody.

Ten scenariusz jest podobny do tego, w jakiej sytuacji ja byłem jeszcze parę lat temu, zanim zaczęliśmy pracować zdalnie przez pandemię. Właśnie miałem do domu kilkanaście kilometrów i piechotą bym w razie czego wrócił, więc ja czułem, że nie potrzebuję takiego zestawu trzymać u siebie w biurze, że do tego wystarczy mi mój codzienny zestaw EDC. Ale jeśli ktoś pracuje np. na budowie w innym mieście, 2 województwa dalej, to siłą rzeczy ten jego zestaw powrotu do domu musi być nieco bardziej rozbudowany.

Zestaw INCH: I’m Never Coming Home

Kolejny model zestawu ewakuacyjnego ma taki fajny, anglojęzyczny akronim „INCH”, co jest skrótem od „I’m Never Coming Home”. Po prostu jest to plecak ewakuacyjny, który zabieramy ze sobą wtedy, kiedy wiemy, że do domu… Wiemy albo mamy przekonanie graniczące z pewnością, że do domu w takim kształcie, w jakim on stoi teraz, już nie wrócimy, czyli np. w razie wojny, w razie dużej powodzi, w razie sytuacji, gdy na horyzoncie jest ściana pożaru lasu, który stopniowo przesuwa się w kierunku naszego domu. Zakładamy, że dom zostanie zniszczony, a więc ten zestaw musi nam ułatwić rozpoczęcie nowego życia w nowym miejscu.

I to najczęściej nie ma charakteru takiego gotowego zestawu w jakimś plecaku czy, nie wiem, pudle, skrzyni, które tylko zabieramy i pakujemy, bo jest to siłą rzeczy trudne. Za moment wytłumaczę dlaczego. Raczej jest to kilka, kilkanaście zidentyfikowanych w całym domu przedmiotów, o których wiemy, że trzeba je zabrać. Wtedy robimy sobie listę, zabieramy, to, to, to i to, nie?

I gdy przychodzi potrzeba użycia tego zestawu, to zabieramy zestaw ucieczkowy, czyli ten 72-godzinny i te rzeczy z listy dopakowujemy do niego, czy bierzemy właśnie osobno w skrzynce, czy w jakimś wózku na zakupy, czy po prostu w kartonach pakujemy do bagażnika samochodu i uciekamy.

I w tym zestawie zabiera się wszystko to, co jest cenne z różnych względów: rodzinne kosztowności, najdroższą elektronikę, w sensie ja bym pewnie zabrał ten aparat, którym dla Was nagrywam, ale komputera stacjonarnego pewnie bym nie zabierał, bo za duży, bo by mi się nie chciało, nie? Może zabrałbym z niego dysk twardy, żeby nie stracić najnowszych save’ów w grach.

Nie zabierzemy też raczej dzieł sztuki, ale może jakieś pamiątki, cenne bibeloty, takie najcenniejsze drobiazgi, biżuterię, zwłaszcza taką, która jest z nami od pokoleń, też ze sobą zabierzemy. Jeśli mamy w sejfie większą ilość gotówki, no to również. Wszystko, co jest cenne, co nam ułatwi rozpoczęcie życia w nowym miejscu, trzeba w takiej sytuacji zabrać.

Dlatego właśnie Ukraińcy, których stać jest na kupowanie drogich samochodów, ewakuując się do Polski, zabierają też te drogie samochody. To nie jest tak, że uchodźca uciekający przed wojną, to zawsze jest głodny, obdarty i brudny. Nie, przed wojną uciekają też bogaci ludzie. Bogactwo nie daje nieśmiertelności na wojnie, więc oni też zabierają swój dobytek, w tym samochód, który jest czasem najcenniejszą częścią ich dobytku, którą są w stanie zabrać i uciekają z nim za granicę. Jeśli planujesz ewakuację za granicę, to może od razu przygotuj sobie papiery, żeby móc ten samochód sprzedać w Niemczech, w Holandii czy gdzieś indziej. Nie mam pojęcia, jakie to są papiery, ale pewnie jakieś są, nie? Słyszałem, że w drugą stronę jak się importuje z Niemiec jakieś papiery są potrzebne, no to zakładam, że jak się samochód wywozi gdzieś tam, również. No to wiecie, o co chodzi.

Warto oczywiście zauważyć, że kiedy taki zestaw zabierzemy razem z zestawem ucieczkowym, tym zbudowanym, żeby szybko uciekać, już nie będziemy mogli z nim szybko uciekać, czyli to wymagałoby np. dołożenia do tego zestawu ucieczkowego czegoś, co go zamieni w taki, żebyśmy mogli do celu docierać wolniej i zabrać te wszystkie rzeczy. Nie wiem, czy dobrze się wyraziłem. W razie czego dopytacie w komentarzach, o co mi chodziło, dobra?

Zestaw samotnego skauta

Na potrzeby dzisiejszego materiału nazwałem ten model zestawem samotnego skauta. Słyszałem też nazwę „zestaw samotnego wilka”, ale z tym skautem mi się to podoba bardziej.

To będzie zestaw, który ma nam pozwolić przeczekać, przetrwać w dobrym zdrowiu nieokreśloną, dłuższą ilość czasu w głuszy, np. w lesie. Ja uważam, jestem o tym przekonany od dawna, że w polskich warunkach ta strategia przetrwania jest idiotyczna. Jest pozbawiona sensu. Lasów w Polsce jest za mało, są za małe, wyżywić się w takim lesie umie mało kto. Mało kto będzie w stanie wyżywić w takim lesie rodzinę.

Ale co w takim zestawie można by zabrać?

Na przykład namiot. To jest chyba jedyny plecak ewakuacyjny w jakim, moim zdaniem, namiot ma sens. Tu ma sens, bo zakładamy, że w 1 miejscu, w tej głuszy będziemy musieli przetrwać dłużej, no to chociaż to schronienie ze sobą weźmy porządne pod postacią właśnie namiotu, żeby nie trzeba było zaczynać tej survivalowej przygody od budowy szałasu z gałęzi.

W takim zestawie może być krzesiwo, które pozwoli nam rozpalić 1000 ognisk, podczas gdy w zestawie 72-godzinnym będziemy mieli 2 albo 3 zapalniczki, które będą ważyć mniej więcej tyle samo co krzesiwo, ale będą bardziej skuteczne, łatwiejsze do użycia niż krzesiwo. Może w tym zestawie będziemy mieli siekierę, piłę do cięcia drewna, jakiś solidny nóż do jego batonowania. Chociaż jak się zabiera toporek, no to po co jeszcze taki nóż, nie? Podczas gdy w zestawie 72-godzinnym co najwyżej nóż składany albo multitool.

Tu będziemy mieli jakiś sprzęt do pozyskiwania żywności, może np. drut do zrobienia sideł, może jakiś zestaw wędkarski. Wiecie, żyłka, haczyk, ciężarki, spławiki, może nawet składana wędka albo 2 i przynęty do tego. Jeśli nasz pomysł na przeżycie zakłada, że będziemy siedzieli w lesie nad jeziorem, nawet może to mieć sens. Może łuk albo kuszę, uwaga, bo kusza w Polsce z natury rzeczy jest nielegalna, po to, żeby móc tym sprzętem polować.

Jak o tym opowiadam, to sami chyba słyszycie, że w polskich warunkach ta strategia przetrwania jest idiotyczna. Może na Zachodzie, w USA, gdzie jest dużo mniejsza gęstość zaludnienia, gdzie jest dużo więcej dzikiej zwierzyny. Może w Skandynawii, gdzie jest podobnie, taka strategia miałaby sens. W Polsce, w polskich warunkach uważam, że nie. I uważam, że idiotyzmem jest takie bezmyślne kopiowanie wzorców z Zachodu na polskie warunki, do których one nie przystają w żaden sposób. U nas lasy są małe, w tych lasach zostaniemy szybko znalezieni, zwierzyna zostanie szybko skłusowana przez myśliwych i przez kłusowników. Ryb oczywiście też za dużo nie ma, ponieważ wszyscy wiemy, jak to polski związek nie zarybia rzek i stawów. No ale skoro o tym się mówi w literaturze, to uznałem, że też o tym opowiem w tym filmie. Ale nie budujcie takiego zestawu, to jest bez sensu.

Poza tym, żeby polować z łukiem albo z kuszą, polować efektywnie, to uważam, że trzeba polować z łukiem lub kuszą dziś. Nie wystarczy polować z karabinem, żeby móc te umiejętności przełożyć na polowanie z łuku albo z kuszy, bo to zupełnie inne dystanse. A ponieważ w Polsce nie wolno jest polować z łukiem i kuszą, czyli nie da rady ćwiczyć w realnych warunkach tych umiejętności, nie opierałbym przetrwania na umiejętnościach, których nie możecie ćwiczyć.

Zestaw taktyczny

Wreszcie ostatni model budowy zestawu ewakuacyjnego. Ja to uważam raczej za osobny moduł do takiego zestawu, zaraz wyjaśnię dlaczego. Ale wiem, że są ludzie, którzy uważają, że sprzęt w takim zestawie im wystarcza do zaspokojenia wszystkich potrzeb. Chodzi mianowicie o zastaw, nazwijmy go roboczo „taktyczny”, z jakimś sprzętem do bronienia się przed ludźmi. Wiecie, wężowy preppersing, ja już nie pamiętam, skąd to pojęcie się wzięło, ale jest z dupy, zakładał, że będziemy polować na innych ludzi, żeby uzyskać potrzebne nam do życia zasoby. To jest idiotyczne, bo zastępujemy uzależnienie od sklepu i wodociągu uzależnieniem od biednych ludzi, którzy też niczego nie mają. To jest idiotyczne.

Ale ten zestaw taktyczny ma służyć nam do obrony naszego życia, zdrowia, bezpieczeństwa na drodze z domu do celu ewakuacji. Dlatego ja uważam, że to raczej trzeba myśleć o tym w kategoriach takiego modułu, kiedy ewakuujemy się z domu, zabieramy te rzeczy. Zwłaszcza wtedy, jeśli przewidujemy, jeśli spodziewamy się, że na tej trasie może nas czekać jakieś niebezpieczeństwo, które zneutralizujemy za pomocą np. broni palnej.

I oczywiście oprócz tej broni zabieramy magazynki, jakieś oporządzenie taktyczne, nie wiem, kamizelki, na których się te magazynki wiesza, czy ładownice, żeby sobie je potem wczepić do plecaka. Może kamizelkę kuloodporną, takie płyty balistyczne, może jakąś stazę, jeśli nie mamy jej w zestawie 72-godzinnym albo w EDC. W sumie dopóki nie jesteśmy na wojnie albo nie pracujemy na strzelnicy czy w pogotowiu, no to szansa, że taka staza będzie nam potrzebna jest siłą rzeczy, niewielka.

Oczywiście w polskich warunkach może to być np. broń czarnoprochowa, wraz z zapasowymi nabitymi bębenkami albo patronami do szybkiego załadowania rewolweru, albo w wariancie budżetowym siekiera, maczeta, kij bejsbolowy albo łom. Albo ten łuk wspomniany wcześniej, jak ktoś ma łuk, to może będzie się nim bronił w razie czego. To się wydaje absurdalne, ale lepiej mieć do obrony łuk i kij niż tylko kij.

Ważne, żebyśmy z tego sprzętu potrafili skutecznie korzystać, czyli celnie strzelać. Co mi po tym łuku, jeśli nie potrafię kogoś tym łukiem trafić? Co mi po pistolecie, jeśli nie umiem z niego bezpiecznie korzystać i zrobię nim krzywdę sobie albo komuś z mojej rodziny? Nawet najlepszy karabin z zapasem amunicji nic Ci nie da, jeśli masz źle ustawiony celownik. Sami rozumiecie, to są chyba rzeczy oczywiste. Trzeba tym sprzętem umieć się posługiwać i znać jego ograniczenia.

I łatwo mi sobie też wyobrazić, że ten moduł zabierzemy ze sobą również, kiedy nie planujemy wracać do domu, czyli w scenariuszu „I’m never coming home”, ponieważ broń i amunicja z natury rzeczy zazwyczaj jest dosyć cenna. Więc w scenariuszu, w którym zakładamy, że dom może zostać zniszczony, raczej ją zabierzemy.

Bardzo mnie ciekawi, który z tych modeli budowy zestawów ewakuacyjnych jest Wam najbliższy? Więc piszcie proszę koniecznie w komentarzach i wyjaśnijcie też, dlaczego. A jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o tym, co w takich zestawach ewakuacyjnych może być, to tutaj jest lista materiałów omawiających po kolei wszystkie kategorie rzeczy, które w tych zestawach warto ze sobą mieć.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner